-Skoro Ci przeszkadza sam go gdzieś zabierz. -powiedziałam i podeszłam do niego przytulając go.
-Tylko żebyś potem nie płakała. -pogłaskał mnie po policzku.
-A tak serio to co z nim zrobicie? -zapytała Meg. Spojrzałam na nią i zdałam sobie sprawę, że mamy poważne kłopoty. Takie dziecko to dużo roboty, a ja na pewno się nim nie zajmę.
-Nie mam pojęcia... -spojrzeliśmy na siebie, a chłopiec przyszedł do nas i złapał Jonathana za nogę.
-Odczep się smrodzie. -mruknął, a chłopiec uśmiechnął się do niego. Jonathan popchał go, a Junior upadł. Meg od razu podeszła by wziąć chłopca na ręce.
-No to mamy dla niego matkę. -uśmiechnęłam się do Jonathana i pocałował go.
Jace?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz