Popatrzyłam się na Jace'a i uśmiechnęłam się.
-Kocham Cię kretynie. -pocałowałam go w usta, gdy ten chciał zaprotestować. -Brakowało mi tego.
-A mi nie. -droczył się ze mną. Szturchnęłam go w żebra, po czym znów pocałowałam. Jednak nasze zabawy przerwał szelest w krzakach. Jonathan wyjął powoli katanę, a ja wyciągnęłam mały pistolet, który znalazłam na drodze. Zza krzewów wyszła zamaskowana postać. Były już ciemno, więc nie widziałam detali. Trzymał wielką bazukę, którą w nas wymierzył. Spojrzałam na Jonthana szukając u niego wsparcia. On jednak chyba również miał mętlik w głowie.
-To za to, że zabiłeś moją dziewczynę i osierociłeś mojego syna! -krzyknął i nacisnął na spust.
Jace? Czekam na cud XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz