Słysząc osły głos dziewczyny w pierwszej chwili chciałam zerwać się
do ataku, ale w jednej chwili uświadomiłam sobie, że na mom karku
spoczywa sztylet. Nie odzywałam się przez dłuższy czas.
- No
gadaj! - ponagliła dziewczyna. Westchnęłam ciężko jednocześnie
zgniatając w dłoni kartkę papieru i modląc sie, aby dziewczyna nie
zobaczyła śladów łez na moich polikach. Aż ciarki mnie przechodziły,
kiedy pomyślałam jak słaba jestem.
- Nie ponajesz swoich? - spytałam z pogardą, no sorry, nie miałam najmniejszej ochoty do żartów.
- Skąd mam wiedzieć, że jesteś z obozu? - spytała, ale zabrała sztylet.
-
Zdradzasz swoje położenie - mruknęłam wciąż nie odwracając się do
dziewczyny. Uświadomiłam sobie, że skoro nie mam już śmiertelnej broni
przy karku, mogę śmiało ją zaatakować. Może to jakiś sposób na
wyładowanie agresji?
- Co tu robisz? - spytała.
-
Dobra, zjeżdżaj młoda, okay? - no może nie było to zbyt feir z mojej
strony, przecież była ode mnie może o rok młodsza, nie więcej. Ale
przecież życie nie jest feir, a ja... Cóż, ja byłam tego najlepszym
przypadkiem.
Kinga?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz