Chciałam zatrzymać Jace'a, ale ten był już w połowie drogi. Misiek również biegł rozwścieczony na Jonathana.
-Bierzcie broń i idziemy! -rozkazał Alex i razem z 5 kompanami i Jonathanem pobiegli walczyć. Mogłoby się wydawać, że spokojnie go zabiją, ale nagle pojawiły się jeszcze dwa wielkie miśki.
-Hej. -przywitałam się z Meg i również pobiegłam pomóc.
-Jessica łap. -Alex rzucił broń swojej siostrze. Popatrzyłam się na nią, a ta tylko uśmiechnęła się triumfalnie. Miałam jej dosyć. Cały czas traktowała mnie jak wroga. W sumie z wzajemnością.
-Idź! Poradzimy sobie. -powiedział do mnie Jace, kalecząc jednego z niedźwiedzia. Zauważyłam u nich dziwne niespotykane czerwonokrwiste oczy.
-Jeśli mam umrzeć to w walce. -zaśmiałam się i rzuciłam się na jednego z niedźwiedzi. Wbiłam mu sztylet w kark. Ryknął i jeszcze bardziej zaczął się szarpać. Jace podbiegł i przeciął mu kark. Niedźwiedź padł, ale nie było krwi, ani mięsa. Zamiast tego stal. Popatrzyłam na Jonathana przerażona. Nie walczymy ze zwierzętami.
-To roboty! -krzyknęłam do Alexa, a Jace popatrzył się na mnie i tylko przewrócił oczami. Nagle jednak walka obróciła się przeciwko nam. Kans - jeden z towarzyszy- padł na ziemię i nie ruszał się. Obok rozprzestrzeniała się jego krew. Alex chciał mu pomóc, ale nie zdążył, gdyż ten sam robot przygwoździł go do ziemi. Automatycznie rzuciłam się na pomoc. Wiedziałam, że trzeba go przeciąć na pół, innej opcji nie ma. Wyciągnęłam swój miecz i próbowałam uszkodzić mechaniczne zwierze. Dopiero po kilku ciosach i pomocy Jonathana udało mi się to zrobić. Ostatni niedźwiedź uciekł, a ja szybko zaczęłam opatrywać Alexa.
-Jessica zrobi to lepiej. -powiedział Jace. Popatrzyłam na niego surowo.
-Chyba jesteś zazdrosny... -uśmiechnęłam się po chwili. -Tobie też przyda się opatrzenie kolejnych ran. -mruknęłam, a Jessica już stała przy Jonathanie. Nie odpowiedział już nic.
*Wieczorem*
-Będziemy Cię zawsze pamiętać... -powiedział Alex, stojąc podparty na prowizorycznych kulach. Na jego twarzy malował się smutek. Jonathan stał obok i widziałam, że wcale nie przejął się śmiercią Kansa. Gdy zrobiło się całkiem ciemno zapaliliśmy ognisko.
-Skąd one się wzięły? Pierwszy raz spotykam się z czymś takim. -westchnęłam na myśl o robotach. Spojrzałam na siedzącego obok Jonathana. Wydawało mi się, że wpatruję się w Jessice.
-Nie mam pojęcia. -odwróciłam się w lewo żeby zobaczyć jak trzyma się Alex. Widać było, że już jest z nim lepiej. Spojrzałam na ognisko i westchnęłam.
Jace? <trochę dziwne, wiem xd ale nic innego mi do głowy nie przyszło xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz