Jak się czułam? Jak śmieć...
-Eh...rób co chcesz...Nie będę cię przecież trzymać na siłę-odparłam z cichym westchnięciem. Położyłam latarkę na półkę i poszłam sama po drut. Wyszłam z piwnicy i zostawiłam otwarte drzwi i latarkę jakby Tae chciał wyjść. Szybko zrobiłam pułapki na węże i ptactwo drapieżne. Co ja sobie kurwa wyobrażałam?
-Sill pilnuj by nikt nie wszedł- powiedziałam i wskazałam na drzwi frontowe. Wilk sapnął w odpowiedzi i poprawił swoją pozycje na kanapie. Wzięłam pułapki do torby i wyszłam. Skierowałam się na tyły domu gdzie w przybudówce stał Corrido. Podeszłam do konia a ten parsknął i otarł się pyskiem o moje ramie.
-Też się stęskniłam kochany- szepnęłam całując wiernego wierzchowca w chrapy (XD wyszło mi WWW). Szybko osiodłałam Corra i wsiadłam na niego. Corr żwawym kłusem ruszył w las. Chciała bym puścić go pełnym galopem ale bym nie wyrobiła z bólu...Obserwując otoczenie szukałam miejsca na pułapki. Z tymi na węże było dość łatwo...na ptactwo drapieżne już gorzej... Na łące rozłożyłam kilka klatek i powiesiłam sieć między drzewami. Odjechałam na jakieś półgodziny by coś się złapało w sieć...
-Corr... co powiesz na taki układ...Ja usiądę przy klifie a ty sie wybiegasz?-spytałam klepiąc go po szyji. Koń parsknął niezadowolony. Po ostatnim moim wybryku woli mnie nie zostawiać...no tak...
Zaczęłam nucić cicho pod nosem dobrze znaną piosenkę,wyrytą w pamięci jak swoje własne imię. Ona ciągle mi towarzyszyła. łzy zapiekły w powieki więc je zamknęłam. Żadnych łez...Już nigdy więcej.
-Easy come, easy go
That's just how you live, oh
Take, take, take it all
But you never give,
Should have known
you was trouble from the first kiss
Had your eyes wide open,
Why were they open?- zanuciłam pierwszą zwrotkę. Corr przystaną i zastrzygł uszami. Sięgnęłam po sztylety i rozejrzałam się
-No...no...no...Cóż się stało takiego że śpiewasz a nie czuwasz?- spytał drwiący głos za mną
-Chrzań się kurwa- prychnęłam i zacisnęłam zęby. Miałam dość wszystkiego a tu kolejny gość co mnie nie lubi z czasów przed upadku ludzkości.
-Sorry mała chrzanu nie mam -zakpił
-Mała to jest twoja pała-odgryzłam się. Ten tylko rzucił wianuszek przekleństw i podszedł do mnie
-W co ty grasz kurwa? Za kogo się uważasz?-spytał
-Gram w grę co zwie się życie...i nie uważam się za kogoś szczególnego-wzruszyłam ramionami i jednym ruchem wbiłam my sztylet w oko aż do mózgu. Błąd że podszedł...
-Corr idziemy nad jezioro- uśmiechnęłam się blado wyszarpując sztylet z trupa. Dojechaliśmy dość szybko nad jezioro...Powygłupiałam się z Correm póki nie wyładował energii. Cała mokra usiadłam na brzegu.
-I co ja bym bez ciebie zrobiła Amico mio?-spytałam patrząc na ogiera.
Tae?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz