Szłam ulicami miasteczka... No dobra, jego szczątkami. Weszłam do budynku, który kiedyś był moim domem. Ostatnio coś sobie przypomniałam... Tydzień przed zagładą miałam robione badania. W sumie rodzice nie chcieli mi powiedzieć na co konkretnie, ale się zgodziłam. Potem... Strasznie rozpaczali, mówili, że diagnoza nie przyszła, że lekarze zgubili wyniki badania.
Podeszłam do nieczynnego kominka. Tron zaczął mruczec niezadowolony. Zlekceważyłam to. Odgarnęłam popiół, a moim oczom ukazał się niedopalony kawałek papieru...
" Camille Blacker
Diagnoza: Nowotwór serca"
Znajdował się na niej jeszcze podpis lekarza oraz dopisek " masz pół roku życia córeczko, przeżyj go dobrze, całusy, mama"...
Osunęłam się na kolana...
Miałam wadę serca, małą, niegroźną... A teraz...
P. S. Historia inspirowana moim życiem
Dokończy ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz