sobota, 21 listopada 2015

Od Kingi CD Jace'a

Westchnęłam i popatrzyłam zła na Jace'a. Przecież rodziny się nie wybiera-niestety.
-Czego chcecie? Możecie już sobie iść. -mruknął Jonathan.
-Uspokój się. -szturchnęłam go w żebro. Wujek się zaśmiał, a Januaria popatrzyła się na mnie lekceważąco.
-Już sobie idziemy, spokojnie. -przytulił mnie raz jeszcze i zaczęli zawracać. Patrzyłam się na nich bez słowa. Brunetka wysłała buziaka do Jace'a.
-Dziwne... Coś za szybko odpuścili.
-A co? Mają nas pozabijać? -powiedziałam i stanęłam przed chłopakiem. Wtuliłam się w jego tors, a ten pocałował mnie w czoło. -Nie musiałeś być taki nie miły... Oni i tak będą mnie jeszcze szukać. -zaśmiałam się.
-Znalazła się rodzinka... -szepnął lekceważąco. Chciałam mu coś powiedzieć, ale w ostateczności nie wypowiedziałam ani słowa. Spojrzałam tylko mu głęboko w oczy i odsunęłam się. -Coś.. nie tak?-spytał zdziwiony.
-Nie. -odpowiedziałam z uśmiechem. -Po prostu muszę jeszcze coś zrobić... -mruknęłam wsiadając na Dragona.
-No tak... -westchnął w odpowiedzi i uśmiechnął się smutno. Podjechałam do niego i pocałowałam, po czym ruszyłam do miasta. Sama jeszcze nie wiedziałam co tam szukam. Po chwili jazdy dotarłam do pierwszego lepszego budynku, zsiadłam z konia i udałam się do środka. Zauważyłam, że jest tam bardzo czysto, a budynek przypominał mi ten, w którym zamordowano moich rodziców.. Po policzku spłynęła mi łza, a ja pośpiesznie ją wytarłam. Obraz kuzynki wbijającej nóż w serce ojca i rozstrzelanej matki tylko dodał mi sił. Nagle usłyszałam huk i poczułam ostry ból w lewym ramieniu. Złapałam się za rękę i zauważyłam jak z ciemności wychodzi nie kto inny jak Januaria. Uśmiechnęła się wywyższając. Odpowiedziałam jej tym samym uśmiechem i środkowym palcem wymierzonym w jej stronę.
-Ciekawe... -przyłożyła mi broń do głowy. Zacisnęłam zęby i jednym ruchem wytrąciłam jej pistolet. Upadł daleko od nas, a ja rzuciłam się na Jane. Przez chwilę to ja wygrywałam, ale gdy tylko ból ręki się nasilił słabłam. Z trudem łapałam oddech. Wywaliłyśmy się na ziemię, a ja zaczęłam być okładana pięściami. Jeszcze mocniej zacisnęłam szczeknę i już miałam zadać cios ostateczny, gdy usłyszałam głos Alexa.
-Nie rób tego! -zdziwiona popatrzyłam się na niego i uderzyłam dziewczynę, tak by przeżyła. Padła jednak nieprzytomna. Wstałam i podeszłam do chłopaka.
-Co tu robisz... -szepnęłam wtulając się w jego tors.


Jace? <moja wyobraźnia być chora ;-;>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz