-Mmm...okej tylko wróć- odparłam spoglądając na niego
-Nie bój się...Wrócę- powiedział z uśmiechem.
-Mam nadzieję- stwierdziłam
-Nadzieja matką głupców- zaśmiał się
-To jestem głupcem...Ale poza tym to głupi zawsze ma szczęście- odcięłam się
-No fakt...Dobra. Idę na te zwiady- stwierdził i wyszedł. Siedziałam chwilę niezdecydowana przy stole. Ziewnęłam i przeciągnęłam się ale z sykiem bólu przypomniałam sobie o ranie. Wstałam i wyjrzałam przez okno. Księżyc dawno wisiał(biedny się udusi XD) wysoko na niebie. Sylwetka Taeyonga majaczyła w oddali na tle drzew. Przetarłam oczy ręką i skierowałam się do wyrka. Miałam ogromną ochotę na nie po prostu paść ale to by mi nie wyszło na zdrowie. Położyłam się na brzegu (jak to miałam w zwyczaju by ewentualnie "spaść" z niego i schować się pod łóżkiem...) i przymknęłam oczy.
~Oby nic go nie dorwało~pomyślałam i zasnęłam
Tae?
<Wena mi wraca! Wiii XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz