Po dotarciu do kryjówki zdążyłem, hm.... opatrzyć ranę i trochę się
przebrać. Włosy znów przybrały
śnieżnobiałą barwę. Żeby grzywka nie
spadała mi na oczy, na odwal zawiązałem na włosach czarną bandanę.
Ubrałem dość starą, ale moją ulubioną czarną bluzę i dresowe spodnie.
Miałem zamiar trochę odpocząć, ale moją uwagę przykuł dźwięk uderzania metalem o metal.
-Huh... Czyżby ktoś walczył?- mruknąłem sam do siebie.
Nie ingeruje w sprawy innych, ale z czystej ciekawości postanowiłem
zbadać potencjalny problem. Oczywiście zabrałem jeden z dłuższych
sztyletów i dwa krótsze.
Szybko odnalazłem miejsce bójki. Ku mojemu zdumieniu ujrzałem Natalię i jakiegoś obcego faceta.
Napastnik przebił jej brzuch mieczem. Poczułem, że muszę coś zrobić.
Rzuciłem jednym ze sztyletów, który wbił się mężczyźnie między łopatki. Wrzasnął zaskoczony i wypuścił z ręki broń.
Kątem oka spojrzałem na Natalię. W pierwszym odruchu chciałem do niej podbiec, ale najpierw musiałem zająć się obcym.
Skoczyłem szybko do przodu. Zanim przeciwnik zdążył się odwrócić,
zręcznie wskoczyłem mu na plecy, oplatając nogami jego szyję i powalając
go na ziemię. Trzymając go tak skrępowanego, wyciągnąłem długi, ostry
sztylet i przyłożyłem mu do gardła. Niepewnie spojrzałem na Natalię.
-Powiedz tylko słowo, a on zginie.- mruknąłem.
<Natalia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz