-Wybacz, że sprawiłem ci kłopot...- mruknąłem.- I jeszcze raz dziękuję...
Roxanne zmierzyła mnie wzrokiem i prychnęła coś pod nosem. Popatrzyłem na zwłoki mężczyzny.
-Kto to jest?- spytała.
-Nikt ważny...
-Skoro cię szukał, to widocznie się znacie...
Zacisnąłem lekko zęby i popatrzyłem na swoje prawe przedramię owinięte poszarzałym bandażem.
~ Słyszał krzyk. A za nim kolejny i jeszcze następny.
Przeplatający się między nimi psychodeliczny śmiech raz po raz odbijał się w jego głowie, powoli doprowadzając do szaleństwa.
Był ukryty. Pozornie bezpieczny.
Uwięziony. ~
Moje oczy, w których wcześniej można było odczytać wszystkie emocje, na powrót stały się bez wyrazu.
-To coś związanego z nim?- spytała dziewczyna patrząc na moją rękę.
-Nieważne... Może kiedy indziej o tym opowiem. Chodźmy dalej.- rzuciłem
dając jej do zrozumienia, że nie mam ochoty ciągnąć tego tematu.
<Roxanne?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz