-Masz rację...jestem chamskim dupkiem o nie czułym sercu. Taki byłem i jestem ale dla ciebie się zmieniłem...tylko dla ciebie- odparłem wstając
-Gdzie idziesz? - spytały wszystkie dziewczyny na raz
-Wracam do obozu. Pobawię się w chama i prostaka i pownerwiam innych- zaśmiałem sie
-Jonathanie Christopherze Weyland! Ogarnij mózgownice i wracaj do łóżka!- warknęłam Megg
-Siostrzyczko...Nie to żeby coś ale to ja jestem starszy. Wy tu macie babski klub a ja mam na wszystko wyjebane. Proste? Proste. A więc nara- uśmiechnęłem się mierzwiąc Megan włosy
-Jace a co ze mną?-spytała Kinga
-Z tobą? Idź do tego który cię kocha...ja mam wyjebane na życie więc będę walczył z kim popadnie- odparłem melanchonijnie...Nie mogłem znieść widoku Kingi w ramionach tego skurczybyka ale cóż...wolała jego a nie mnie. Czemu muszę mieć tak cholernego pecha? Wsiadłem na konia i pokłusowałem w stronę obozu. Red truchtał spokojnie obok nas jak gdyby nigdy nic. Po godzinnej jeździe dojechałem do obozu. Odnalazłem swój kącik i położyłem się patrząc w liście...
Kinga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz