Najchętniej zapadłabym się pod ziemię i już nigdy z niej nie wyszła. Czułam się podle, ale przecież ja nic nie powiedziałam. Chyba...
-Zaczekaj! Proszę! -krzyknęłam i ruszyłam za Jonathanem. Ten nawet się nie odwrócił lecz tylko przyspieszył kroku. -Przecież powiedziałam, że mu odmówiłam. -skłamałam i złapałam mężczyznę za rękę.
-Sam już nie wiem czy mogę Ci wierzyć... Chciałbym. -zaczął łamanym głosem. -Który to już raz?
-Przestań, proszę...
-To ty przestań. Cały czas mnie okłamujesz i zachowujesz się tak jakbym był tylko zabawką! Nie mam zamiaru być twoją maskotką, jeśli ma to tak wyglądać. -zauważyłam, że napiął mięśnie. Złapałam go mocniej za dłoń.
-Nie rozumiem o co Ci chodzi. Między mną a Alexem do niczego nie doszło, rozumiesz?! -po policzku spłynęła mi łza. Tak bardzo chciałbym wrócić czas. -Masz rację... -po chwili wahania powiedziałam. -Wiem, że tylko Cię ranię. Jestem dla Ciebie takim ciężarem, po prostu mnie zabij. Ty tego nie zrobisz zrobię to ja. -wytarłam łzę i uśmiechnęłam się niemrawo. W tej chwili było mi wszystko obojętne.
Jace? <te humory Kingi xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz