Po dwudziestogodzinnym milczeniu dotarliśmy do celu. Mój koń na szczęście sam wrócił do domu, a ja razem z Jonathanem udałam się do jego domu. Nie martwiłam się o Alexa, wiedziałam, że z tego wyjdzie.
-Idę się umyć... -szepnęłam i udałam się do łazienki. Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na swoją żałosną twarz. Zdjęłam z siebie ubrania i wzięłam szybki prysznic. Następnie zawinęłam się w ręcznik i rozpuściłam mokre włosy. Wyszłam z pomieszczenia i podeszłam do zamyślonego Jace'a, który siedział na łóżku. Wpatrywał się w podłogę. -Przepraszam... -usiadłam obok i przytuliłam się do jego prawego boku. Ten nie podniósł wzroku i tylko westchnął. Czułam, że jest nieobecny.
-Nie wiem co myśleć... -szepnął bo dłuższej chwili. Odwróciłam jego głowę w moją stronę.
-Nic nie myśl... Odpocznij. -chciałam go pocałować. Ten jednak odwrócił głowę i wstał z łóżka.
-Gdyby to było takie proste. -westchnął wyglądając zza okna. Wzięłam wdech i podeszłam do Jace'a.
-Jace, wiesz, że Cię kocham. Tylko ty jesteś dla mnie ważny. -otuliłam jego plecy i pogłaskałam po głowie.
Jace?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz