-Wybacz panienko. -mruknęłam przez zaciśnięte zęby i ruszyłam by wskoczyć na Dragona. Dziewczyna jednak zatarasowała mi drogę.
-Nigdzie nie idziesz. -zaśmiała się.
-Głupia jesteś. Jonathan jest nieobliczalny. -stwierdziłam i wyciągnęłam mały pistolet.Niebieskooka nadal nie chciała mi się przesunąć i jednym ciosem powaliła mnie na ziemię. Broń mi wypadła.
-Dziewczyny! -syknęła Meg.
-Siadaj na Dragona i jedź do swojego brata. On jest nieobliczalny! -krzyknęłam i popatrzyłam się na ogiera. Meg chciała zaprotestować, ale w końcu pojechała. Drops razem z Redem schowali się za mur, a ja próbowałam powstrzymać Amber przed wbiciem sztyletu w moje gardło. Przecież byłam za młoda i nierozdziewiczona by umierać.
-Jonathan będzie mój... -syczała Amber. Zasadziłam jej kopniaka w brzuch po czym wstałam z ziemi. Wyciągnęłam miecz i ruszyłam na dziewczynę. Po dłuższej chwili to ja przygwoździłam Amber i wystarczył jeden ruch bym ją zabiła.
-Jace nie chciałby żebym Cię zabiła... -powiedziałam, ale nie wiedziałam czy znów nie kłamię. Miałam tylko nadzieje, że nie zrobi czegoś głupiego.
Jace? <ŻYJ!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz