Westchnęłam i podparłam się o kolana. Nawet nie zauważyłam, że Jonathan gdzieś sobie poszedł.
-Jace? -wstałam i zaczęłam się rozglądać, ale bez skutku. -Ktoś widział, że gdzie poszedł? -spytałam.
-Szedł w stronę... o tam. -wskazał Ben.
-Dzięki. -od razu ruszyłam szybkim marszem we wskazaną stronę. Miałam złe przeczucia tym bardziej, że ostatnio w ogóle się między nami nie układało. Zaczęłam chodzić po lesie, ale nigdzie go nie było. Kocura również nigdzie nie widziałam. -Jace? -krzyczałam i nawoływałam, ale bez odpowiedzi. Westchnęłam i udałam się z powrotem do Alexa i reszty. Po policzku spłynęła mi łza. Dlaczego on mi to robi? Przecież tyle razu mu się tłumaczyłam.
-Coś się stało? -spytał Alex i podszedł do mnie.
-Siedź. Nie możesz chodzić. -uśmiechnęłam się. -Nigdzie nie mogę znaleźć Jace'a. -jęknęłam i usiadłam obok chłopaka.
-Wróci. -pocieszał mnie. Intuicja mówiła mi coś innego i gorszego. Czułam się bezsilna.
-Jutro wracam do mojego obozu. -podciągnęłam kolana. Dopiero teraz zauważyłam, że Meg też gdzieś znikła. Przynajmniej będzie ze swoją rodzinką.
-Na pewno chcesz tam wrócić? -spytał przytulając mnie.
-Tak. -odparłam i pożegnałam się z ludźmi. Następnie udałam się do namiotu. Znalazłam tam kopertę. Pospiesznie ją otwarłam. Czytałam i coraz bardziej chciało mi się płakać. Odłożyłam list nie czytając go do końca. Wiedziałam już, że woli pomóc siostrze. Ściągnęłam z siebie koc i wyszłam z namiotu.
-Myślałem, że idziesz spać. -uśmiechnął się Alex.
-Możemy na słówko? -wytarłam resztki łez i razem z rannym udaliśmy się na bok. -Wracam teraz. Muszę go znaleźć.
-To zbyt niebezpieczne. Nigdzie nie idziesz. -protestował. Spojrzałam tylko na niego smutnym wzrokiem. -Idę z Tobą. -dodał po chwili.
-Idę sama. -stanowczo zaznaczyłam i przytuliłam się do niego.
-Po co? On Cię olewa. Ma Cię za nic! -odwzajemnił mój uścisk.
-Możliwe, ale... -zawahałam się. -Muszę. -dodałam i pocałowałam Alexa. O tym przecież nikt się nie dowie. Zaraz po tym zaczęłam biec do swojego obozu. Chłopak stał w miejscu. Chyba tak samo jak ja był oszołomiony zajściem. Wiedziałam, że nie powinnam, ale skoro on odchodzi bez słowa to czy ja nie mogę zrobić czegoś czego nie powinnam?
*Wczesny ranek*
Słońce dopiero wstawało. Mgła unosiła się nad ziemią, a promyki pięknie ją podkreślały. Drzewa były niemalże gołe. Pod głównym budynkiem stała Natalia i jakiś chłopak. Musiał być nowy, ponieważ nigdy go jeszcze nie widziałam. Chciałam ominąć ich, ale Lia mnie zauważyła.
-Hej! -krzyknęła i zaczęli się zbliżać.
-Hej... Wybacz, ale się śpieszę. Jonathan gdzieś się zapodział. -streściłam i biegiem ruszyłam do zagrody. Dragon już na mnie czekał.
-Cześć kochanie... -szepnęłam. Zobaczyłam, że i Drops do mnie przyszedł. Wzięłam go na ręce i przytuliłam się do moich zwierząt. To chyba jest najodpowiedzialniejsze towarzystwo dla mnie.
Wsiadłam na konia razem z kocurem. Ruszyłam dzikim galopem, prawie cwałem. Pierwsze co postanowiłam odwiedzić stary dom, gdzie pierwszy raz spotkałam Meg. Dragon dzielnie biegł, a Drops mruczał na moich rękach. Po godzinie dosyć spokojnej jazdy dotarłam na miejsce. Zobaczyłam, że w oddali idą dwie postaci. Niestety nie był to Jonathan ani Meg. Westchnęłam i poklepałam ogiera. Nie miałam pojęcia gdzie się teraz udać. Zsiadłam z konia i udałam się do domku poszukać jakiś po szlaków, może coś zostawili. Jeżeli oczywiście tutaj nocowali. Zauważyłam, że lampa naftowa jest wypalona, ale szkło jeszcze ciepłe. Po chwili Drops przyniósł mi mapkę, na której było zaznaczone czerwonym mazakiem jakieś miasto. Nie mogłam przeczytać nazwy, ale wiedziałam jak posługiwać się kompasem i mapą. Od razu wybiegłam z budynku i ruszyłam na przód.
Jace?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz