poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Od Columbiany CD Patrycji

-Tak w ogóle mam na imię Columbiana .-Powiedziałam do dziewczyny która odziwo nadążała za Etanem. Motran owinął się w okół mojej tali i patrzył przed siebie nagle złapał jakiegoś ptaka w locie. Co? Przecież on takiego czegoś nie umie.
-Zaskakujesz mnie nie raz.-Powiedziałam do węża.
-Co?-Zapytała Patrycja.
-Nie ważne,musimy uciekać.-Powiedziałam do Patrycji.
-Co to jest?-Zapytała.
-Gdybym sama to wiedziała to...coś dawno by się jeż wykrwawiło.-Odpowiedziałam na jej pytanie.Pogoniłam bardziej Etana by dziwne stworzenie nie dogoniło nas.
-Zaczekaj! -Krzyknęła do mnie Patrycja zatrzymałam konia i spojrzałam za Patrycję to coś już tu było.
-Uciekaj! -Krzyknęłam do niej i pogoniłam konia.

Patrycja?

czwartek, 9 kwietnia 2015

Od Patrycji do Columbiany

-Patrycja...-powiedziałam niepewnie, zbliżając się do dziewczyny.
-Nie podchodź bliżej!-krzyknęła.
-Spokojnie nic ci nie zrobię...-odparłam łagodnym głosem i rzuciłam broń na ziemię.
Dziewczyna podeszła do mnie bliżej, wraz z jej wężem i koniem, który był zaciekawiony moją osobą (albo moją klaczą ;p). Nastała chwila ciszy, która nie była zbyt krótka.
-Co to było!?-odparłam, gdyż usłyszałam jakiś krzyk.
-To co mnie goniło-odpowiedziała, wsiadając na konia.
Po chwili obie galopowaliśmy przed siebie, a za nami biegła moja psinka, która chwilami wyglądała jakby chciała powiedzieć-a gdzie my w ogóle jedziemy?, lecz nie znałam odpowiedzi i galopowałam za nieznajomą dziewczyną...

Columbiana?

wtorek, 7 kwietnia 2015

Od Kingi CD Jace'a

Pocałunek był długi i namiętny... Coś było w nim innego... Poczułam ciepło w środku, a po ciele przeszedł mi przyjemny dreszczyk. Złapałam go za szyję i pocałowałam mocniej. Moje usta były spragnione jego, a ciało chciało więcej. Cały ból ustąpił. To było coś wyjątkowego i nie chciałbym tego znowu spieprzyć.
-Przepraszam... -szepnęłam podczas nabierania powietrza. Byłam na niego... prosto mówiąc napalona. Nie odpowiedział nic, a wziął mnie na ręcę i zaczął nieść pod domek, a gdy już doszliśmy odłożył mnie na ziemię. Przestaliśmy się całować, a on usiadł naprzeciwko. Mogłam widzieć go. Był spokojny i się nie wściekał. Usiadłam mu na kolanach i założyłam ręce na szyi. Patrzyłam mu w oczy. Ten złapał mnie za brzuch. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, aż nagle przyleciał mój kot.
-Drops! -pogłaskałam malca, a ten miauknął. Jonatan spojrzał na niego pytająco.
-To ten co mi spadł na ręce? -spytał. Słychać było, że uczucia dalej nim targają, ale jest już mniej.. wściekły.
-Tak... -przytaknęłam i wzięłam małego tygrysa na ręce.
-Obiecaj mi, że nigdy już nie zrobisz mi czegoś takiego! -rozkazał łamanym głosem.
-Obiecuję... -pocałowałam go lekko w usta. -Obiecuję... -powtórzyłam raz jeszcze.
-Jak ręka? -spytał zatroskany i złapał mnie delikatnie za dłoń.
-Żyje... -jęknęłam, ale nie z bólu. Ja na prawdę chciałam odejść. -Muszę z Ci coś.. wyjaśnić.
-Słucham? -spytał lekko podejrzliwie.
-No bo... Alex zaprosił mnie do jego obozu, a ja obiecałam, że do niego przyjdę. Muszę mu podziękować.-uśmiechnęłam się niemrawo.
-Masz za co? -spytał.
-Bardzo go polubiłam! Jest na prawdę fajny!-mruknęłam. -Chodź ze mną... -przypomniał mi się obraz Jonatana całującego się z tą lafiryndą.

Jonatan?
<dziękuję za wybaczenie :3 !!>

Od Jace'a cd Kingi

Zacząłem wracać do obozu gdy zobaczyłem Kingę na drodzę a wokół niej powiększającą się kałużę krwi.
-Cholera dziewczyno co ty odwalasz!- krzyknąłem podbiegając natychmiast. Szybko zacząłem hamować krwawienie
-Zostaw mnie! -krzyknęła
-Nigdy! Jak chcesz możesz się ze mną męczyć do usranej śmierci!- odparłem
-Czyli do teraz- szepnęła
-Czyli do starości- odparłem kończąc bandażując ranę. Spojrzałem na nią i pocałowałem...W tym pocałunku było coś więcej...Wyrażał miłość,tęsknotę i ból...

Kinga??

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Od Ember


Szłam z Bajką przez jakieś ruiny. Nic ciekawego. Wszędzie szkoło, i takie tam. Nagle zauważyłam nie za bardzo zniszczony dom. Ciekawe jak wytrzymał? Ale szczegół. Zaczęłam do niego podchodzić. Weszłam do środka rozglądając się. Nagle ktoś wrzasnął:
- Ej, co ty za jedna?! Wyjdź jeżeli życie ci miłe!-
Odwróciłam się. W drzwiach stał jakiś chłopak.
- Dobra, już idę. Zginąć jeszcze nie mam zamiaru.- zaśmiałam się
Pociągnęłam Bajkę za ucho i wyszłyśmy z domu.
- Żegnaj, przybyszu. A może ja jestem przybyszem?- znów zaczęłam się śmieć
Bajka stała obok mnie, patrząc na chłopaka. Wyglądał jakby wrzał ze złości. Ale ja go chyba nie rozdrażniłam?

Jonatan?

Od Patrycji

Cały dom stanął w ruinach, a w nich mogłam i ja, więc zaczęłam biec przed siebie bezmyślnie, ale i tak było to lepsze niż czekanie, aż cały sufit runie... Za mną biegła Molly, która starała się nie zgubić, chociaż nie było to łatwe z powodu dymu jaki wywoływał palący się dom. Nagle obie zobaczyliśmy światło słońca, a przed nami stanęła moja szkapa-Kira. Wsiadłam na nią z psiakiem, lecz nie było łatwo zapanować nad wiercącą się sunią..., ale gdzie moja siostra?!Czekałam jeszcze ze łzami w oczach 10 minut, aż zdałam sobie sprawę z najgorszego, ale nie traciłam jeszcze nadziei..., stanęłam na wzniesieniu, gdzie widać było płonący dom...Nagle coś mnie dotknęło, zobaczyłam jakąś dłoń...
Nie płacz-usłyszałam cichy szept.
Obróciłam się i dostrzegłam niewyraźne rysy, więc przetarłam oczy i dostrzegłam...

Ktoś?

niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Camile cd Matta

- mów za siebie, ja już wolę zjeść jakiegoś gada, przynajmniej można go upiec. Ale proszę bardzo jeśli wolisz trawkę to mogę sobie popatrzeć jak wcinasz - zażartowałam - przynajmniej nie umrę z głodu tylko ze śmiechu
- raczej jeszcze długo ci to nie grozi - odpowiedział
- co? Czyli jednak zrezygnowałeś ze swojej diety cud? A szkoda, bo umrę z nudów
- za dużo tu umierania... same czarne scenariusze - zażartował
- no właśnie - westchnęłam teatralnie

Matt?

Od Columbiany

Leżałam i wygrzewałam się na słońcu razem zemną był także Motran i Etan który pił teraz wodę z jeziora. Zamknęłam oczy i zasnęłam. Wiedziałam,że ktoś jest przy mnie ale nie chciałam otworzyć oczu wiedziałam że jest przy mnie Motran który zaatakuje bez wahania a Etan mu pomorze. Usłyszałam że osoba ta zbliża się do mnie wyjęłam sztylet i wycelowałam w szyje przeciwnika ale ten podniósł szybko dłonie dając znak że się poddał.Nie mogłam zobaczyć jego lub jej twarzy bo promienie słońca mnie oślepiały.
-Pokaż się.-Powiedziałam a on/ona weszła/weszła pod cień drzewa.
-Nazywam się.........

Ktoś?

Od Kingi CD Jace'a

-On nie może!! -krzyknęłam i spojrzałam błagalnym wzrokiem na Natalię. Ta tylko uśmiechnęła się zachęcająco i puściła oko. Potem przeniosłam wzrok na Alexa. Ten również się uśmiechnął. -Zajmij się Dropsem, proszę.- przytaknął, a ja ruszyłam za Jonatanem do zagrody. Wpadłam jak burza do Dragona i wskoczyłam. Jace był już daleko, ale widziałam jego i konia sylwetkę. Popędziłam delikatnie Dragona. Byłam pełna łez... Przytuliłam się do grzywy ogiera, a ten gnał... Wszystko mnie bolało, ale to serce nie mogło już wytrzymać. -Zaczekaj! -krzyknęłam i zeskoczyłam z konia, upadając przed Rastę. Szybko wstałam i otrzepałam się z ziemi. Spojrzałam błagalnie na Jonatana.
-Proszę! Ja Cię kocham! -trzymałam konia, a Jace próbował go ruszyć. Ogier stanął dęba i ruszył kłusem przed siebie. Wskoczyłam na Dragona . Dogoniliśmy ich. Jonatan nic nie mówił... To bolało.
-Odpieprz się... -palną sucho.
-A co jeśli tego nie zrobię, bo Cię kocham?! -krzyknęłam, a ten tylko zaśmiał się.
-Kochasz mnie... Fajnie... -rzucił. -Wybacz, ale ja już Cię nie... -zawahał się...
-To wróć chodziarz do obozu! -błagałam.
-Żeby być tam z Tobą?! Chyba żartujesz. -przyśpieszył Rastę.
-Czyli ty mnie nie kochałeś... -zatrzymałam konia. Jonatan również się zatrzymał i popatrzył nareszcie na mnie.
-Ja Cie kochałem, a ty wszystko spieprzyłaś... -spuścił wzrok i znów pogonił konia. Nie ruszyłam za nimi... Stałam i patrzyłam się jak odjeżdżają... Zobaczyłam, że Jonatan się odwraca i jeszcze raz na mnie spogląda. Czyli mnie kocha...
-Dam mu czas... -szepnęłam schodząc z konia. Ten szturchnął mnie pocieszająco. Stwierdziłam, że wrócę do obozu i opowiem wszystko Natalii. Może ona mnie zrozumie i pomoże? Szłam obok konia, rozmyślając. Po prawie godzinnym marszu (był to bardzo wolny marsz...) doszliśmy. Usiadłam pod budynkiem i spojrzałam w niebo. Słońce było w zenicie.
-I co? -spytał Alex, siadając obok.
-Odjechał... -szepnęłam wycierając łzy.
-To prawda o tym... że chciałaś się ze mną przespać? -zaśmiał się i szturchnął mnie w żebra.
-Auć! -syknęłam. -Możliwe, a co?
-Nic.. -objął mnie ramieniem, a ja oparłam głowę o jego prawy bok. -Kochasz go?
-Kocham... -odparłam po chwili zawahania. Nie byłam pewna czy to coś zmieni. Ja już się dla niego nie liczę. -Co ja mam zrobić? -szepnęłam i zamknęłam oczy. Usnęłam.

*Późnym wieczorem*

-Wstawaj! -szepnął mi do ucha Alex.
-To ty dalej tu? -spytałam przecierając oczy.
-Muszę wracać... Drops siedzi u Natalii. Odwiedź mnie kiedyś. Twój wraca... -wskazał na drogę i pocałował mnie lekko w policzek. Uśmiechnęłam się.
-Odwiedzę, na pewno! -potwierdziłam i usłyszałam stukot końskich kopyt. Spojrzałam na drogę i zobaczyłam Rastę, a obok szedł Jonatan. Natalia wyszła z domku.
-Wraca... -zwróciła się do mnie.
-I co ja mam mu powiedzieć? -szepnęłam sama do siebie. Podeszłam na spokojnie do Jonatana i wzięłam głęboki oddech. Obok szła z nim jakaś dziewczyna. Poczułam się dosyć zazdrosna, by rzucić się na nią i wydłubać jej oczy. -Co mam zrobić? Co mam zrobić żebyś mi... wybaczył?-przyznałam się do błędu. Bo przecież to była.. BYŁA moja wina. Jace ominął mnie bez słowa z kamienną twarzą, a za nim ta lalunia. Wyciągnęłam mały nóż i przecięłam sobie żyłę wzdłuż. Krew powoli się wydostawała, kropla po kropli. Położyłam się na środku drogi czekając na śmierć. -Czekam... -szepnęłam do niej. Wiatr zawiał mocniej, a ja zamknęłam oczy.

Jonatan? WYBACZ MI ;=; Umrę jeśli nie wybaczyszzz :(((

sobota, 4 kwietnia 2015

Od Jace'a cd Kingi

Nagle coś we mnie pękło...łzy popłynęły po moim policzku a broń wypadła z ręki.
-A wiesz co? Nie...Nie zrobię tego i tyle- odparłem na pozór spokojnym głosem mimo że w sercu szalała burza
-A niby co zrobisz?-spytała
-Odejdę...Odejdę i tyle. Żegnaj -szepnałem i odwróciłem się. Poszedłem w stronę zagrody dla koni i wyprowadziłem Rastę i wskoczyłem na jego grzbiet. Red jak zwykle zjawił się nieoczekiwanie i spojrzał się namie jakby chcąc powiedzieć "Stary co ty znów odpierdalasz"
-Ja? Nawiewam puki mogę...puki nie odjebałem życiowego błędu- wyjaśniłem krótko i ruszyłem w stronę mojego starego domu...

Kinga??

Od Kingi CD Jace'a

-Jesteś podły! Nawet jak Cię przeprosić przyszłam to ty dalej zachowujesz się jak smarkacz! I nie spałam z nikim w przeciwieństwie do Ciebie! -odparłam i odsunęłam się od Jonatana.
-Trzeba było myśleć wcześniej! -sykną oschle. Miałam go na prawdę dosyć.
-A kto mnie pierwszy pocałował?! -wyciągnęłam miecz, ale nie zamierzałam go użyć. Chciałam tylko trzymać coś w rękach. Natalia i Alex przysłuchiwali się naszej kłótni, a mi było potwornie głupio.
-To co? Mogłaś po prostu.. uciec czy coś! -wstał i oparł się o ścianę uśmiechając się złośliwie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Wbiłam miecz w ziemię i podeszłam wściekła do Jonatana.
-Kurwa! Co mam zrobić żeby Ci przeszło?! Znalazł się wielce wielki! -krzyknęłam i po raz kolejny rzuciłam się na niego wywalając na ziemię. Nagle złapał mnie za nogę i zdarł opatrunek. Bolało jak cholera. Wziął jeden ze sztyletów i już miał go wbić, ale coś go powstrzymało. Złapał się za głowę i... się rozryczał. -Wbij mi go! Na co czekasz?! -przybliżyłam się do niego.

Jonatan? bark weny :<

Od Jace'a cd Kingi

-Przespałaś sie juz z nim to jesteśmy kwita?-zakpiłem
-Jace! Ogar deklu!- upomniała mnie Natalia
-Sorry sis ale sama mówiła że chce się z nim przespać- odparłem
-Jace kiedy ja naprawdę chciałam przeprosić- powiedziała Kinga
-Tak...Nie wystarczy ci że raz sie mną zabawiłaś?-spytałem ostro
-Jace...Prozę cię...-szepnęła
-Kinga do cholery pozwól że ujmę to tak...Sama mówiłaś że między nami koniec i sama chciałaś przespać sie z jakimś kretynem- prychnąłem

Kinga??

Od Matta cd Camille

-Eeetam...Dramatyzujesz...Zawsze jest jeszcze trawka- zaśmiałem się
-To życzę powodzenia...Ja nie będę jeść zielonki- odparła
-Oj tam...Taka dieta nic nam nie zrobi- stwierdziłem

Camille?

Od Kingi CD Jace'a

Byłam wściekła. Nie wiedziałam, gdzie się udać, a ten dupek mnie po prostu zostawił. Świetnie. Siedziałam na środku drogi aż do świtu. Cały czas ogrzewał mnie mój kotecek. W słońcu zobaczyłam, że to wcale nie jest zwykły kot, a tygrys.
-Nazwę Cię Drops. -uśmiechnęłam się do kocura, a ten polizał mnie po nosie. Nagle usłyszałam jakieś głosy. Poznałam je od razu.
-Kinga! Co ty tu robisz? Na dodatek sama? -Alex pomógł mi wstać i pogłaskał Dropsa.
-Długa historia... -uśmiechnęłam się.
-Wiesz co... Może odprowadzę Ci do twojego obozu? -spytał biorąc kocura na ręce.
-Było by mi miło. -uśmiechnęłam się. Muszę przeprosić Jonatana i Natalię i... odebrać Dragona, jeśli nie będę mogła tam wrócić... Alex powiedział reszcie, że idzie mnie odprowadzić i razem udaliśmy się do obozu. Po drodze bardzo dobrze go poznałam. Opowiedziałam mu całą historię i przynajmniej miał mnie kto pocieszyć, gdy ja ryczałam jak głupia. W końcu doszliśmy na miejsce. Zobaczyłam siedzącego Jonatana i jedzącą jabłko obok Natalię. Rozmawiali o czymś, a Jonatan wymachiwał rękami, na co Natalia śmiała się. Postanowiłam podejść razem z przyjacielem.
-O... Myślałam, że już nie przyjdziesz. Jonatan mówił...
-Ona już tu nie należy... -mruknął zły. Natalia zaśmiała się i popatrzyła na mnie pytająco, a potem zerknęła na Alexa.
-Alex to Natalia, Natalia to Alex z obozu, który pomógł uratować tyłek Jonatanowi. -mruknęłam, a Natalia i Alex się przywitali.
-To co się działo Jonatanowi?
-Umierał. -odezwał się Alex.
-Przez tą zdzirę. -mruknął.
-Przyszłam Cię przeprosić... -podeszłam bliżej.

Jonatan?

Od Camille cd Matta

- tylko szczerze muszę ci powiedzieć, że wątpię czy tam dojdziesz - powiedziałam z uśmiechem
- nie martw się jakoś sobie poradzę
- dopóki masz jabłka na pewno nie zginiemy śmiercią głodową - zażartowałam
- no to cię muszę rozczarować, jabłka się skończyły - odpowiedział ze śmiechem
- zginiemy - powiedziałam i wzruszyłam ramionami.

Matt?

Od Matta cd Camile

Dziewczyna z apetytem zjadła jabłko i spojrzała na mnie
-No to co teraz?-spytała
-A teraz to podaj dwa grube patyki- odparłem
-Po co?- zdziwiła się
-Po to że zrobię łupki- wyjaśniłem
-Aaaa...spoko- uśmiechnęła się  i zniknęła. Wróciła po 5 minutach z patykami. Szybko zrobiłem prowizoryczne łupki i podniosłem się
-To do obozu?-spytała
-To do obozu-odparłem

Camile?

Od Kureijī do Aleca

-No to super.-Warknełam sarkazmem
Szliśmy chwile w ciszy a przy okazji przypałętał sie do mnie Cień.Warczał na chłopaka więc musiałam wilka uspokoić.
-Spokuj!-Rozkazałam wilkowi
-Jak masz na imie zapytał
-Nie mam imienia tylko przezwiako.-Powiedziałam-To znaczy Kureijī a ty?
Na to pytanie mi nie odpowiedział bo doszliśmy jakieś kobitki.
-Kto to?-Zapytała
-Jestem Kureijī i nie wiem po co to wszystko.



<Alec? Natalia?>

Od Camile cd Matta

- Co jest? Zmęczyłeś się już tak bardzo, że postanowiłeś przespać się w rowie? - zażartowałam. Ale chłopak nie był już skory do śmiechu - oj, no dobra wstawaj!
- nie mogę, zwichnąłem sobie nogę - odpowiedział
- Co!? Och, nie wygłupiaj się! Wstawaj - chwyciłam Matta za rękę i pociągnęłam. Jęknął z bólu. O kurczę, on naprawdę nie udawał
- przestań - krzyknął na co puściłam jego rękę, było mi teraz bardzo głupio. Spojrzał na mnie - nic się nie stało, tylko trochę mnie boli... Wiesz może jak daleko stąd jest ten obóz?
- no... jakieś dwa kilometry, jak nie więcej. Z tą nogą nie dojdziesz.
- to co robimy?
- pojęcia nie mam, ale może wyczołgasz się z rowu, albo i nie... masz może jeszcze te jabłka?
- a mam - odpowiedział z uśmiechem i wyjął z torby dwa owoce
- no to smacznego - odpowiedziałam i zabrałam się za jedzenie.

Matt?

Od Jace'a cd Kingi

-Jak tam chcesz! Możesz kurwa nawet i zostać miejscową dziwką- powiedziałem zgiety w pół
-No wiesz ty co...-powiedziała Kinga urażona
-Nie nie wiem...A ty rób co chcesz...Biegnij do tego Aleksika bo ci jeszcze ucieknie- prychnąłem
-A żebyś wiedział że pójdę- syknęła
-Dobra Red spadamy. Nic tu po nas- powiedziałem do lamparta i poszedłem do obozu. Gdy dotarłem zaczynało świtać. Na polanie zobaczyłem Natalię
-Lia możesz na chwilkę?-spytałem podchodząc
-Co się stało?-spytała
-Coś mi się zdaje że mamy jednego obozowicza mniej- oparłem
-Jak to? Kogo brakuje?-zdziwiła się
-Kinga wystawiła nas dla innego obozu- odparłem

Kinga??

Od Kingi CD Jace'a

-Przestań! Mam Cię kuwa błagać na kolanach?! -jęknęłam zrozpaczona.
-Już Ci mówiłem, że Bogiem nie jestem i...
-Czyli co?! Z nami koniec?! -przerwałam mu krzycząc. Zaczęłam bić go pięścią w brzuch.
-Sama do tego doprowadziłaś! -odchrząknął. Wcale mu na mnie nie zależało! Przecież jestem kolejną panną. Kolejną, głupią panną...
-No pewnie. Wszystko zwal na mnie. Tak jest lepiej, przecież. -wycierałam łzy, ale to nic nie dawało, bo dalej się lały.
-Nic nie zwalam, bo nie jestem jakimś zboczeńcem, a mówię tylko FAKTY. -podkreślił ostatnie słowo.
-Fakty, fakty, fakty... Po co ja Cię do cholery ratowałam?! -zdzieliłam go pięścią w twarz, ale on jakby nic nie poczuł.
-Ty z tą rączką to se lepiej uważaj! -złapał mnie za rękę, która chciała go nadal bić!
-Bo co mi zrobisz?! Będziemy się tak kłócić tak?! To ty mnie zdradziłeś! -ryczałam teraz jak oszalała. Wzięłam kotka na ręce i udałam się w stronę obozowiska. Tego mojego. Jonatan szedł za mną. Słyszałam jego kroki. Nagle złapał mnie za ręce. Wypuściłam koteczka, a ten oparł mnie o najbliższe drzewo, trzymając mi ręce. -Co ty kuźwa robisz?!
-Mam ochotę Cię udusić! -mruknął i przycisnął mnie mocniej do drzewa.
-Wzajemnie! -krzyknęłam.
-Odpierdol się ode mnie ok? -spytał.
-Nie! Bo co mi zrobisz? Zdradziłeś mnie! Teraz ja powinnam przespać się z jakimś chłopakiem!-krzyknęłam opluwając go i znów kopiąc w jąderka.

Jonatan? Hyyy hyy :D

Od Jace'a cd Kingi

Zgiąłem się ale po chwili wyprostowałem
-Wiesz...Ale mnie obmacywać nie musisz- syknąłem rozbawiony
-Dupek- sykneła Kinga
-Może i tak...Ale to przez takie panny jak ty- odparłem poirytowany
-A wcale ni!- zaprzeczyła Kinga
-A co do tego "pocałunku" to ona całowała mnie a nie ja ja- odparłem
-I ja mam niby wierzyć?-spytała
-Nie chcesz nie musisz...Bogiem nie jestem i wyznawców nie potrzebuję- zakpiłem i ruszyłem w dalszą drogę
-Jace do jasnej cholery...-zaczęła
-A czemu jasnej? Może ona jest ciemna...Poza tym to mówie...nie chcesz ze mna byc to nie bądź! Nie będę rozpaczał że kolejna pannica mnie wykorzystała- zakpiłem

Kinga??

Od Kingi CD Jace'a

Już nie mogłam wytrzymać tego napięcia rosnącego pomiędzy nami. Rozryczałam się - co miałam w zwyczaju. Jestem beksą!
-A idź. Ja tu zostaje i pozwolę się zjeść... -szlochałam, a Jonatan stał i się śmiał. Czy to było takie zabawne.
-To pa. -pożegnał się i zaczął odchodzić.
-Ej! -krzyknęłam i podniosłam się z ziemi i zaczęłam iść za nim. Niestety potknęłam się i wpadłam na Jonatana.
-Uważaj jak chodzisz! -jęknął wstając. Czekałam aż mi pomoże, ale wielki mecenas mi nie pomógł.
-Stój! -wstałam i złapałam go za rękę. Stanął i popatrzył się na mnie.
-Masz mi wytłumaczyć ten pocałunek!? -zażądałam i walnęłam go w męskie klejnoty.

Jonatan?

Od Jace'a cd Kingi

Podeszłem do Kingi i podniosłem ją
-Zostaw mnie!-krzyknęła szarpiąc się
-Skoro tak to powodzenia...z ranną nogą nocy nie przeżyjesz- odparłem drwiąco kładąc ją zpowrotem na ziemi
-Dam radę! Zobaczysz- rzekła wojowniczo
-Jak tam chcesz...Red pilnuj jej stary- odezwałem się to czworonoga
-Nie! Zabieraj go ze sobą!- krzyknęła Kinga
-Nie...To dziki kot i chce zostać tutaj...A co do ciebie...Skoro chcesz odejść to po co łazisz za mna a nie zostałaś z tamtymi pajacami?-spytałem
-Bo może miałam taką ochotę-prychnęła
-To ja mam taka ochotę i idę po Sive a ty zachowaj się po ludzku i zostań w miejscu-odparłem. Doszedłem do naszego obozu i sprowadziłem do Kingi Sive..Na nasze szczęście nie było zakarzenia ale rana była głęgoka i trzeba było ją zszyć. Potrwało to chwilę po czym Siva pożegnał sie i odszedł...Znów zostałem z Kinga sam na sam
-I co teraz?-spytała
-Ja wracam do obozu a z tego co mi wiadomo ty do tych nowych. Red cię odprowadzi i wróci wiec...-stwierdziłem

Kinga??

Od Kingi CD Jace'a

-Przepraszam, ale... muszę iść do tego... DEBILA... -krzyknęłam.
-Przyjdź jutro. Wiesz gdzie nas szukać. -pożegnaliśmy się i szybko pobiegłam za Jonatanem. Zachowywał się jak mały chłopczyk i jeszcze mi obciach robi! Wygarnę mu to.. z tą dziwkarską rudą zdzirą!! Po kilku minutach biegu zobaczyłam Jonatan, kota i Red'a. Nie byłam zmęczona. po tym targaniu grubasa już forma mi wróciła. Usłyszłam, że Jace chce dać zjeść kota swojemu wielkiemu. Skręciłam w krzaki i wyleciałam z nich krzycząc, że nie może go dać na pożarcie.
-Nie zrobisz tego i koniec! KROPKA! -krzyknęłam i wydarłam dosyć ciężkiego kotka z rąk brutala.
-Ale mój koteczek jest głodny... -pogłaskał Red'a.
-Trzeba było zostać z nim w obozowisku. Dostał by tam jedzenie. -warknęłam i spojrzałam w niebo. Nadal było ciemno, jak w grobie.
-Z tymi pajacami? -spytał oschle i zaczął iść z powrotem do naszego obozu.
-Swoją dziwkę nazywasz "pajacem"? -zapytałam złośliwie. Jonatan zatrzymał się i podszedł bliżej.
-Mówisz o sobie mam rozumieć?! -zaśmiał się wrednie.
-Słyszałeś o kim. -poczułam pieczący ból w nodze. Mogła wdać się jakieś zakażenie.
-Odwal się! -szturchnął mnie. Poczułam się urażona.
-Ja wracam do Alexa. -odparłam i ruszyłam z kociakiem w stronę obozowiska. Nagle ból się nasilił i upadłam na ziemię.

Jonatan? :D byhahaha

Od Jace'a cd Kingi

-Ja nie zamierzam tutaj zostawać ani chwili dłużej. I tak powinienem zameldować sie u Natalii- powiedziałem i rozejrzałem sie za Red'em
-Jace mógłbyś chociasz podziekować za uratowanie życia- pouczyła mnie Kinga
-Dzięki mamo za radę- zakpiłem i ruszyłem przed siebie
-Jonatanie!- krzyknęła za mną Kinga
-No błagam cię...Myślisz że mnie to cos obchodzi? Mylisz sie...I cos mi sie zdaje żeby przekazać Lii że  mamy jednego człeka mniej- prychnąłem. Red stanął obok mnie i ziewnął przeciągle.
-Jace to nie tak...Ja tam wrócę tylko chcę pobyć trochę z przyjaciółmi -odparła
-Jakby u nas ich nie boło- stwierdziłem
-Jace...TO nie tak ja...Ja chcę tylko tu pogadać. I tak nic nie zrozumiesz- odparła
-A co? Okres masz?-spytałem z szyderczym uśmiechem a chłopak stojący obok kingi zaczął sie krztusić ze śmiechu
-Co? Z kąd top pytanie- zdziwiła sie Kinga
-Z nikad...Tak tylko pytam- zaśmiałem się i zniknałem
 Wbiegłem w las i zatrzymałem się dopiero gdy dosłownie nie mogłem złapać oddechu. Red przysiadł obok też dysząc ciężko ale nie tak jak ja. Nagle coś spadło mi na głowę i w ramionach miałem kota...no porostu Kota!
-Te mruczek...zjeżdżaj bo nie mam nastroju- prychnałem zrzucajac czworonoga na ziemię. Podszedł kilka kroków w strone z której przybyłem i miauknął
-Red...Głodny jesteś?-spytałem lamparta
-Nie! Twój lampart go nie zje!- usłyszałem głos z za krzaków

Kinga??

Od Kingi CD Jace'a

Biegłam ile tylko miałam sił w swojej popieprzonej dupci. Kto wiedział co on chciał tam zrobić? Pomyśleć, że to wszystko prze zemnie! Kot wbiegł do jakiegoś wygasłego bloku. Wbiegał za nim i zobaczyłam, że siedzi na krawędzi połykając wilczą jagodę. Podbiegłam cała we łzach. Był nadal przytomny, więc wstał i z łatwością mnie odepchną i upadłam na ziemię nabijając się na wystający drut. Wbił mi się prosto w nogę, ale to była najmniej ważne. Szybko wygramoliłam się z drutu i podbiegłam do upadającego Jonatana.
-Co teraz? Co teraz?! -krzyczałam sama do siebie. Nigdy nie miałam styczności z Wilczymi Jagodami, a nawet nie wiedziałam ile ich zjadł. Jego kot siedział obok nas i patrzył się błagalnym wzrokiem. Szybko złapałam go za ramiona i ciągnęłam po ziemi na dół budynku. Ledwo go targałam i musiałam go nieźle obić o schody, ale wreszcie doniosłam bezwładne ciało poza budynek. Włożyłam dwa palce do jego gardła, by spowodować odruch wymiotny, ale nie podziałało. -Co za skurwiel!! -krzyknęłam i walnęłam Jonatana w rękę. Zaczęłam się miotać i bić go, ale nagle podleciał do nas jakiś chłopak.
-Co mu jest? -spytał sprawdzając reakcję oczów na światło (miał latarkę - o dziwo).
-Zjadł wilcze jagody! -krzyknęłam i odsunęłam się od Jonatana pozwalając dojść chłopakowi do ciała. Wyglądał na jakieś 19 lat, ale nie mogłam go dokładnie zobaczyć, bo był środek nocy.
-Ile? -spytał. Cały czas zachowywał spokój, a ja panikowałam.
-Nie wiem, ale na pewno kilka... -kopnęłam Jonatana w kostkę, by sprawdzić by czasem się nie obudzi. Obcy tylko się zaśmiał.
-Spokojnie... Na szczęście zawsze noszę odtrutkę, która spowoduje, że zwymiotuje i obudzi się. -wlał do gardła Jace'a trochę jakiegoś napoju. Po ok, minucie Jonatan zaczął się krztusić i wypluł zmielone już jagody. Miałam ochotę walnąć go i zostawić, ale w końcu to wszystko stało się z mojej winy.
-Już po wszystkim... -wstał chłopak i podszedł bliżej mnie. Rzuciłam się mu na szyję w podzięce.
-Jestem twoją dłużniczką. -uśmiechnęłam się i otarłam łzy.
-Chodźcie ze mną... Nie daleko mam tutaj obóz, więc zjecie coś. -zaśmiał się i pomógł wstać Jonatanowi.
-Jeśli tylko nas zapraszasz. -odwzajemniłam uśmiech.
-Nigdzie... nie idę. -sapał Jace. Oboje nie zwracaliśmy na jego gadki i pomogliśmy mu wstać, a potem udaliśmy się na północ. Szliśmy przez jakiś las, aż doszliśmy do pięciu małych domków. Na środku placu paliło się ognisko i siedziało siedmiu chłopaków i dwie dziewczyny. Jedna z nich widząc nas podbiegła i wzięła od nas Jonatana. Poszedłam za nią, ale Obcy mnie zatrzymał.
-Jest pod dobrą opieką. Spokojnie. Usiądź z nami. -objął mnie ramieniem. Czułam się troche zawstydzona, ale jak się potem okazało byli to bardzo sympatyczni obozowicze. Obcy nazywał się Alex i miał 20 lat. Założył ten obóz dla takich jak ja i Jonatan. potem postanowiłam odziewdzić mojego chłopaka i weszłam do środka domku. To co zobaczyłam trochę mnie przeraziło.
-Oh... -syknęłam, a Jonatan szybko odsunął się od dziewczyny. CAŁOWALI SIĘ! Oczywiście zachowałam spokój, bo nie chciałam się z nim kłócić. -Przepraszam. -szybko wycofałam się i wróciłam do Alexa. Udawałam jakby nic nie zaszło...
-Zostańcie na dłużej! -zaproponował jeden z kolesi siedzących obok mnie.
-No właśnie. -poparł go Alex. Uśmiechnęłam się.
-Nie wiem co na to Jonatan, ale ja jestem chętna. -zaśmiałam się.

Jonatan?
<uratowałam Cię :> może zostaniemy u nich na dwa dni?? :D>

Od Jace'a cd Kingi

-Nie! Cholera dziewczyno co ty sobie wyobrażasz?! Najpierw mówisz że mnie kochasz a potem że chcesz nawiać. A teraz na dodatek chcesz mnie zabić! Weź się ogarnij do kurwy nędzy- warknąłem a koło mnie stanął Red i ryknął ostrzegawczo na dziewczynę
-Jace ja...-zaczęła
-Tak ty. Weź się ogarnij i zostaw mnie w spokoju- powiedziałem i odeszłem. Red został z tyłu i osłaniał mnie przed Kingą. Ile tylko sił w nogach wbiegłem do miasta i do pierwszego lepszego bloku. Usiadłem na krawędzi i spojrzałem w dół. Byłem z 12 pięter nad ziemią a na dole czyhał mrok a wraz z nim śmierć. W oddali widziałem jak Red biegnie do mnie a Kinga stara się go dogonić. Co ze mną jest nie tak? Tego nie wiedziałem i miałem sie już nigdy nie dowiedzieć. Wyciągnąłem z kieszeni niewielki woreczek a z niego kilka wilczych jagód. Zawsze trzymałem je na czarna godzinę. Spojrzałem poraz ostatni na świat po czym zjadłem 10 wilczych jagód i czekałem na śmierć...

Kinga?? I Co teraz deklu xD

Od Kingi CD Jace'a

-Wcale nie wystawiam Cię do wiatru! -byłam bliska łez, ale postanowiłam udawać twardą.
-Oh.. przepraszam. To ja chce uciec i mam gdzieś kogoś kto mnie kocha! -zaśmiał się złośliwie. Nie wiedziałam jak do niego dojść. Cały czas przede mną uciekał.
-Przestań!!! Nie! Nie! Nie! -krzyczałam monotonie, ale poczułam w sobie jakąś siłę i nie rozbeczałam się! Jonatan tylko odwrócił się ode mnie i odszedł. Widząc to rzuciłam się na niego z mieczem. Działam pod wpływem emocji.
-Nie zrobisz tego! -rzucił i splunął na ziemie wyciągając katanę.
-Właśnie, że tak! Chyba, że wcześniej mnie wysłuchasz... -zażądałam. Byłam pewna swoich umiejętności, ale oczywiście nie chciałam zrobić mu krzywdy!

Jonatan? :D

Od Jace'a cd Kingi

I znów kolejna panna co chciała namieszać mi w głowie...Która to już z kolei?? Ta...chyba 6...no nic...
-Kinga...Skoro sama nie wiesz czego chcesz to nie wymagaj że ja będę wiedział za ciebie- rzuciłem oschle i wskoczyłem na drzewo i rozejrzałem się. Okolica była spokojna i malownicza. Zeskoczyłem z drzewa i wyciągnąłem katanę.
-Jace! Błagam cię...daj mi wyjaśnić- szepnęła błagalnie Kinga
-Co tu wyjaśniać? Że chcesz nawiać? Że jesteś kolejną osobą co wystawia mnie do wiatru?-naskoczyłem na nią

Kinga??

Od Kingi CD Jace'a

Nie wiedziałam co teraz zrobić, ale nie mogę go stracić... Po tym wszystkim?
-Zaczekaj! Ja.. nie chciałam żeby to tak wyszło. -pobiegłam za nim.
-Spoko... Już się przyzwyczaiłem. -mrukną, a gdy go doginałam zatrzymał się i popatrzył się na mnie.
-Przepraszam! Sama nie wiem czego chce... -zaczęłam i złapałam go za rękę.
-To się dowiedz i daj znać... -rzucił oschle. Zabolało... Bardzo zabolało. Poczułam się rozdarta. Moje serce chciało wyskoczyć i zatrzymać ukochanego, ale mózg jak zawsze nie pozwalał i myślał tylko o sobie.
-Nie odejdziesz...! -krzyknęłam żałośnie i złapałam go za rękę, którą gwałtownie cofną i przyśpieszył kroku. -Nie możesz!! -chciałam go jakoś zatrzymać, ale nie miałam z nim szans.

Jonatan?

Od Matta cd Camile

-Niech no ja cię dopadnę- zaśmiałem się doganiajac dziewczynę
-A nie dopadniesz- odparła skręcajac w prawo
-Załorzymy się?-spytałem wyzywająco znów biegnąc koło niej
-Czemu nie...tylko że ja znam te tereny-zakpiła skacząc...ja niestety wylądowałem w rowie ze skręconą kostką...
-No to pięknie-jęknąłem widząc skręcona nogę...

Camile?

Od Jace'a cd Kingi

Spojrzałem na dziewczynę nieco zdezorientowany
-Kinga...Jak chcesz odejść to powiedz...ja...ja to zrozumiem - powiedziałem niepewnie
-Jace ja...ja...-zaczęła. Oczy jej sie zaszkliły a po policzku spłynęła łza
-Spokojnie...w sumie to moja wina...Czego się spodziewałem...Że ktoś mnie pokocha? Jak chcesz to idź...nie będę ci przeszkadzał- powiedziałem do niej i wstałem z posłania. Zerknąłem na dziewczyne co sama nie wiedziała już co robić. Westchnąłem cicho i pozbierałem sztylety i katanę i zacząłem iść w stronę lasu
-Jace dzie ty idziesz?-spytała
-Przejść sie...Ty pewnie też chcesz zostać sama- stwierdziłem

Kinga??

Od Camile cd Matta

Wzięłam jabłko i je ugryzłam. Było dobre i bardzo soczyste.
- to gdzie idziemy? - spytał Matt. Popatrzyłam na niego.
- no wiesz, skoro ja zaproponowałam spacer, więc to ty mówisz gdzie - uśmiechnęłam się - ale jak chcesz to możemy iść yyy... gdziekolwiek, ja tam zawsze idę po prostu przed siebie.
- no to okej - powiedział z uśmiechem i poszliśmy przed siebie
- sorry, że jestem taka ciekawska, ale Matt to skrót od jakiego imienia?
- Matthew - odpowiedział.
- spoczko, ale jednak wolę mówić do ciebie Matt...
- przecież nie proponowałem Ci żebyś inaczej mi mówiła - powiedział z nutą zdziwienia w głosie
- no to tym bardziej będziesz Matt - odpowiedziałam - biegniesz? - spytałam
- chyba nie
- no to masz problem bo ja tak - zaśmiałam się i zaczęłam biec
- czekaj - usłyszałam jeszcze za plecami
- no chodź! - zawołałam rzucając ogryzek po jabłku w krzaki


Matt?

Od Kingi cd Jace'a

-Nie chcę Cię stracić... -szepnęłam, gdy dojeżdżaliśmy do obozu.
-Nie stracisz... -odszepnął i ruszyliśmy kłusem. Cały czas myślałam o nieboszczykach. Dlaczego ja jestem taka wrażliwa? Nie mogę tego zrozumieć. Po chwili dojechaliśmy do miejsca, gdzie rano się obudziłam. Było późne popołudnie, a słońce nadało pomarańczowy odzień całemu niebu. Jonatan pomógł mi zejść.
-Idę schować Rastę. -uśmiechnął się. -Idziesz ze mną? -spytał po chwili.
-Chyba... tak... -zawahałam się. Chciałam zostać sama i wszystko przemyśleć, ale Dragon na pewno się niecierpliwi.
-Co Ci jest? -spytał widząc moją dziwną minę.
-Nic. -wymusiłam uśmiech, a Jace objął mnie ramieniem, a w drugiej ręce prowadził konia. Po chwili doszliśmy na miejsce. Dragon zaczął rżeć na powitanie. Od razu podbiegłam do niego i weszłam na mini wybieg. -I co ja mam zrobić? Może... uciekniemy?-spytałam ogiera i zerknęłam na Jonatana jak żegna się ze swoim rumakiem. Dragon zakwiczał, nie zgadzał się. Chyba było mu tu dobrze. Pogłaskałam go pomiędzy uszami.
-Wracamy? -spytał Jonatan.
-Ty już idź... Ja Cię dogonię. -uśmiechnęłam się. Chłopak był trochę zdziwiony, ale nie męczył mnie i odszedł. Wtuliłam się w szyję Dragona i zaczęłam gorzko płakać. Wiedziałam, że się nad sobą użalam, ale dobrze mi z tym. Usiadłam na trawie, a Dragon położył się obok. Patrzyłam jak zachodzi słońce i robi się ciemno... Postanowiłam wracać. Pożegnałam się z Dragonem i dałam mu kawałek przedwczorajszej marchewki. Ah... wtedy było inaczej. Tylko ja i mój koń. Sami... Nie potrafiłam powiedzieć czy jest mi teraz lepiej. Wkurzona na samą siebie za te całe wątpliwości biegiem udałam się do Jonatana. Wytarłam jeszcze resztki po głupim płaczu, a gdy dobiegłam Jonatan siedział i czekał. Usiadłam obok niego i położyłam głowę na jego kolana, mając widok na gwiazdy. Jace pogłaskał mnie po policzku. Po chwili wstałam i spojrzałam głęboko w oczy mojego chłopaka. Jonatan pocałował mnie i wziął na kolana.
-Kocham Cię, wiesz? -szepnął mi do ucha i mocniej objął, wywracając na ziemie i "kładąc się" na mnie.
-Wiem... -odszepnęłam i pocałowałam go długo i namiętnie. - Chce mi się spać...-dodałam, a mężczyzna położył się już obok.
-W takim razie dobranoc. -zaśmiał się. Zamknęłam oczy, ale nie mogłam spać. Patrzyłam w niebo jak gwiazdy zmieniają swoje pozycje i widziałam jak niektóre gasną, a inne spadają na ziemie... Okrutną ziemie... Leżałam tak póki nie upewniałam sie, że Jonatan śpi. Potem po cichu wstałam i chciałam zabrać swój mały plecaczek, ale poczułam, że coś łapie za rękę.
-Gdzie się wybierasz? -spytał niepewnie Jace.
-Nie śpisz? -zapytałam spłoszona.
-Muszę być zawsze czujny... Co się dzieje? Chciałaś uciec? -spytał poważnym tonem.
-Nieee... Znaczy się... Nie wiem... Nie. Chciałam siku. -plątałam się w wypowiedzi. Uśmiechnęłam się speszona.

Jonatan?
<hyhhyy ; ) >

Od Jace'a cd Kingi

-Eh...No dobra- odparłem i z deski zrobiłem prowizoryczną łopatę
-Dziękuję ci- odparła Kinga i pocałowała mnie lekko w policzek
-Nie ma za co- odparłem. Po 2 godzinach pracy udało nam sie pochować tych intruzów i ruszyliśmy w stronę obozu
-Jace...-zaczęła Kinga
-Coś się stało?-spytałem
-Nie...Tylko upewniałam się że jesteś- odparła z uśmiechem
-Jestem...I będę puki będę żyć- odparłem

Kinga??

Od Aleca cd Kureijī

-Jestem wojownikiem w moim obozie deklu a atak bo naruszasz nasz teren- odparłem
-Ale i tak...Po co ten atak- dopytywała
-Byś się mogła kurna pytać!- warknąłem i wyrwałem jej pistolet z ręki.
-I co teraz? Zastrzelisz mnie?-spytała niewinnie
-Nie...Zaprowadzę do Natalii a ta zadecyduje co dalej- odparłem

Kureijī ??

Od Matta cd Camile

-Hmmm...Tak...ta druga opcja nie jest taka zła- odparłem z uśmiechem
-Jak tam chcesz-stwierdziła
-A chcę...Głodna jesteś?-spytałem wyciagajac dwa jabłka z torby
-No moze trochę- odprarła gdy rzuciłem owoc w jej stronę

Camile?

Od Kingi cd Jace'a

Byłam jeszcze lekko w szoku. Stałam na środku drogi wtulona w ramiona Jonatana, a obok nas leżeli ludzie... martwi ludzie. Obok nich były kałuże krwi. Wszystko działo się szybko i było przerażające.
-To... jest.. okropne... -ledwo wydusiłam z siebie te słowa.
-Mogli nie zaczynać. -uśmiechnął się i założył mi kosmyk włosów za ucho, a potem lekko pocałował.
-A ja mogłam jakoś uciec! Przecież po to uczyłam się walczyć! -krzyknęłam odsuwając się od Jonatana. Podeszłam do jednego z martwych ciał i kucnęłam zamykając mu oczy.
-Nie mogłaś nic zrobić. -próbował mnie pocieszyć, ale czułam się winna ich śmierci. Każdy musi teraz ze sobą walczyć, by nawet cokolwiek zjeść!
-Mam do Ciebie prośbę... -wstałam i podeszłam bliżej Jonatana.
-Tak? -spytał.
-Możemy ich chodziarz pochować? Proszę... Czuje się winna ich śmierci. -po policzku spłynęła mi łza. Pośpiesznie ją wytarłam i popatrzyłam błagalnie na Jonatana.

Jonatan?

Od Kureijī

Przed zagładą uciekłam z sierocińca do japoni.Zostałam przygarnięta przez płatną zabujczynie.
Jednak tej całej katastrofie tułałam sie po miastach i po mału odparniałam sie na różne trucizny i choroby.
Pewnego dnia gdy szłam do miasta usłyszałam pewne kroki.Śęgnełam po pistolet gdy już miał mnie zaatakować zrobniłam unik powaliłam przeciwnika na ziemie i przyłożyłam pistolet do łba.
-Kim ty docholery jesteś?I co to za atak?

Ktoś?

Od Camile cd Matta

- jesteś tu nowy? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie
- tak, a ty stąd? - przytaknęłam w odpowiedzi
- to co to za miejsce? - ponowił pytanie
- na moje oko jakaś polana - powiedziałam rozglądając się
- wiem - odpowiedział zawiedzony. Popatrzyłam na niego... Nigdy nie przepadałam za blondynami. Za bardzo przypominają książąt, którzy nie chcą pobrudzić sobie palców. Jednak Matt był zupełnie inny... Przypadł mi do gustu, a jego blond czupryna tylko dodawała mu uroku...
- wiem, że nie o to chodziło, ale za popsucie mi świetnej zabawy oraz zabicie tego gada mogę ci powiedzieć, że są w okolicy ludzie, ba cały obóz - powiedziałam z uśmiechem
- należysz do niego? - spytał. Znów przytaknęłam.
- jeśli chcesz mogę cię do niego zaprowadzić, chyba, że wolisz się najpierw przejść?

< Matt? >

piątek, 3 kwietnia 2015

Od Natalii cd Alicji

-Zabierz jakieś zapasy i ruszamy w drogę. Nie ma na co czekać- powiedziałam szybko
-Się robi- odparła i pobiegła. Po chwili wróciła niosąc niewielki plecak
-No to ruszamy- zarzadziłam

Alicja??
<brak weny ;-;>

Od Jace'a cd Kingi

-Dorwę tych skurwieli- syknąłem zaciskając zęby i popędzając konia. Wyciągnąłem sztylety z pochwy i rzuciłem jednym perfekcyjnie w oponę. Samochód zatrzymał się z piskiem opon. Bandyci wysiedli z samochodu i spojrzeli na mnie. Kinga szarpała się na tylnym siedzeniu.
-No dajecie. Ja się was nie boję- powiedziałem wyzywająco
-Jak chcesz- odparli i zaczęła się walka. Wszyscy wyciagneli pistolety i zaczęli strzelać. Robiłem unik za unikem aż skończyła się im aminucja. Podbiegłem do tego co miał moją katane i poderżnąłem mu gardło. Koleś padł na ziemię chwytajac się za gardło. Schowałem sztylety do pochwy i chwyciłem za moją katanę. Szybko( bo w ciagu 30 minut) rozprawiłem się z pozostałymi 3 facetami i uwolniłem Kingę
-Nic ci nie zrobili?-spytałem obejmujac ją
-Nie...nic mi nie jest- odparła
-To dobrze...Mili farta że mam lepszy dzień- powiedziałem z lekkim uśmiechem

Kinga??

Od Alicji cd Natalii

- Czyli każda ma inną historię ze zwierzakiem- uśmiechnęłam się
- Na to wygląda - dziewczyna odwzajemniła uśmiech
Po chwili przyleciał Black. Usiadł mi na ramieniu i wręczył kartkę. Oto jej treść:
,, Drodzy!
Witam jestem dziewczyną, która potrzebuje pomocy. Szukam jakiegoś schronienia.
Jeżeli, odebrał to człowiek, proszę pomóż mi!
Ember."
- Natalia patrz!- podałam kartkę dziewczynie

Natalia?

Od Kingi cd Jace'a

Nie wiedziałam czy ja się przesłyszałam, czy on na prawdę to powiedział! Teraz to ja miałam wątpliwości co do moich uczuć i czy chce być z nim, ale... nie mogę przecież odmówić.
-Tak! -krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyję.
-Nie gniewaj się na mnie za tamto wcześniej.... -zaczął i lekko mnie pocałował.
-Chyba się nie gniewam... -odparłam, a ten wsadził mnie z powrotem na ogiera, a potem sam wszedł. Ruszyliśmy stępem do obozu. Nikt z nas się nie odezwał ani słowem co było dziwne. W pewnym momencie wjechaliśmy w jakąś aleję. Było tam mega pięknie. Nagle zza krzaków wyszło czterech facetów. Nie mieli kominiarek, ale mieli broń. Muszę przyznać, że byli bardzo przystojni i umięśnieni. Jonatan powoli zszedł z Rasty i stanął przed koniem.
Ja również zeszłam z ogiera.
-Dawać konia i broń! -zażądał rudy.
-Spieprzajcie stąd! -Jonatan wyciągnął broń. Złapałam go za rękę.
-Nie idź tam... Oni mają pistolety! -szepnęłam. Niestety nikt z nas nie miał pistoletu. Jon został na miejscu i uśmiechnął się złośliwie. Nagle poczułam, że mam coś przystawionego do pleców i gardła. Chciałam się obrócić, ale ktoś kurczowo mnie trzymał. -Jonatan! -jęknęłam przerażona. Jon odwrócił się moją stronę
-Puść ją! -zażądał.
-Najpierw koń i broń! -zaśmiał się złoczyńca. Pokiwałam przecząco głową, ale ten przystawił mi mocniej nóż do gardła. Jonatan oddał powoli broń i konia. Niestety nie zamierzali mnie oddać. Szybko mnie związali i weszli na samochód. Rasta zdołał się uwolnić, a Jonatan szybko na niego wsiadł i zaczął jechać za nami.

Jonatan?
<heu heu :> >

Od Jace'a cd Kingi

-Tak...Kocham cię- odparłem po chwili wahania
-Ale szczerze?- spytała
-Tak...Szczerze...-odparłem
-Udowodnij- zażądała
-Jak chcesz- odparłem i pocałowałem ją czule i namiętnie.
-Kinga...-zaczęłem
-No?-spytała
-Zostaniesz moja dziewczyna?-spytałem

Kinga??

Od Kingi cd Jace'a

Byłam oszołomiona całym tym zajściem. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Na całe szczęście to była tyko jego przybrana siostrzyczka. Jak ja nienawidzę blondynek! Ogier Jonatana galopował bardzo szybko, a trąba nas goniła. W pewnym momencie skręciliśmy w prawo, a trąba pognała gdzieś dalej. Była bardzo szeroka, więc istniało ryzyko, że nas zahaczy.
-Rusz się! -krzyknął, aby pogonić ogiera do szybszego galopu. Ten zrobił posłusznie rozkaz i był chyba już wyczerpany. W ostatnim momencie uciekliśmy przed wirem. Po chwili Jonatan zatrzymał konia i pomógł mi zejść. Pogłaskałam Restę po chrapach. Oddychał ciężko po biegu.
-Nie mówiłeś, że masz siostrę. -zaczęłam. Nie ufałam mu, że to tylko siostra.
-Bo to tylko siostra przyrodnia. -stwierdził szybko.
-Kochasz mnie? -spytałam. Przypomniałam sobie, że zawahał się i nie powiedział że jestem jego dziewczyną. Chyba za dużo sobie wyobrażam.

Jonatan?
<mrrałł : D >

Od Jace'a cd Kingi

-Meggi!  Ty stara idiotko co ty tu robisz?-spytałem
-A pomieszkuję...Nie spodziewałam sie tu ciebie...Zwłaszcza po tym...-odparła
-Jace? Kto to jest?-spytała niepewnie Kinga
-CO? A...To Meggi...Moja przybrana siostra- odparłem zmieszany
-To...to super- powiedziała Kinga
-A właśnie...Meggi to Kinga moja...no...-zacząłem
-Dziewczyna?-spytała
-Co...Nie...jeszcze nie...-stwierdziłem patrząc znacząco na Kingę
-A co was tu sprowadza?- spytała Megg
-Wspomnienia...-odparłem
-To nie za dobrze...Nie powinieneś wspominać tego co tu sie działo- odparła smutno Megg
-Wiem...Ale to na życzenie Kingi- zaśmiałem się
-Jace...Możemy wracać?- spytała Kinga nieśmiało patrząc za okno. Powędrowałem wzrokiem w tym samym kierunku i oniemiałem
-Megg...Idź do schronu my uciekamy-powiedziałem widząc zbliżającą się trąbe powietrzną
-Jace...Uważajcie na siebie- odparła Meggi i pobiegła sie schować. Pobiegłem z Kingą na zewnątrz i wsiedliśmy na Raste
-Sprężaj się stary bo zginiemy-powiedziałem do ogiera a ten ruszył pełnym galopem.

Kinga?

Od King cd Jace'a

To wszystko wydawało mi się takie niewiarygodne. Czy różnica wieku aż tak mu przeszkadza? Chciało mi się płakać, ale się powstrzymałam. Tak na prawdę to powinnam zrobić Jonatanowi krzywdę za to, że dał mi nadzieje. Może ja zrobiłam to samo? Wina chyba leży po obu stronach. Jechaliśmy galopem w totalnej ciszy. Po kilkunastu minutach dojechaliśmy. Jon zszedł i pomógł mi zeskoczyć. Ogier odszedł jeść trawę. Stanęliśmy przed starym domem. Trzymał się chodziarz wyglądał na bardzo 'zmęczonego', ale mi się spodobał. Potrzebuje tylko trochę remontu i tyle.
-Ładny... -uśmiechnęłam się.
-Ale co się w nim działo... -złapał mnie za dłoń. Przytuliłam się do niego.
-Nie możesz żyć przeszłością... Pomyśl o tym co będzie! -szepnęłam, ale Jonatan stał niespokojnie. Wspomnienia nim targały jak potężny wiatr małymi drzewkami.
-Nie umiem. Rozumiesz? -mruknął zły. Nie odpowiedziałam nic. W końcu razem z Jonatanem weszliśmy do środka. Gdzieniegdzie stały jeszcze meble. Usiadłam na dosyć dobrym stole, a Jon podszedł do mnie i zaczął mnie całować. Robił to namiętnie, a ja poczułam jego dłonie na swoim brzuchu i na piersiach. Nie uciekałam, a ten złapał mnie za nogi. Nagle usłyszeliśmy jakiś krzyk. Obje szybko wstaliśmy. Za nami stała jakaś blondynka i patrzyła się na nas trochę przestraszona. Jonatan patrzył się na nią jak na... starą piękną miłość. Nie chciałam o tym myśleć.
-Jonatan! -krzyknęła i rzuciła mu się na szyję całując w policzek. Jace odwzajemnił uścisk i pocałunek. Stałam wściekła i patrzyłam się na powitanie starych kochanków.

Jonatan?
<wyobraźnia mnie poniosła : D>

Od Jace'a cd Kingi

Stanąłem jak wryty i odwróciłem się. Kinga spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem .
-Kinga ja...Ja też cię kocham ale...-zacząłem
-Ale co?-spytała
-Ale chodzi o to że nie wiem czy jestem dla ciebie odpowiedni...-odparłem
-Ale ja to wiem...-odparła
-Kinga...Cholera...ale co będzie dalej? Spójrz na różnicę wieku i...i w ogóle...- odparłem i gwizdnąłem przeciągle. W naszym kierunku biegł kary ogier fryzyjski.Dobiegł do nas i zaczął stawać dęba na Kingę
-Rasta! Ogar deklu! -krzyknąłem na konia
-To twój koń?-spytała dziewczyna
-Tak...trochę głupi ale mój -odparłem wrzucając dziewczynę na grzbiet ogiera.
-Co?Ale gdzie ty...-zaczęła
-Spokojnie...pokażę ci mój stary dom- odparłem cicho wskakując na konia

Kinga??

Od Kingi cd Jace'a

To co usłyszałam bardzo mnie zmartwiło. Czyli wszystko to moja wina! Gdybym tylko nie wyszła z tego lasu i nie spotkała ludzi! Nie musiałby się martwić!
-Wszystko ma jakiś sens... -szepnęłam na pocieszenie,ale nie udało mi się go pocieszyć, a chyba zdołowałam go jeszcze bardziej. Było mi strasznie głupio, że jednak o to zapytałam.
-Tsa... -mruknął złośliwie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, wiec milczałam. On też nic nie mówił. Słońce dalej świeciło. Nagle Jonatan odwrócił się i zaczął odchodzić.
-Zaczekaj! -krzyknęłam i ruszyłam za nim.
-Muszę pobyć sam. -w oczach chyba miał łzy.
-Ja Cię kocham! -krzyknęłam zatrzymując go.

Jonatan?
<wybacz, że takie krótkie>

Od Jace'a cd Kingi

Spojrzałem na Kingę i westchnąłem cicho
-Serio musisz wiedzieć?-spytałęm zrezygnowany
-Tak...Muszę wiedzieć- odparła
-Jesteś pewna?- upewniłem się
-Tak. Jestem pewna- powiedziała
-Eh...No dobra...Ja...no...po prostu miałem trudne dzieciństwo okej? Nigdy nie poznałem matki a ojciec trenował mnie w walce ale jak zrobiłem najmniejszy błąd to mnie katował... Nigdy nie zaznałem miłości rodzicielskiej i zawsze byłem zdany na siebie. Nigdy nie byłem tak naprawdę zakochany i nie wiem jak to jest być z kimś kogo sie kocha...- wydusiłem z siebie
-Jace...ja...ja...nie wiedziałem- odparła
-A skąd miałaś wiedzieć?- spytałem
-Mogłam się domyślić przecież...-zaczęła
-Przecież nie jesteś psychologiem i nie znasz mnie...Wybacz ale...nie wiem juz czy to ma sens- przerwałem jej i pokręciłem lekko głową

Kinga?

Od Kingi cd Jace'a

Polana była cudna! Widać było góry i piękne słońce. Wszystko wyglądało jak zaczarowane.
-Jak tu pięknie! -krzyknęłam.
-O tak... -Jonatan podszedł do mnie od tyłu i objął. Odwróciłam się do niego przodem i pocałowałam. Nie uciekał, a odwzajemnił pocałunek. Całowaliśmy się długo i namiętnie. W końcu położyliśmy się na trawie i patrzyliśmy się w niebo. Usiadłam i spojrzałam na Jonatana. Był czymś zmartwiony.
-Co się stało? -spytałam i nachyliłam się by być bliżej Jace'a.
-Nic.. -jęknął.
-Przecież widzę! -szepnęłam mu do ucha i znów zaczęliśmy się całować. Poczułam, że zaczyna się coś dziać w strefie mojego cyckonosza.
-Przepraszam. -nagle wstał. Byłam zdziwiona jego zachowaniem. Również wstałam i podeszłam bliżej stojąc teraz przed nim.
-Masz mi powiedzieć co jest! -podniosłam głos.

Jonatan? : D

Od Jace'a cd Kingi

Objąłem Kingę ramieniem i oparłem brodę o jej głowę i westchnąłem
-Coś się stało?-spytała Kinga patrząc na mnie
-Nic szczególnego...-odparłem
-Na pewno?-nie odpuszczała
-Na pewno...Chodź pokażę ci coś- powiedziałem podnosząc sie
-Co? Błagam nie- jęknęła
- Spokojnie...Nie będzie bolało- zaśmiałem się
-No...no dobra- rzekła niepewnie. Zabrałem ją na polane którą odkryłem całkiem niedawno...w sumie to kilka godzin przed poznaniem Kingi.
-Daleko jeszcze?-spytała
-Jeszcze chwilka- odparłem zasłaniając jej oczy. Wyszliśmy z krzaków i naszym oczom pokazała się cudowna polana...

Kinga?

Oto polana którą odkrył Jace:

Od Kingi cd Jace'a

Wstałam powoli. Poczułam zapach pieczonego drobiu, a mój brzuch zaczął wariować. Usiadłam i oparłam się o Jonatana trzymającego w lewej ręce talerz z mięsem.
-Nie jestem przyzwyczajona wstawać tak.. wcześnie. -spojrzałam na wychodzące słońce.
-Jedz. -zaśmiał się Jonatan i podał mi talerz. Wzięłam go bez słowa i zjadłam. Przeważnie jadłam same owoce i warzywa, ale nie mogłam się oprzeć tak pysznie przyrządzonemu kurczakowi.
-Bardzo smaczne. Dziękuję. -uśmiechnęłam się, odkładając talerz na ziemię. Jace już zjadł i tylko mi się przyglądał. -Jestem brudna? -powiedziałam w popłochu i wytarłam twarz rękawem.
-Hahah. Nie. -zaśmiał się.
-Uf... to dobrze. -przysunęłam się bliżej mięśniaka. Cały czas był ciepły... Mmmmmm... Obje milczeliśmy patrząc na wschodzące słońce. Po chwili usiadłam na kolanach Jonatana i oparłam się o jego klatę. Chciałam go pocałować, ale ten odsunął głowę. Poczułam się tak bardzo zawstydzona.

Jonatan?
<ale żem wymyślila xd wybacz XD >

Od Jace'a cd Kingi

Kinga usnęła w moich ramionach...Wziąłem ją na ręce i zacząłem iść w stronę obozu. Myślałem o tym wszystkim...o całym dzisiejszym dniu. Koło mnie szedł Red pomrukując co jakiś czas. Wpadłem po uszy...Czy ja ja naprawdę kocham czy to tylko kolejna przelotna panna której am nadzieję a potem wystawie do wiatru? Westchnąłem cicho gdy wszedłem w krąg blasku ognia. Pozostali spojrzeli na mnie zdziwieni a Natalia uśmiechnęła się jakby coś mi sugerowała
-Nawet na to nie licz! Mieliśmy rodeo i małą potyczkę- powiedziałem na dzień dobry
-Z rodeo to nie wiem ale co do walki to widać- odparła. Zaniosłem Kingę do mojego miejsca na nockę i położyłem ją. Otuliłem kocem i wskoczyłem na drzewo i usiadłem. Obserwowałem ją i okolicę z góry czekając aż coś się wydarzy . Nim się obejrzałem sam przysnąłem...

*Wczesny Ranek*

Obudziłem się gdy słońce ledwo wychynęło z za horyzontu. Spojrzałem w dół i zobaczyłem że Kinga jeszcze śpi. Ogarnąłem się szybko i poszedłem upolować małe śniadanie. Dzisiaj padło na dzikiego kurczaka. Upolowałem go i szybkim ruchem oprawiłem i upiekłem na ogniu. Nałożyłem porcję na Kingi i poszedłem jej zanieść. Usiadłem obok i uśmiechnąłem się. Kinga spała rozwalona na całe posłanie
-Śpiąca królewno wstawaj na śniadanie- zaśmiałem się i szturchałem ją w bok

Kinga??

Od Kingi cd Jace'a

Poczułam jego ciepło i zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Niestety poje uczucia były mieszane. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, co zrobić.
-Szkoda... -szepnęłam oplatając rękami szyję Jonatana i lekko go całując. Sama nie wiedziałam czy go kocham, ale... przecież nic złego nie robię?
-Naprawdę nie chciałabyś wiedzieć.... -odszepnął.
-Chciałabym... -uśmiechnęłam się. Widać było, że nie osiągnę celu, a sprawia mu to ból. Widocznie miał bardzo zaplątaną przeszłość skoro te wspomnienia wywołują takie uczucia.
-A może powiesz coś o sobie, twojej rodzinie? -zapytał, głaszcząc mnie po policzku.
-No nie wiem... nie lubię mówić o swojej przeszłości. -uśmiechnęłam się wrednie. To była prawda, ale sam nie chciał mi nic powiedzieć, więc czemu ja mam mu mówić? Tak, wiem. Jestem egoistką.
-Oj no nie fochaj się. -zaśmiał się.
-No dobra, no. Ale kiedyś jeszcze wrócimy do tego tematu. -szturchnęłam go, a ten przytaknął przewracając oczami. Dałam mu całusa.
-No więc... Ciekawe to nie jest. Nigdy nie poznałam swoich rodziców i wychowywałam się w domu dziecka... -przerwałam. Dom dziecka zawsze wywoływał u mnie obrzydzenie.
-Sierota?... -szepnął. Uśmiechnęłam się.
-Nie... Właśnie nie! Matka i ojciec mnie po prostu porzucili, bo woleli robić karierę. Nienawidzę ich! -mruknęłam cała wściekła.
-Fajnie się denerwujesz. -zaśmiał się i pogłaskał mnie po policzku.
-Ha ha ha. -przewróciłam oczami. - A w wieku czternastu lat uciekłam. Potem przyszła zagłada... I teraz jestem chyba tu. -uśmiechnęłam się, uspokajając.
-Robi się ciemno... Wracajmy... -powiedział nagle. Noc bywa bardzo niebezpieczna w tych czasach.
-Racja. -odparłam, a ten wziął mnie na ręce i zaczęliśmy iść w stronę obozowiska. Objęłam rękami jego szyję i pocałowałam go długo i namiętnie. Chciałam go pokochać, ale moje uczucia były jakieś takie mieszane... Po namiętnym pocałunku, usnęłam w cieple jego ciała.

Jonatan?
<Wybacz, ale uczucia Kingi są bardzo zmienne ;/ wybaczzz>

czwartek, 2 kwietnia 2015

Od Jace'a cd Kingi

-Ja...ja po prostu zostałem doświadczony przez życie i tyle- odparłem niepewnie
-A w jaki sposób? -nie ustępowała Kinga
-W różny...na prawdę różny -westchnąłem
-A na...-zaczęła
-Musisz drążyć temat?- spytałem oschle
-Nie ale...no chcę wiedzieć i tyle- odparła smutno
-Ja...przepraszam ale naprawdę nie lubię gadać o sobie- odparłem przytulając ją delikatnie

Kinga??

Od Kingi cd Jace'a

Poczułam lekki dreszcz na całym ciele, ale bardzo przyjemny dreszcz.
-Przepraszam... Nie chciałem. -mruknął speszony. Nie mogłam nic odpowiedzieć. Kompletnie nic. Byłam zamurowana, dosłownie. Uśmiechnęłam się lekko.
-Nic.. się nie stało... -mruknęłam. Również byłam zawstydzona. Po chwili odwzajemniłam lekko pocałunek. Zawsze wyobrażałam sobie ten moment, a nigdy jeszcze nie miałam okazji nikogo całować tak nie po przyjacielsku. Po chwili wtuliłam się w klatę Jonatana i ruszyliśmy do głównego miejsca obozu. -Zaczekaj. -"wyszłam" z rąk Jonatana i stanęłam przed nim.
-Tak? -spytał dalej zawstydzony.
-Sama nie wiem... -szepnęłam, a do oczu znów napłynęły mi łzy. Poczułam się jak nieudacznica.
-Nie płacz... Ja nie chciałem... -powiedział Jonatan i już chciał mnie pogłaskać po policzku, ale cofnął rękę.
-To nie przez Ciebie! -szepnęłam i złapałam go za rękę. -Ja tak czasem mam...
-No nie wiem... Czuje się winny...
-To ja Ci mówię, żebyś nie był! - W odpowiedzi usłyszałam tylko cichy jęk, na wznak rezygnacji. -tak w ogólę, to nie odpowiedziałeś na moje pytanie. -uśmiechnęłam się do niego.
-Jakie? -udawał, że nie pamięta.
-Czemu jesteś taki... no...chamski,sarkastyczny...czemu chcesz odpychać wszystkich?-było mi trochę wstyd tego pytać, ale chciałam wiedzieć. Złapałam go za dłoń i przysunęłam bliżej.

Jonatan?
<Kinga trochę się zawstydziła XD>

Od Jace'a cd Kingi

-Ej...Młoda ale co jest?-spytałem siadając obok i obejmując ja ramieniem...to był mój pierwszy w miarę ludzki odruch od jakiś...10 lat?
-Nic...ja tylko...-szlochnęła
-Ej...Kinga...ale spokojnie przecież cię nie zjem- powiedziałem cicho
-Bo chodzi o to ze...że ja nie potrafię zabić zwierzęcia- powiedziała cicho
-Eh...No niestety ale jeśli będziesz chciała żyć będziesz musiała się nauczyć. Nie zawszę będę mógł cię obronić- odparłem
-Wiem ale...ja...nie wiem czy będę umiała- szlochnęła znowu
-Dasz radę...będziesz musiała- powiedziałem wstajac. Otrzepałem się i wziałem Kingę na ręce
-Zaraz...Ale co ty...-zaczęła
-Hej...spokojnie...nie zjem cię- powiedziałem i tak jakoś wyszło...że ją pocalowałem...

Kinga?

<Tak jakoś mi wyszło...No sorry xD>

Od Kingi cd Jace'a

Byłam przerażona widząc te lwy.
-A nie lepiej.. wiać? -zapytałam chowając się za Jonatanem. Bo jakie inne miałam wyjście skoro nie lubiłam zabijać zwierząt?
-No jasne... Żeby ściągnąć ich na resztę i wywołać piekło. Bardzo dobry pomysł. -odparł sarkastycznie.
-Czyli... musimy je zabić? -do oczu napłynęły mi łzy. Jak ja nie lubiłam takich scen.
-Musimy. a teraz się łaskawie zamknij i mi pomóż. -mówił oschle i sucho. Wysunęła się zza jego pleców i wyciągnęłam miecz z pochwy na plecach. Jonatan walczył z lwami, a ja podbiegłam do lwic. Sami przecież nie damy rady. Spojrzałam w popłochu na Jonatana i zobaczyłam jak wbija broń w jednego z lwów. Otarłam łzę i spojrzałam na lwice. w ich oczach widziałam, że boją się nas. Mój mistrz uczył mnie by walczyć z ludźmi a nie ze zwierzętami... Gdy jedna z lwic podeszła bliżej mnie kot Jonatana rzucił sie na nią, a w tym samym momencie Jonatan powalił drugiego lwa. Krzyknęłam chcąć niechcąc z przerażenia, a gdy Jace podbiegł do lwic te uciekły z powrotem w głąb krzaków.
-Czemu tylko stałaś? -wydarł się na mnie Jonatan. Spojrzałam na niego. był cały we krwi i oddycha ciężko po stoczonej walce.
-Nie mogłam walczyć! -krzyknęłam i się rozbeczałam. Usiadłam na ziemi i zatkałam oczy rękami.

Jon?
< nowa ksywka :> >

Od Matta

Wędrowałem sobie to tu to tam nudząc się jak nigdy. Od 3 lat nie było do kogo zastrzępić językiem ani nic z tych rzeczy...Nagle usłyszałem krzyki. Chwytajac za broń pobiegłem w tamta strone. Jakaś dziewczyna "bawiła" się uciekajac przed rozwścieczonym waranem z komodo
-Fajny smok...Umie latać?- zażartowałem  atakujac zwierza
-Na szczęście nie...Ale skubaniec szybko biega- odparła dysząc. Szybko zabiłem gada i stanęłem koło niej
-A przy okazji jestem Matt-przedstawiłem się
-Camille- odparła
-Miło poznać...Co to za miejsce?-spytałem

Camille?

Od Jace'a cd Kingi

-A po co ci to wiedzieć?-spytałem zatrzymując się nagle
-Bo chcę i tyle -odparła
-To powiem tak...Od dziecka znam Natalię i postanowiliśmy stworzyć ten obóz dla takich jak ty- odparłem lakonicznie
-Aha...ale jakoś dziwnie zareagowałeś na to pytanie- stwierdziła
-BO nie lubię gadać o sobie tak- prychnąłem oschle
-Ale czemu taki jesteś?- dopytywała
-Taki czyli jaki?-udawałem ze nie rozumiem pytania
-Taki...no...chamski,sarkastyczny...czemu chcesz odpychać wszystkich?-spytała
-To nie powinno cię interesować- mruknąłem i zacząłem ponownie iść
-Ale jednak interesuję- powiedziała idąc koło mnie
-To powiem ci że...-zacząłem ale moja wypowiedź przerwał ryk lwa
-Cholera!- zaklnąłem wyciagajac broń. Red stanął obok nas szykujac się do ataku. Z krzaków wylazły 4 lwice i dwa wielkie lwy
-Kici kici skurwiele -zaśmiałem się

Kinga??

Od Kingi cd Jace'a

-To ja już wolę wracać do lasu niż.. zdać się na Ciebie. -syknęłam i przestałam masować się po tyłku.
-Szczerze to zrobiłabyś mi wielką przyjemność. -uśmiechnął się marzycielsko. Walnęłam go w kostkę, ale nie zabolało go!!
-To jednak zostanę. -uśmiechnęłam się szyderczo. Nie mam zamiaru robić mu przyjemności, w jakimkolwiek znaczeniu tego słowa. Dlaczego musiałam poznać akurat jego? Mam pecha...
-A szkoda... -syknął i ruszył w stronę powrotną. Znów szedł szybko, wiec ja mniejsza musiałam za nim biec.
-Może byś kurna zaczekał? -stanęłam przed nim trochę zdyszana.
-A po co?
-Pocom to się nogi nocą. -przewróciłam oczami.
-Twoje? Warto wiedzieć. Fuu... -zrobił zgorzkniałą minę.
-Jak tu trafiłeś? -spytałam, gdy ruszyliśmy w dalszą drogę.

Jonatan?

<zapomniałam, że nie maca się publicznie XD>

Od Jace'a cd Kingi

-Ty ale wiesz że przy facecie się po kroczu nie powinnaś macać?-spytałem zginając się wpół ze śmiechu 
-To gdzie sie patafianie gapisz?-syknęła
-Na ciebie ale ruchy twojej ręki są dwuznaczne- zakpiłem
-Spier papier na drzewo pawianie-warknęła
-Oj kogoś tu chyba korci by znów dosiąść byka- uśmiechnąłem się
-Co?Nie! Błągam nie!-jęknęłaprzerazona
-No to siedź cicho deklu i zdaj się na mnie- odparłem pomagając jej wstać

Kinga?
<Te ale nie macaj sie tak przy ludziach okej ??xD >

Od Kin gi cd Jace'a

Byłam przerażona. Biedne zwierze musiało się męczyć pod takim ciężarem. Krzyczałam przerażona, a Jonatan tylko się śmiał. Musiał mieć niezły ubaw. Po zaledwie może dwóch minutach miałam obolały tyłek i chciałam już zejść. Próbowałam zeskoczyć, ale Jace mnie trzymał. wolałabym żeby mnie wychłostali niż męczyć moje krocze i biednego byka. Jak Jonatan to wytrzymywał? Przecież on ma jeszcze bardziej.. czułe krocze. A co jeśli go nie ma i jest jakimś... dziwolągiem? Na tą myśl przeszedł mnie dreszcz i zaczęłam się miotać na zwierzęciu. Byk też był już zmęczony, więc zwolnił. Nagle poczułam, że nic mnie nie trzyma i zeskoczyłam. upadłam na ziemie na twarz. syknęłam z bólu.
-Nigdy.. więcej... -powiedziałam do siebie powoli wstając i otrzepując się z ziemi. Jonatan podszedł bliżej i zaczął się śmiać. Na całe szczęście pozwolił uciec bykowi.
-Mam nadzieje, że była to wystarczająca kara? -spytał szyderczo.
-Domyśl się, patafianie! -mruknęłam łapiąc się za bolące pośladki.
-Patafianie powiadasz? -zapytał i zrobił minę jakby miał mnie zaraz zabić. Stwierdziłam, że żartuje.
-Słyszałeś. -syknęłam masując krocze.

(Jonatan? Ty patafianie ^.^ )

Od Jace'a cd Kingi

-Te swoja energię zachowaj na potem- zaśmiałem się
-A co? Zaatakujesz mnie?-spytała
-Nie...oszczędze cię w wsadzę na ogromnego byka- szyderczy uśmieszek zawitał mi na twarzy
-Co?Jakiego byka?-spytała
-A takiego jednego...Potem moze będą z niego szaszłyki- uśmiechnałem się podnosząc ja na nogi
-Sza...szaszłyki?- jęknęła
-Jak chcesz może być karkówka- odparłem. Zaprowadziłem ją do byka i uśmiechnałem się. Unieruchomiłem zwierza i posadziłem Kingę na jego grzbiecie.Momentalnie pusciłem byka i wskoczyłem za dziewczyną na jego grzbiet
-Radze sie trzymać bo trochę trzęsie- powiedziałem jej do ucha

Kinga?

Od Natalii cd Alicji

-Wo...ja myślałam że twój ojciec był opiekunem w jakiejś ptasiarni- odparłam
-Heh...no niestety nie -stwierdziła
-Ja za to Corrido miałam od ojca który był koniuszym...A Sillena znalazłam jak był szczeniakiem- opowiedziałam krótko
-A co z jego rodzicami?-spytała
-Matka nie żyła a inne wilki zostawiły go. Próbował gdzieś iść ale zaplątał się w krzaki jeżyny. Wydostałam go i oswoiłam- wyjaśniłam

Alicja?

Od Kingi cd Jace'a

Byłam trochę na niego wkurzona, ale uśmiechnęłam się sama do siebie i ruszyłam za nim. Jonatan cały czas pogwizdywał i ani razu nie popatrzył się za siebie.
-Ładnie tu... -stwierdziłam patrząc na jakąś piękną polankę obsypaną kwiatami.
-Ładnie, ale zdradziecko... -szepnął mi do ucha przerażająco Jonatan. Odskoczyłam przestraszona z czego miał niezły ubaw.
-Przestań! -krzyknęłam. -Chcesz żebym dostała zawału? -zaczęłam się również śmiać. Jace pokiwał tylko potakująco głową i dalej się śmiał. Przecież to nie było chyba takie śmieszne. Po chwili podeszłam bliżej do niego i walnęłam go pięścią w brzuch. Był niewiarygodnie twardy. -Yhh... -mruknęłam i poczułam ból ręki. Jonatan przestał się śmiać i popatrzył się na mnie uśmiechając się. Nie mówiąc nic rzuciłam się na niego. chciałam mu w tej chwili coś zrobić, ale nie mogłam nic zrobić. w pewnym momencie zostałam unieruchomiona. Leżałam za ziemi, a Jonatan siedział nade mną trzymając mnie za ręce. Musiało to wyglądać.. bardzo dziwnie. Zaczęłam się śmiać.

(Jonatan? : D )

Od Alicji cd Natalii

- Trzeba będzie poszukać jeszcze jakiegoś sadu.- powiedziałam
- To co jest na długo nie starczy.-
- Tak, wiem. Dlatego wyślę Blacka jeszcze raz, może coś znajdzie.-
- Oby.-
Powiedziałam do Blacka, aby zaczął poszukiwać jedzenia. Po chwili już go nie widziałam.
- Przydaje się tu ptak.- uśmiechnęłam się
- Tak. Przecież dzięki niemu mamy co jeść-
- Dlatego go oswoiłam-
- Jak?-
- Mieszkałam w domu przy lesie. Kiedy wybuchła bomba - las był w ogniu. Wzięłam plecak, spakowałam trochę rzeczy i uciekłam. Jednak go nie domknęłam. Gdy biegłam poczułam, że coś wpadło. Nie przejmując się tym biegłam dalej. Kiedy znalazłam bezpieczne miejsce zdjęłam plecak i zaczęłam w nim grzebać. Nagle znalazłam małe pisklę. Nie miałam serc go wyrzucić więc przygarnęłam zwierzaka.Odtąd zawsze jest ze mną.-

Natalia?

Od Jace'a cd Kingi

-Wiesz...Jakoś nie pomyślałem o tym-zakpiłem cicho
-No...cóż...zda...zdarza się - wydyszała
-Te słonko uważaj bo powietrze nam sie skończy- zaśmiałem się z szyderczym uśmieszkiem
-Bardzo zabawne- odparła łapiąc już normalnie oddech
-No prawda. Dzięki za komplement- uśmiechnałęm się
-To nie miał być komplement- rzekła
-Oj tam...Pora na zwiedzanie...To ruszaj ten tyłek a może mnie dogonisz- odparłem i przyśpieszyłem kroku

Kinga??

Od Kingi cd Jace'a

-Zaczekaj! -krzyknęłam za odchodzącym powoli Jonatanem.
-Ruszaj swój zacny tyłek, bo ja nie lubię czekać. -uśmiechnął się szyderczo. Nie odpowiedziałam nic tylko zawołam Dragona, który szedł razem ze mną. Jonatan zwolnił. całą drogę pogwizdywał i czasem zerkał to na swojego 'kota' to na mnie. Spuściłam głowę patrząc na ziemię. Wyglądała dość... uroczo. Nagle wpadłam na Jonatana.
-Hej! -zaśmiał się. -Ktoś tu na mnie leci. -udawał zszokowanego. Mogę się założyć, że miał niejedną dziewczynę.
-Przepraszam... zamyśliłam się... -powiedziałam pośpiesznie zawstydzona. Poczułam, że na policzkach pojawiają mi się rumieńce.
-Dobra. Tutaj znajduje się zagroda i mała wiata dla koni. Możesz tutaj zostawić swojego rumaka. -wskazał na dość dużą ogrodzoną polanę oraz na małą wiatę.
-Aha... -szepnęłam i złapałam ogiera. Razem z Jonatanem podeszliśmy do zagrody.
-Na co czekasz? Wpuść go i chodźmy bo całego dnia to ja nie mam. -szturchnął mnie w żebro. Syknęłam, bo nie było to przyjemne.
-Ale.. jest mały problem. On nie może być z innymi końmi, bo.. łagodnie mówiąc się z nimi bije. -pogłaskałam Dragona.
-No to... stój tu. -Jonatan wszedł do zagrody i wyciągnął z niej pastuch. Ogrodził nim mały skrawek trawy wraz z wejściem do jednego z boksów. Patrzyłam się na jego mięśnie, które napinały się i wracały z powrotem na wcześniejszą pozycję.
-Proszę. Teraz go tam dawaj i chodźmy.
-Dziękuję.. -szepnęłam i wpuściłam Dragona na jego skrawek trawy. Pożegnałam się i wróciłam do Jonatana. Ten był już gdzieś daleko. Musiałam, więc biec by go dogonić.
-Nie... mogłeś... zaczeka? -mówiłam zdyszana. Moja kondycja trochę zmalała.


(Jonatan?)

Od Natalii cd Alicji

-Trzeba będzie chodzić tam co drugi dzień- powiedziałam cicho
-Albo i częściej-westchneła Alicja
-Jakos damy radę...Musimy - wzruszyłam ramionami

Alicja?
<Mam jakąś blokadę na wenie ;-; >

Od Jace'a cd Kingi

-CO?Lia Nie zostawiaj mnie!- krzyknąłem za Natalią
-Jak chcesz to idź...jakoś sobie poradzę -odarła nowa
-No niestety ale Natalia to głównodowodząca wiec muszę się tobą zająć- prychnąłem
-Nie musisz...Umiem radzic sobie sama- stwierdziła
-Peszek...Wątpie w to -zakpiłem i gwizdnąłem krótko. Z gęstwin lasu wyszedł mój lampart Red. Prężnym skokiem znalazł się koło mojego boku mrucząc cicho.
-Ładny...Kotek- powiedziała cicho Kinga
-Dziekuję...To słodkie ze jestem kotkiem- powiedziałem z usmieszkiem
-To nie było do ciebie tylko do twojego lamparta- odparła
-No co ty nie powiesz...Dobra...Pora na małe oprowadzanie- odparłem idąc w las

Kinga?

Od Kingi cd Natalii

Byłam zmieszana. Tyle już z nikim nie rozmawiałam (nie licząc Dragona i samą siebie).
-Chyba nie powinien... -uśmiechnęłam się niemrawo. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech, a ja zerknęłam na chłopaka, a raczej mężczyznę.
-Siadaj. Jestem Natalia, a to Jonatan. Jak Ci na imię? -spytała i zaprosiła mnie wskazując na ławkę.
-Jestem Kinga. -odparłam ściągając siodło z Dragona i puszczając go wolno. nigdy nie uciekał ode mnie i trzymał się blisko, więc bez obawy mogłam usiąść obok kobiety. odłożyłam zmęczone "życiem" siodło na ziemię. Siedziałam na przeciwko Jonatana. Mogłam mu się dokładnie przyjrzeć. Miał dłuższe, lekko kręcone blond włosy. Był bardzo przystojny. Spod koszuli można było zobaczyć umięśnione ciało, które doprowadzało mnie do rozmarzenia. Dotknąć takiej klaty.. ahhh...
-Nigdy nie widziałaś człowieka? -spytał nagle.
-Oh... przepraszam... Od dwóch lat.. wcale... -powiedziałam speszona i dopiero potem zrozumiałam, że wcale nie pytał o to tylko był zły, że się mu przyglądałam. Kompletnie straciłam wprawę w rozmawianiu z ludźmi.
-Przestań być taki wredny. -upomniała go Natalia, a ten przewrócił oczami. Nagle przyszła jakaś dziewczyna o blond włosach i zawołała Natalię. Rozmawiały przez jakiś czas, a potem Natalia podeszła do Jonatana.
-Masz za zadanie dotrzymać towarzystwa Kindze. -uśmiechnęła się do niego wrednie po czym wysłała do mnie promienny uśmiech i odeszła pozostawiając nas samych.

(Jonatan? )

Od Natalii cd Kingi

-Czego tu szukasz?-spytałam
-Ja?-zdziwiła się
-Nie...Święty Mikuś z tego lasu- zakpił za moimi plecami Jace
-Nie znam chłopaka- stwierdziła obca
-Jace ryj...A co do ciebie. To szukasz moze bezpiecznego miejsca?-powiedziałam
-No w sumie...to tak a co?-spytała
-A to że jak nie będzie ci przeszkadzał niewyparzony język Jonatana to mozesz się przysiąść -odparłam

Kinga?