Szłam przez leśną dróżkę, patrząc na przesuwający się na bok żwir gdy stawiałam na nim swoją stopę. Z tego wynika, że nie patrzyłam przed siebie i nie mogłam dostrzec zbliżającego się człowieka... Niepostrzeżenie wpadłam na kogoś i ten ów ktoś niechcący mnie przewalił swoim ciężarem ciała, a ja wylądowałam w kałuży błota, który rozprysnął się we wszystkie strony świata. Westchnęłam ciężko. Takie przypadki zdarzały mi się bardzo często i byłam do swego pecha już przyzwyczajona. Należałam do tego obozowiska od zaledwie kilku godzin i już musiałam się tradycyjnie wywalić na ziemię, a w tym przypadku - na błoto. Odgarnęłam włosy na bok.
- Sory - powiedział nieznajomy i wyciągnął w moją stronę rękę w geście, by mi pomóc wstać. Odepchnęłam dłoń i wstałam samodzielnie. - To moja wina - dodał po chwili.
- Owszem, to twoja wina - powiedziałam przyglądając się zamoczonym ubraniom. Na mojej twarzy zajaśniał wyraźny niesmak.
<Ktoś kto niefortunnie na mnie wpadł...?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz