Przytaknęłam cicho się śmiejąc. Nie chce myśleć o tym co będzie, gdy zniknie. On nie może zniknąć. Musi żyć!
- Nigdy mi nie mów, że Cię zabraknie! - ostrzegłam go.
- Nie mogę obiecać, ale się postaram. - szturchnął mnie w ramię.
* W domu *
Leżałam wtulona w Jonathana na kanapie i delikatnie jeździłam palcami po jego torsie.
- O czym myślisz? - zapytał w pewnym momencie, odgarniając włosy z mojej twarzy. Popatrzyłam na niego i lekko się uśmiechnęłam.
- O niczym i jednocześnie wszystkim. - odpowiedziałam.
- Filozof z Ciebie... - szepnął na wpół śmiechem i delikatnie pocałował mnie w czoło.
- Kocham Cię, bardzo. - pocałowałam go delikatnie i mocniej się w niego wtuliłam.
Jace? Moja wena też sobie wakacje zrobiła...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz