wtorek, 3 listopada 2015

Od Kingi CD Jace'a

Nie wiedziałam co myśleć, czy się cieszyć, czy płakać. Nagle zauważyłam, że z prawej dłoni Jonathana wypadł sztylet.
-Jace?! -zapytałam i zobaczyłam, że zaczyna odpływać. -Nie! Nie! Nie! I jeszcze raz nie! -krzyczałam. Nie miałam pojęcia co powinnam teraz zrobić. Wzięłam moją koszulkę  i owinęłam nią głęboką ranę. -Nie zrobisz mi tego dupku! -zaczęłam szlochać. Byłam za słaba żeby wziąć go na plecy i pobiec do jakiegokolwiek człowieka. Przecież go kocham, wie o tym. Dlaczego to robi?!
-Kocham Cię... -szepnął i uśmiechnął się. Półżywego zaczęłam targać po plaży. Musiał być tutaj ktoś żywy. Jonathan zaśmiał się. Kucnęłam przy nim i podniosłam jego twarz. Wykrwawiał się niesamowicie szybko. -Jeśli mnie kochasz, pozwól odejść.
-A czy ty mnie kochasz? -spytałam głaszcząc go po policzku.
-Chyba tą kwestię Ci już wyjaśniłem.
-To nie odchodź, bo jeśli ktoś prawdziwie kocha nie odejdzie! Ja nie odeszłam! -zaczęłam mówić głupoty. Nagle zobaczyłam, że ktoś biegnie w naszą stronę. Po chwili mogłam zobaczyć kto to dokładnie jest. Oczywiście była to ta sama dziewczyna, z którą całował się Jace. I niby on był taki uczciwy. Może całowanie się z nią było tylko dla zabawy?
-Co mu się stało? -spytała zatroskana i od razu przystąpiła do zszywania rany.
~Gdybym miała igłę i nić też bym mu zszyła~powiedziałam w myślach. Byłam zazdrosna, że to ona go ratuje, a nie ja. Po chwili przyszedł Alex i jego towarzysze. Wzięli Jonathana i zanieśli pod ognisko, które zapalili kilometr od tragedii.
-Dobrze, że tu przyszłam, bo było by z nim źle. -Ruda popatrzyła się na mnie złośliwie. Przewróciłam tylko oczami.
-Wszystko okej? -Alex przykrył mnie kocem i podał ciepłą herbatę. Spuściłam wzrok.
-Nie bardzo. -odpowiedziałam.
-Zgaduję, że to wszystko moja wina. -szturchnął mnie delikatnie.
-Po części. -oddałam mu i wzięłam łyka napoju. Alex nic już nie odpowiedział. Siedzieliśmy w ciszy. Reszta śpiewała i opowiadała różne historie, a ja udałam się do namiotu, gdzie leżał Jace. Cały czas siedziała przy nim ta lafirynda. Jonathan nadal spał, a ja położyłam się obok i zasnęłam.

*2 dni później*
-Obudził się. -oznajmiła siostra Alexa, wystawiając głowę z namiotu. Razem z Redem poszliśmy do Jonathana.
-Ty głupi cwelu! -uderzyłam go w twarz, ale zaraz potem cmoknęłam delikatnie w usta. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że rana zaczyna się powoli goić.

Jace?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz