Leżałam na brzegu jeziora i oglądałam chmury. Corr jadł trawę nieopodal zadowolony z dnia. Zbliżało się południe więc słońce zaczynało grzać. Westchnęłam cicho i usiadłam. Spojrzałam na konia i mimo woli się uśmiechnęłam. Wstałam i podeszłam do niego
-Chodź kochany pora dokończyć pułapkę na ptaki- zaśmiałam się wskakując na jego grzbiet. Krótkim galopem szybko dojechaliśmy. W siatce szamotało się kilka małych ptaszków. Powyplątywałam je i włożyłam do 3 klatek. Małe i ruchliwe ale uwięzione. Kilka drapieżnych ptaków nie przepuści takiej okazji. Kroki...Corrido zarżał i postawił uszy. Na łąkę wszedł Taeyong.
-Corr spokój...- mruknęłam
-Lia ja ...-zaczął
-Spoko. Nie narzucam się. Tu są pułapki na ptaki a na obrzeżach łąki na węże. Sprawdzaj rano i wieczorem. O dziewietnastej przy ususzonym drzewie gdzie właziłeś na nie będzie ognisko- wyrecytowałam jak na przedstawieniu z chłodem w głosie i szramą na sercu.
Tae??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz