-Nie tylko twoja...- burknąłem pod nosem.
-Co?
-Nic, nic... idziemy?
-Pewnie.
Dziewczyna ruszyła przed siebie, już po chwili zostawiając mnie w tyle. Mimo to nie miałem ochoty jej doganiać, trzymałem się kilka kroków za nią. Jakoś straciłem zapał do robienia czegokolwiek, ale nie chciałem siedzieć bezczynnie.
-Tu jest tak spokojnie...- mruknąłem po chwili.- Nie mogę uwierzyć, że nic poza nami tu nie żyje...
<Lia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz