Spojrzałam na dziecko z nie chęcią. Chłopiec. U naszych stóp leżał
chlopiec... Krew spływała z czoła. U podstawy karku znajdowała się
wielką, otwarta rana po strzale. Strzał w tył głowy. Zaśmiałam się z
goryczą. Co to II wojna światowa, żeby w ten sposób postępować?
Dziewczyna spojrzała na mnie blada. Kopnęłam ciało dziecka, aby odwrócić
je na plecy. Nagle zalała mnie fala gorąca... Mój zaginiony
braciszek... Nie zapłakałam. Widziałam jak mordują rodziców, mojego
starszego brata... Po tym jak zabili mojego wuja zobojętniłam. Prawda
była taka, że osoby z mojej rodziny od wielu pokoleń były po prostu
mordowane. Bardziej lub mniej sadystycznie, ale były. Nikt nie wiedział
dlaczego. Ukleknelam przy chłopaczku i zamknęła mu oczy. Zrobiłam znak
krzyża i odwróciłam się w strone lasu.
- Co robisz!? - krzyknęła zbulwersowana dziewczyna.
- Trzeba skończyć tą wojnę - powiedziałam - odejdz.
Ona jednak uparcie szła za mną. Odwróciłam się.
- Nie rozumiesz!?? Uciekaj puki możesz małolato!
Kinga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz