-Pod tym względem na mnie nie licz...- mruknąłem patrząc na ranę.- No dobra...
Delikatnie i ostrożnie ściągnąłem pierwszy, prowizoryczny opatrunek i wziąłem się za dokładne oczyszczanie rany. Gdy udało się trochę opanować krwawienie, spojrzałem na to krytycznym okiem.
-Trzeba będzie to zszyć...
-Umiesz zszywać rany?- spytała podejrzliwie Natalia.
-Wiesz ile razy sam musiałem się szyć? Ostrzegam tylko, że przez chwilę będzie bolało...
-Mocniej boleć już nie będzie... - stęknęła dziewczyna.
Gdy było już po wszystkim dokładnie zabandażowałem ranę. Przyniosłem dziewczynie 'magiczne' leki, których sam czasem używałem dla poprawy zdrowia, kondycji itp.
-Masz, weź to. W drugim pokoju jest łóżko, idź tam i trochę się prześpij. Ja muszę wrócić do tamtego miejsca, bo zapomniałem jednego sztyletu.- mruknąłem wychodząc z 'domu'.
<Natalia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz