Popatrzyłam się zdziwiona na Meg. Dziwnie się czułam z zabójstwem Amber. Nie miałam wyrzutów sumienia, ale... radość, której mieć nie powinnam. Westchnęłam.
-Jace... -przytuliłam się do niego, a ten tylko syknął z bólu. -Oh. Przepraszam. -uśmiechnęłam się. Podeszłam do Alexa, który cały czas stał i się nie odzywał. Chciałabym żeby został, ale Jonathan nie lubił trójkącików-niestety.
-Wracamy do obozu. Musisz się lepiej opatrzyć. -powiedziała Meg do brata i podeszła by zobaczyć prowizoryczny opatrunek. Czułam na sobie jej wściekły wzrok. Nie rozumiałam tylko dlaczego jak dla mnie taka... wredna? Chyba odpowiednie określenie. Ja rozumiem, że można martwić się o brata, ale że aż tak? Wsiadłam na Dragona, a zaraz za mną Drops. Alex również wsiadł na swojego konia. Popatrzyłam na Jace'a, który razem z Meg siedzieli na Raście. Uśmiechnęłam się niepewnie.
-Możesz z nami jechać. -powiedziałam cicho, podjeżdżając do bruneta.
Niedługo potem już siedzieliśmy w budynku, przy ognisku. Natalia śmiała się wraz z Meg i Jonathanem. Czułam się nieobecna. Myślałam nad całym moim życiem. Dlaczego wszystko musiało się stać akurat tak?
-Dobrze się czujesz? -zapytał Jace, siadając obok. Objął mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się tylko lekko.
-Bardzo dobrze. -odpowiedziałam, a Alex tylko wstał i poprosił mnie na zewnątrz. Pomimo wyraźnych protestów rękami Jace'a wyszłam. Na zewnątrz zrobiło się już całkiem ciemno, a śnieg padał wielkimi płatami. Kochałam taką pogodę.
-Zawsze możesz na mnie liczyć. Wystarczy, że zatrąbisz tym. -złapał mnie za dłoń i włożył w nią mały gwizdek. Zaśmiałam się.
-I niby mnie usłyszysz? -chichotałam.
-Nie ja, mój koń. -uśmiechnął się i zbliżył się na niebezpieczną odległość.
-Nie tu, nie teraz... -postawiłam opór. Alex odsunął się.
-Jonathan w niedalekiej przyszłości Cię zostawi, wiesz o tym? -wsiadł na konia. Podeszłam i dałam mu całusa w policzek.
-Nie chce o tym myśleć. -odparłam, gdy Alex był już daleko. Jego koń zostawił tylko ślady, które za chwilę zniknął. Nagle poczułam, że ktoś mnie obejmuje. Wyrwałam się i uderzyłam przeciwnika.
-Za co to? -syknął Jonathan.
-Przepraszam... -zaśmiałam się i przytuliłam do chłopaka. Ten odwzajemnił uścisk. Wiedziałam, że był obrażony i zazdrosny o Alexa, ale na to nic nie mogłam poradzić.
-Kocham Cię... -szepnął, delikatnie mnie całując. Odwzajemniłam pocałunek. Nasze wargi jeździły po sobie rozgrzewając serce. Czułam się jak wtedy, gdy pierwszy raz go pocałowałam. -Alex też Cię tak całował?
-Nie. Mówiłam Ci, że byłam wierna. -skłamałam. Spuściłam na chwilę wzrok, ale zaraz potem go podniosłam.
-Chodź. -złapał mnie za rękę i wsadził na Dragona. Sam wsiadł na Raste. Kazaliśmy naszym kotą zostać. Okazało się, że Drops i Red bardzo się polubili. Ciekawe. Z wrogów do przyjaciela. No tak... Najlepszym przyjacielem jest wróg. Jonathan zawiązał mi oczy i ruszyliśmy. Słychać było skrzypienie śniegu.
-Kocham zimę... -szepnęłam do siebie.
-Myślałem, że mnie. -zaśmiał się Jace. Uśmiechnęłam się.
Po kilku minutach drogi dojechaliśmy do jakiegoś urwiska przy którym nigdy jeszcze nie byłam. U jego stup słychać było uderzającą wodę. Jonathan pomógł mi zejść i zdjął opaskę. Zobaczyłam piękne niebo. Była na nim wiele gwiazd, które układały piękne wzory.
-Ale tu pięknie... -szepnęłam.
Jace?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz