niedziela, 22 maja 2016

Od Roxanne CD Taeyong'a

Automatycznie odwróciłam głowę w tę stronę, tak samo jak Taeyong. Zza małego budynku wyłonił się blady cień. Powoli się ściemniało, a słońce schodziło z nieba w swym zółwim tempie, chowając się za horyzontem. Patrzyłam na ten cień, aż zza chatki wyłoniła się czyjaś sylwetka. Ktoś powoli zbliżał się do nas... Nie nie nie. Gdy odwróciłam lekko głowę w lewo, gdzie przedtem stał chłopak - nie było go tam. Obróciłam się wokół własnej osi i nie zauważyłam go. Zatem tajemnicza postać zbliżała się tylko do MNIE, ponieważ Taeyong zniknął. Zdezorientowana wbiłam wzrok w zmierzającą w moją stronę sylwetkę. Z mroku wyłonił się postawny mężczyzna. Na jego twarzy malował się fałszywy spokój. Jednak nie pasowało mi coś w jego groźnym wyglądzie. Przemówił do mnie łagodnym głosem, w którym dostrzegłam nutę zdenerwowania, które chciał ukryć.
- Powiedz mi... Gdzie ten człowiek, co przed chwilą był obok ciebie? - zapytał jeżdżąc wzrokiem po uliczkach bocznych. Spuściłam wzrok i zamyśliłam się co odpowiedzieć.
- Nie wiem - odparłam podnosząc głowę i wyrównując swój wzrok z spojrzeniem faceta. Uniósł brwii i ponowił pytanie.
- Gdzie on jest? - zapytał jeszcze bardziej zdenerwowany. Był metr ode mnie i stanął. Rzuciłam mu podejrzliwy wzrok.
- NIE WIEM - fuknęłam w odpowiedzi i miałam zamiar już się wycofać, ale on zrobił jeszcze jeden krok do przodu, drugi... I złapał mnie za bluzę, tuż przy gardle. Szarpnął ją i przez zaciśnięte zęby wysyczał:
- Gadaj! - znów szarpnął i sztylet wypadł mi z kieszeni, głucho obijając się o brukowe kostki. Odepchnęłam go najmocniej jak umiałam i walnęłam pięścią w mordę. Szybko podniosłam broń i bez chwili wahania podcięłam mu gardło. Mężczyzna złapał się za szyję i niemrawo upadł na ziemię. Rana była głęboka i wciąż krwawiła, niczym wodospad krwi. Ale on jeszcze zabity do końca nie był, więc zanim oprzytomniał i poukładał sobie w głowie co tu zaszło, wbiłam swoją broń w jego brzuch i rozcięłam mu go. Miałam ochotę jeszcze wydłubać mu sztyletem oczy, ale nie byłam aż tak brutalna i tego nie zrobiłam, pozostawiając faceta na pastwę losu w kałuży krwi. Rozejrzałam się wokół i zza progu jakiegoś opustoszałego budynku wyszedł Taeyong. Wpatrywał się chwilę w trupa i nie spuszczając z niego wzroku wymamrotał:
- Dzięki, że nie powiedziałaś mu gdzie byłem.
- Gdybym wiedziała gdzie byłeś, to bym mu powiedziała - prychnęłam, jednak z nutą ironii w głosie. Westchnęłam i ostrożnie wynurzyłam sztylet z zamordowanego idioty. Przyglądając się z obrzydzeniem mojej broni, zwróciłam się do martwego:
- No i widzisz ch*ju jak mi sztylet popaprałeś? - powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko.

<Tae?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz