-Zostawimy ją? -spytałam obojętnie. Nie było mi jej szkoda.
-Przeżyje. -odpowiedział. Uśmiechnęłam się i spuściłam wzrok.
-Wracaj sam... Ja Cię dogonię. -nie podniosłam wzroku lecz przeniosłam go na większy kamyk.
-Jeśli chcesz ją zabić, spokojnie. Nie jest mi jej szkoda. -zaśmiał się. Spojrzałam na niego.
-Nie. Po prostu chcę pobyć sama. Jak ty. -uśmiechnęłam się szeroko.
-W takim razie... Do zobaczenia potem. -mruknął i wsiadł na Raste. Siedziałam tak do póki nie upewniłam się, że Jonathan nie odjedzie. Następnie udałam się do Amber.
-Wredna suka... -syknęłam przez zaciśnięte zęby i podeszłam do budzącej się dziewczyny.
-Odwal się! -zagroziła, ale nie miała szans. Była przygwożdżona i nie mogła się swobodnie poruszać. Wyciągnęłam swój miecz i przyłożyłam go do jej brzucha. -Coo? Nie możesz.... -spojrzała na mnie błagalnie, ale nie zwracałam na to uwagi.
-Myślisz? -zapytałam, uśmiechając się szerzej. Zaczęłam wsuwać miecz w jej umięśniony brzuch. Robiłam to powoli, by zadać cierpienie. Krzyczała tylko. Bałam się, że Jonathan może to usłyszeć, ale i tak będzie już po wszystkim.
-Jestem w ciąży z Jonathanem! -wypowiedziała ostatnie słowa i umarła. Zaczęłam rozmyślać nad jej słowami. Może Jace mnie z nią zdradził? Może chciał żebym poczuła się jak on kiedy Alex mnie przytulał? Nie miałam pojęcia, ale bałam się, że miała racje. Nie chodziło o to, że zabiłam dwoje ludzi, ale oto, że tak na prawdę nie poznam prawdy.
Jace? :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz