Westchnąłem ciężko i schowałem katanę.
- Niech mnie śmierć przytuli bo oszaleję- mruknąłem zrezygnowany
-Jace...- zaczeła Kinga
-Co? Ty Amber zabiłaś a ja to go nie mogę?- spytałem z wyrzutem. Rana od strzały promieniowała bulem a przez moje palce na śnieg skapywała krew. Prawą dłonią zaczesałem włosy do tyłu i znów zaciągnąłem się szlugiem.
-Jace ty krwawisz- zauważyła Kinga
-Przez tego skurwiela- odparłem podchodząc do Rasty
-Rass biegnij jak najdalej zdołasz- szepnąłem do ogiera puszczając go wolno.
-Trzeba cię opatrzyć- zarządziła dziewczyna
-Kogo trzeba to trzeba. Ja tam lubię różowy śnieg- odparłem gorzko
-Gdy w bukach wiosną pęknie liść i sok w gałązkach zakrąży,
Gdy leśny strumień w słońcu lśni,trzepoce w wietrze wstążka,
Gdy pełny oddech,długi krok, a powiew w wiatr się zmieni-
Wróć do mnie,moja miła,by rzec mi że z mej krwi ta ziemia- zaintonowałem cicho
-Nie Jace. Nie powiem tego bo nie umrzesz- powiedziała Kinga
-Pewna jesteś?- spytałem
Kinga??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz