czwartek, 26 maja 2016

Od Tae cd Lii

P i w n i c a.
To był duży problem.
Problem, o którym nikt więcej nie musiał wiedzieć.
- Jasne.
Może podświadomość od samego początku kazała mi omijać tamto miejsce szerokim łukiem i dlatego nie zwróciłem na nie najmniejszej uwagi. Oddałbym wiele, abym nadal mógł żyć w słodkiej nieświadomości jego istnienia. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy w całym domu nie było prądu (co chyba było oczywiste), a ja zapomniałem wziąć latarki.
Natalia już dawno poszła, choć nie do końca wiedziałem, kiedy i w jaką stronę. Czy to była jakaś gra?
~Podstęp.~
Zdecydowanym ruchem pociągnąłem za zimną klamkę, powoli stąpając na schody prowadzące niżej. Wdech, kolejny krok, wydech. Wdech, schodek w dół, trzaśnięcie drzwiami, brak wydechu.
~Podstęp.~
Wystarczył ułamek sekundy, abym ponownie znalazł się przy drzwiach. Otwartą dłonią uderzyłem w nie kilkakrotnie, nawołując Lię, jednakże nie otrzymałem żadnego odzewu. Czy wszystkie zamki od piwnicy muszą być zepsute? To nie żaden pieprzony horror, więc dlaczego tak to wyglądało?
~P o d s t ę p.~
Nie, nie, nie tak. Przecież po coś tu przyszedłem.
Nieco bardziej podminowany zszedłem na sam dół, po omacku szukając na ścianie jakiejś półki. Gdzie jest ten cholerny drut? Przecież tam nic nie było, a jedyne, co znalazłem, to skrzynka z narzędziami o którą się potknąłem.
- Zrobiła to specjalnie - warknąłem pod nosem, na siedząco rozmasowując obolałe kolano.
Oparłem się plecami o ścianę i rozejrzałem po pomieszczeniu. Nic nie widziałem, ale czułem wszystko.
Ten sam zapach benzyny, co wtedy. Cisza, którą za chwilę miał przerwać jakiś przerażający dźwięk.
Podkuliłem nogi obejmując je ramionami i chowając pomiędzy nimi głowę.
Strach też mnie odwiedził, jako obowiązkowy, choć nieproszony gość. Czy może po prostu nie opuszczał mnie na krok, atakując w momencie, w którym nie mogłem się obronić. Mimowolnie po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, aby zaraz potem mogła przerodzić się w histeryczny płacz, przeplatany urwanymi krzykami.
Zaraz się dowie. O wszystkim.

~Odejdź, proszę.
Słyszał wszystko.
Raz. „Och, jesteś tak obrzydliwie żałosna, ale nie jest mi cię szkoda.”
Dwa. „To ostrze wygląda tak pięknie na twojej szyi, a twoje przerażone oczy cudownie się błyszczą, kiedy przez łzy próbujesz coś zauważyć. Gdzie on jest?”
Trzy. „Nie chcesz grać? Przykro mi, przegrałaś.”
Wydawało mu się, że był w stanie usłyszeć nawet krew, która nieprzerwanie płynie i roztrzaskuje się o podłogę.
Puk, puk.
„Ty też ze mną zagraj.”
~
- Taeyong? Tae, idioto, gdzie jesteś?
Drzwi gwałtownie się otworzyły, a ciężkie powietrze zostało przecięte przez ostre światło latarki. Natalia upewniła się, że tym razem się nie zatrzasną, a zaraz po tym zeszła w dół, gdzie dobrą chwilę zajęło jej odnalezienie mnie.
Przypomniało mi się jak na początku powiedziała mi, że jestem inny, wyjątkowy.
„Jestem chory, nie wyjątkowy”- pomyślałem z bólem.
Byłem taki przerażony.
-Co się dzieje?
Zakrywałem uszy dłońmi i z całej siły zaciskałem oczy, jakbym nie chciał dopuścić do siebie rzeczywistości.
Natalia chciała do mnie podejść i zetrzeć te wszystkie brudy z mojej twarzy, chciała abym znów stał się czysty i niedotknięty przez to, co mnie spotkało.
Ale ona nic nie wiedziała.
- Idź sobie.
Lia zamrugała kilkakrotnie, orientując się, że od jakiegoś czasu przeszywałem ją swoim obłąkanym spojrzeniem.
- Nie chcę.
Z lekkim wahaniem stawiła pierwszy krok w moją stronę. Byłem jak skrzywdzone zwierzę, które stroni od kontaktu z kimkolwiek, nie chcąc ponownie cierpieć. Momentalnie przesunąłem się do tyłu, ale ta nie odpuszczała i pewniej się do mnie zbliżyła.
- Powiedziałem, że masz iść - powtórzyłem, zaciskając zęby.
Jednak ona mnie nie słuchała. Dopiero z odległości kilku centymetrów była w stanie zauważyć, jak wiele cierpienia kryje się w moich przekrwionych od płaczu oczach. Rozchyliła delikatnie wargi, z których mimowolnie uleciało westchnięcie, co wywołało u mnie śmiech.
- Czemu nadal tu jesteś? - Złapałem ją za nadgarstek i boleśnie oplotłem wokół niego swoje palce. Natalia jęknęła, czując wbijające się w skórę paznokcie. - Po co to wszystko? Aż tak bardzo chciałaś mnie upokorzyć?
~Uciekaj. Od niej. Od przeszłości. Od cierpienia. Od życia.~
-Co robisz? Przecież jesteś bezpieczny, wszystko jest w porządku...
~Kłamiesz.~
- Nic o mnie nie wiesz - syknąłem i puściłem dłoń dziewczyny. - Nikt nie wie. Nikt nie zna tej cholernej prawdy. Ja też nie chcę jej znać. Nie chcę. - Ton mojego głosu zmienił się na błagalny, a do oczu znów napłynęły mi łzy. - Proszę, zrób coś. Uwolnij mnie od tego.
- Spójrz na mnie - zażądała, ale całkowicie ją zignorowałem, pogrążając się w jeszcze większym bólu. - Uspokój się.
~Błąd.~
Pomieszczenie wypełnił drażniący dla uszu śmiech. Przeczesałem palcami włosy, kręcąc głową z niespodziewanym dla Lii rozbawieniem. To wszystko działo się tak szybko, że powoli nie nadążała za nagłymi zmianami, jakie zachodziły w moim zachowaniu. Nadal nie była również pewna, jak powinna się zachować, więc pozostała w takiej samej pozycji, jak chwilę temu.
- Czego ode mnie oczekujesz? - rzuciłem w pewnym momencie i podniosłem się lekko, klękając na kolanach. - Albo inaczej. Czego oczekujesz od samej siebie? Liczysz na to, że będziesz dla mnie kimś wyjątkowym? Kimś, kto w cudowny sposób mnie z tego wyciągnie?
Lia przełknęła głośno ślinę.
- Tak właśnie myślę.
Zmrużyłem podejrzliwie oczy i zbliżyłem się do niej na minimalną odległość, otulając jej policzki swoim ciepłym oddechem. Natalia aż się wzdrygnęła, kiedy miała tak dokładny wgląd na moją twarz.
- Chyba muszę cię zawieść - stwierdziłem po chwili namysłu. Przez tą długą chwilę nie mrugnąłem ani razu, bezustannie krępując ją swoim spojrzeniem. - To dobre uczucie, kiedy po przebudzeniu się z okropnego koszmaru człowiek widzi, że był to tylko sen, prawda?
Lia nie rozumiała, ale pokiwała głową, potwierdzając tym samym moje słowa. Widząc taką reakcję, gwałtownie przesunąłem dłonią po ramieniu dziewczyny, na koniec niespodziewanie wbijając paznokcie w materiał jej czarnej koszulki.
Natalia syknęła bardziej z zaskoczenia, niż bólu.
- Nie łudź się, że będzie dobrze. To tak działa tylko w filmach. - Delikatnie odchyliłem się do tyłu, nadal badając ją wzrokiem. - To ciężkie obudzić się z koszmaru, jeśli nawet nie zdążyło się zasnąć.
Ponownie po moich policzkach spłynęło kilka łez, a całe ciało osunęło się po ścianie na podłogę. Drżałem lekko, starając się opanować te wszystkie negatywne emocje.
~Uwierz.
Ja wierzę
.~
- Czy mógłbyś... - zaczęła i musnęła opuszkami palców moją dłoń, jednak szybko jej przerwałem, wyszarpując rękę spod palącego dotyku.
- Nie zrozumiesz, a ja nie wytłumaczę. Kiedy wreszcie to pojmiesz? - zapytałem na tyle spokojnie, na ile potrafiłem, choć nadal targały mną spazmy płaczu. - Wiesz, co nas różni? To, że twój zły sen kończy się w momencie, kiedy otwierasz rano oczy i czujesz u l g ę. - Lia chciała coś powiedzieć, jednak uciszyłem ją gestem dłoni. - Próbowałaś kiedyś uciec od wspomnień? - Zaśmiałem się gorzko, znów chowając głowę pomiędzy swoimi ramionami. Kolejna fala rozpaczy zalała mój umysł i ciało. - Widzisz, ja aż za często... - dodałem cicho i ukryłem twarz w dłoniach, dając całkowity upust emocjom.
Wiedziałem, że to koniec.
Po raz kolejny w swoim życiu upadłem, pokazując całemu światu to, jaki jestem słaby.


<Natalia? A się rozpisałam :'D>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz