czwartek, 26 maja 2016

Od Lii cd Tae

Jak się czułam? Jak śmieć...
-Eh...rób co chcesz...Nie będę cię przecież trzymać na siłę-odparłam z cichym westchnięciem. Położyłam latarkę na półkę i poszłam sama po drut. Wyszłam z piwnicy i zostawiłam otwarte drzwi i latarkę jakby Tae chciał wyjść. Szybko zrobiłam pułapki na węże i ptactwo drapieżne. Co ja sobie kurwa wyobrażałam?
-Sill pilnuj by nikt nie wszedł- powiedziałam i wskazałam na drzwi frontowe. Wilk sapnął w odpowiedzi i poprawił swoją pozycje na kanapie. Wzięłam pułapki do torby i wyszłam. Skierowałam się na tyły domu gdzie w przybudówce stał Corrido. Podeszłam do konia a ten parsknął i otarł się pyskiem o moje ramie.
-Też się stęskniłam kochany- szepnęłam całując wiernego wierzchowca w chrapy (XD wyszło mi WWW). Szybko osiodłałam Corra i wsiadłam na niego. Corr żwawym kłusem ruszył w las. Chciała bym puścić go pełnym galopem ale bym nie wyrobiła z bólu...Obserwując otoczenie szukałam miejsca na pułapki. Z tymi na węże było dość łatwo...na ptactwo drapieżne już gorzej... Na łące rozłożyłam kilka klatek i powiesiłam sieć między drzewami. Odjechałam na jakieś półgodziny by coś się złapało w sieć...
-Corr... co powiesz na taki układ...Ja usiądę przy klifie a ty sie wybiegasz?-spytałam klepiąc go po szyji. Koń parsknął niezadowolony. Po ostatnim moim wybryku woli mnie nie zostawiać...no tak...
Zaczęłam nucić cicho pod nosem dobrze znaną piosenkę,wyrytą w pamięci jak swoje własne imię. Ona ciągle mi towarzyszyła. łzy zapiekły w powieki więc je zamknęłam. Żadnych łez...Już nigdy więcej.
-Easy come, easy go
That's just how you live, oh
Take, take, take it all
But you never give,
Should have known
you was trouble from the first kiss
Had your eyes wide open,
Why were they open?- zanuciłam pierwszą zwrotkę. Corr przystaną i zastrzygł uszami. Sięgnęłam po sztylety i rozejrzałam się
-No...no...no...Cóż się stało takiego że śpiewasz a nie czuwasz?- spytał drwiący głos za mną
-Chrzań się kurwa- prychnęłam i zacisnęłam zęby. Miałam dość wszystkiego a tu kolejny gość co mnie nie lubi z czasów przed upadku ludzkości.
-Sorry mała chrzanu nie mam -zakpił
-Mała to jest twoja pała-odgryzłam się. Ten tylko rzucił wianuszek przekleństw i podszedł do mnie
-W co ty grasz kurwa? Za kogo się uważasz?-spytał
-Gram w grę co zwie się życie...i nie uważam się za kogoś szczególnego-wzruszyłam ramionami i jednym ruchem wbiłam my sztylet w oko aż do mózgu. Błąd że podszedł...
-Corr idziemy nad jezioro- uśmiechnęłam się blado wyszarpując sztylet z trupa. Dojechaliśmy dość szybko nad jezioro...Powygłupiałam się z Correm póki nie wyładował energii. Cała mokra usiadłam na brzegu.
-I co ja bym bez ciebie zrobiła Amico mio?-spytałam patrząc na ogiera.

Tae?

Od Tae cd Lii

P i w n i c a.
To był duży problem.
Problem, o którym nikt więcej nie musiał wiedzieć.
- Jasne.
Może podświadomość od samego początku kazała mi omijać tamto miejsce szerokim łukiem i dlatego nie zwróciłem na nie najmniejszej uwagi. Oddałbym wiele, abym nadal mógł żyć w słodkiej nieświadomości jego istnienia. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy w całym domu nie było prądu (co chyba było oczywiste), a ja zapomniałem wziąć latarki.
Natalia już dawno poszła, choć nie do końca wiedziałem, kiedy i w jaką stronę. Czy to była jakaś gra?
~Podstęp.~
Zdecydowanym ruchem pociągnąłem za zimną klamkę, powoli stąpając na schody prowadzące niżej. Wdech, kolejny krok, wydech. Wdech, schodek w dół, trzaśnięcie drzwiami, brak wydechu.
~Podstęp.~
Wystarczył ułamek sekundy, abym ponownie znalazł się przy drzwiach. Otwartą dłonią uderzyłem w nie kilkakrotnie, nawołując Lię, jednakże nie otrzymałem żadnego odzewu. Czy wszystkie zamki od piwnicy muszą być zepsute? To nie żaden pieprzony horror, więc dlaczego tak to wyglądało?
~P o d s t ę p.~
Nie, nie, nie tak. Przecież po coś tu przyszedłem.
Nieco bardziej podminowany zszedłem na sam dół, po omacku szukając na ścianie jakiejś półki. Gdzie jest ten cholerny drut? Przecież tam nic nie było, a jedyne, co znalazłem, to skrzynka z narzędziami o którą się potknąłem.
- Zrobiła to specjalnie - warknąłem pod nosem, na siedząco rozmasowując obolałe kolano.
Oparłem się plecami o ścianę i rozejrzałem po pomieszczeniu. Nic nie widziałem, ale czułem wszystko.
Ten sam zapach benzyny, co wtedy. Cisza, którą za chwilę miał przerwać jakiś przerażający dźwięk.
Podkuliłem nogi obejmując je ramionami i chowając pomiędzy nimi głowę.
Strach też mnie odwiedził, jako obowiązkowy, choć nieproszony gość. Czy może po prostu nie opuszczał mnie na krok, atakując w momencie, w którym nie mogłem się obronić. Mimowolnie po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, aby zaraz potem mogła przerodzić się w histeryczny płacz, przeplatany urwanymi krzykami.
Zaraz się dowie. O wszystkim.

~Odejdź, proszę.
Słyszał wszystko.
Raz. „Och, jesteś tak obrzydliwie żałosna, ale nie jest mi cię szkoda.”
Dwa. „To ostrze wygląda tak pięknie na twojej szyi, a twoje przerażone oczy cudownie się błyszczą, kiedy przez łzy próbujesz coś zauważyć. Gdzie on jest?”
Trzy. „Nie chcesz grać? Przykro mi, przegrałaś.”
Wydawało mu się, że był w stanie usłyszeć nawet krew, która nieprzerwanie płynie i roztrzaskuje się o podłogę.
Puk, puk.
„Ty też ze mną zagraj.”
~
- Taeyong? Tae, idioto, gdzie jesteś?
Drzwi gwałtownie się otworzyły, a ciężkie powietrze zostało przecięte przez ostre światło latarki. Natalia upewniła się, że tym razem się nie zatrzasną, a zaraz po tym zeszła w dół, gdzie dobrą chwilę zajęło jej odnalezienie mnie.
Przypomniało mi się jak na początku powiedziała mi, że jestem inny, wyjątkowy.
„Jestem chory, nie wyjątkowy”- pomyślałem z bólem.
Byłem taki przerażony.
-Co się dzieje?
Zakrywałem uszy dłońmi i z całej siły zaciskałem oczy, jakbym nie chciał dopuścić do siebie rzeczywistości.
Natalia chciała do mnie podejść i zetrzeć te wszystkie brudy z mojej twarzy, chciała abym znów stał się czysty i niedotknięty przez to, co mnie spotkało.
Ale ona nic nie wiedziała.
- Idź sobie.
Lia zamrugała kilkakrotnie, orientując się, że od jakiegoś czasu przeszywałem ją swoim obłąkanym spojrzeniem.
- Nie chcę.
Z lekkim wahaniem stawiła pierwszy krok w moją stronę. Byłem jak skrzywdzone zwierzę, które stroni od kontaktu z kimkolwiek, nie chcąc ponownie cierpieć. Momentalnie przesunąłem się do tyłu, ale ta nie odpuszczała i pewniej się do mnie zbliżyła.
- Powiedziałem, że masz iść - powtórzyłem, zaciskając zęby.
Jednak ona mnie nie słuchała. Dopiero z odległości kilku centymetrów była w stanie zauważyć, jak wiele cierpienia kryje się w moich przekrwionych od płaczu oczach. Rozchyliła delikatnie wargi, z których mimowolnie uleciało westchnięcie, co wywołało u mnie śmiech.
- Czemu nadal tu jesteś? - Złapałem ją za nadgarstek i boleśnie oplotłem wokół niego swoje palce. Natalia jęknęła, czując wbijające się w skórę paznokcie. - Po co to wszystko? Aż tak bardzo chciałaś mnie upokorzyć?
~Uciekaj. Od niej. Od przeszłości. Od cierpienia. Od życia.~
-Co robisz? Przecież jesteś bezpieczny, wszystko jest w porządku...
~Kłamiesz.~
- Nic o mnie nie wiesz - syknąłem i puściłem dłoń dziewczyny. - Nikt nie wie. Nikt nie zna tej cholernej prawdy. Ja też nie chcę jej znać. Nie chcę. - Ton mojego głosu zmienił się na błagalny, a do oczu znów napłynęły mi łzy. - Proszę, zrób coś. Uwolnij mnie od tego.
- Spójrz na mnie - zażądała, ale całkowicie ją zignorowałem, pogrążając się w jeszcze większym bólu. - Uspokój się.
~Błąd.~
Pomieszczenie wypełnił drażniący dla uszu śmiech. Przeczesałem palcami włosy, kręcąc głową z niespodziewanym dla Lii rozbawieniem. To wszystko działo się tak szybko, że powoli nie nadążała za nagłymi zmianami, jakie zachodziły w moim zachowaniu. Nadal nie była również pewna, jak powinna się zachować, więc pozostała w takiej samej pozycji, jak chwilę temu.
- Czego ode mnie oczekujesz? - rzuciłem w pewnym momencie i podniosłem się lekko, klękając na kolanach. - Albo inaczej. Czego oczekujesz od samej siebie? Liczysz na to, że będziesz dla mnie kimś wyjątkowym? Kimś, kto w cudowny sposób mnie z tego wyciągnie?
Lia przełknęła głośno ślinę.
- Tak właśnie myślę.
Zmrużyłem podejrzliwie oczy i zbliżyłem się do niej na minimalną odległość, otulając jej policzki swoim ciepłym oddechem. Natalia aż się wzdrygnęła, kiedy miała tak dokładny wgląd na moją twarz.
- Chyba muszę cię zawieść - stwierdziłem po chwili namysłu. Przez tą długą chwilę nie mrugnąłem ani razu, bezustannie krępując ją swoim spojrzeniem. - To dobre uczucie, kiedy po przebudzeniu się z okropnego koszmaru człowiek widzi, że był to tylko sen, prawda?
Lia nie rozumiała, ale pokiwała głową, potwierdzając tym samym moje słowa. Widząc taką reakcję, gwałtownie przesunąłem dłonią po ramieniu dziewczyny, na koniec niespodziewanie wbijając paznokcie w materiał jej czarnej koszulki.
Natalia syknęła bardziej z zaskoczenia, niż bólu.
- Nie łudź się, że będzie dobrze. To tak działa tylko w filmach. - Delikatnie odchyliłem się do tyłu, nadal badając ją wzrokiem. - To ciężkie obudzić się z koszmaru, jeśli nawet nie zdążyło się zasnąć.
Ponownie po moich policzkach spłynęło kilka łez, a całe ciało osunęło się po ścianie na podłogę. Drżałem lekko, starając się opanować te wszystkie negatywne emocje.
~Uwierz.
Ja wierzę
.~
- Czy mógłbyś... - zaczęła i musnęła opuszkami palców moją dłoń, jednak szybko jej przerwałem, wyszarpując rękę spod palącego dotyku.
- Nie zrozumiesz, a ja nie wytłumaczę. Kiedy wreszcie to pojmiesz? - zapytałem na tyle spokojnie, na ile potrafiłem, choć nadal targały mną spazmy płaczu. - Wiesz, co nas różni? To, że twój zły sen kończy się w momencie, kiedy otwierasz rano oczy i czujesz u l g ę. - Lia chciała coś powiedzieć, jednak uciszyłem ją gestem dłoni. - Próbowałaś kiedyś uciec od wspomnień? - Zaśmiałem się gorzko, znów chowając głowę pomiędzy swoimi ramionami. Kolejna fala rozpaczy zalała mój umysł i ciało. - Widzisz, ja aż za często... - dodałem cicho i ukryłem twarz w dłoniach, dając całkowity upust emocjom.
Wiedziałem, że to koniec.
Po raz kolejny w swoim życiu upadłem, pokazując całemu światu to, jaki jestem słaby.


<Natalia? A się rozpisałam :'D>

Od Lii cd Tae

-Teraz panie Coca cola trzeba zrobić te pułapki- odparłam nie wiedząc czy mam się bać czy nie...Takie...zmienianie włosów jest ździebko niepokojące. Zawołałam mojego wilka i ruszyłam w stronę swojego domu...W sumie nie do końca był to dom. Raczej moja i taty tajna kryjówka jak mama dostawała fizia z jakiegoś powodu. Były tam niewielkie 3 pokoje (tak brata też zabieraliśmy do tej bazy XD),kuchnia,coś na styl łazienki i niewielka piwniczka zwana przez tatę bunkrem...bo w sumie nasza baza była zbudowana na bunkrze. Setki korytarzy i ble ble ble...
-Gdzie idziemy?-spytał
-Tym razem do mnie. -wzruszyłam ramionami
-Hmmm...Aha. A daleko jeszcze?-spytał ponownie.
-Nie zachowuj się jak 3 letnie dziecko- przewróciłam oczami
-Daleko jeszcze?-zaśmiał się
-Tak! Od chuja daleko!- warknęłam zirytowana.
-Oj...a czyjego?-spytał rozbawiony moja reakcją
-Are you fucking kidding me?-spytałam zatrzymując się
-Możliwe XD- odparł
-Eh...nie było tematu...-mruknęłam.
Resztę drogi przebyliśmy w ciszy naszych kroków. Na ostatnich 100 metrach Sillen zawył radośnie i pobiegł pod domek...Uwielbiał tu przebywać i z resztą ja też...To było jedynie miejsce gdzie czułam się naprawdę bezpieczna. Doszliśmy( bez skojarzeń XD) do domku i otworzyłam drzwi. Sillen wlazł pierwszy i uwalił się na kanapie z zadowoleniem. Rzeczy położyłam na stole i spojrzałam na chłopaka.
-Możesz przynieść z piwnicy nieco drutu? Korytarzem prosto,na rozwidleniu w prawo potem w lewo i trzecie drzwi po lewej- powiedziałam i dodałam- Lepiej zaznaczaj jakos drogę

Tae? XD

Od Tae cd Lii

Spojrzałem na nią z lekkim poirytowaniem, ale widząc jej radość uśmiechnąłem się pod nosem. Byłem prawie cały mokry, ale nieszczególnie mi to przeszkadzało.
Otrzepałem się jak zwierzę, celowo ochlapując Natalię.
-Ej!- fuknęła na mnie.
-Karma.- wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
Dziewczyna nagle spojrzała na mnie zdziwiona.
-Co?
-Twoje włosy...
Chwyciłem kosmyk włosów z grzywki i zauważyłem, że zrobiły się czarne. Zaskoczyło mnie to, bo zazwyczaj robiły się brązowe.
-Och... Było tak już wcześniej, nie zauważyłaś? Wtedy w ruinach...
-Prawdopodobnie byłam zajęta walką.- stwierdziła.- Jesteś jak kameleon?
-Nieszczególnie... Często sam to zmieniam, ale czasem to jest mimowolne. Nie umiem wyjaśnić, od czego to zależy.- mruknąłem.- To co teraz robimy?


<Lia?>

Od Lii cd Tae

Weszłam w poboczną uliczkę i zeszłam z deptaku którym prowadził nas Tae...No że nie patrzeć na znaki to ja rozumiem ale same kamienice powinny go naprowadzić... Ciągle śmiejąc się pod nosem poszłam w dzielnice handlowe. W sumie to były raczej niewielkie slumsy ale cóż... Przystanęłam na niewielkim placyku i przystanęłam. Wokół było kilkadziesiąt sklepów.
-Sill czuwaj. My się rozejrzymy- powiedziałam  i ruszyłam do jednego ze sklepów. Mając sztylet w dłoni w razie czego ostrożnie pchnęłam drzwi które przy dźwięku dzwonka ukazały wnętrze sklepu. Pozorna cisza tylko wzmocniła moje poczucie zagrożenia. Zaczęłam cicho stąpać między półkami szukając tego po co przyszłam...Czyli po siatkę o małych oczkach...(XD nie...ona nie będzie na nikogo patrzeć...) Na półkach nic nie było więc z sykiem bólu przeskoczyłam nad ladą i weszłam na zaplecze. Zobaczyłam automat z napojami...Uśmiechnęłam się ciut wrednie i kupiłam dwie puszki coli. Jedną wstrząsnęłam kilka razy i włożyłam do kieszeni a drugą otworzyłam i upiłam kilka łyków. Obejrzałam półki i znalazłam siatkę. Miałam nadzieję że Tae znalazł liny i deski...Chyba że znów się zgubił...Wyszłam ze sklepu i zobaczyłam Tae co stał z liną na ramieniu i deskami niewielkich rozmiarów w dłoni
-Długo ci to zajęło- powiedział
-Nie marudź tylko łap- mruknęłam rzucając mu wstrząśniętą puszkę coli.
-Hmm...wybaczam ci spóźnienie -odparł i z uśmiechem otworzył puszkę a jakieś 3/4 zawartości nagle wylało mu się na włosy,twarz i ubrania. Spojrzałam się na niego i zaczęłam się prawie turlać ze śmiechu.
-Ta...teraz mi raczej nie wybaczysz- zaśmiałam się

Tae??

Od Tae Cd Roxanne

-Wybacz, że sprawiłem ci kłopot...- mruknąłem.- I jeszcze raz dziękuję...
Roxanne zmierzyła mnie wzrokiem i prychnęła coś pod nosem. Popatrzyłem na zwłoki mężczyzny.
-Kto to jest?- spytała.
-Nikt ważny...
-Skoro cię szukał, to widocznie się znacie...
Zacisnąłem lekko zęby i popatrzyłem na swoje prawe przedramię owinięte poszarzałym bandażem.
~ Słyszał krzyk. A za nim kolejny i jeszcze następny.
Przeplatający się między nimi psychodeliczny śmiech raz po raz odbijał się w jego głowie, powoli doprowadzając do szaleństwa.
Był ukryty. Pozornie bezpieczny.
Uwięziony.
~
Moje oczy, w których wcześniej można było odczytać wszystkie emocje, na powrót stały się bez wyrazu.
-To coś związanego z nim?- spytała dziewczyna patrząc na moją rękę.
-Nieważne... Może kiedy indziej o tym opowiem. Chodźmy dalej.- rzuciłem dając jej do zrozumienia, że nie mam ochoty ciągnąć tego tematu.


<Roxanne?>

Od Tae cd Lii

-W takim razie się pospieszmy.- powiedziałem ochoczo.
Ucieszyła mnie perspektywa znalezienia zwierzęcego towarzysza. Szedłem szybkim krokiem, a Natalia wlekła się kawałek za mną. Przeszliśmy już chyba pół miasta, gdy w końcu zatrzymałem się na środku ulicy.
-Co?- Lia spojrzała na mnie podejrzliwie.
-Uh... Tak właściwie, to gdzie tu są sklepy?- spytałem uświadamiając sobie, że trochę się pogubiłem.
-Idiota...- dziewczyna przewróciła oczami uśmiechając się lekko.- Chodź za mną, zamiast biec przodem.


<Lia? Znowu mi wena nawiała ;_;>