Poszliśmy nad rzekę, gdzie spędziliśmy cały dzień. Rozmawialiśmy i żartowaliśmy przez cały czas. Z tygodnia na tydzień dziewczyna stawała mi się coraz bliższa, a ja mówiłem jej o sprawach, które trzymałem tylko dla siebie. Zaczynało mi coraz bardziej zależeć, więc musiałem zacząć z tym walczyć. Nie mogłem pozwolić, aby przeze mnie cierpiała lub co gorsza, zginęła podobnie jak siostra i Ann. Umówiłem się z nią następnego dnia nad rzeką, ale na spotkanie nie dotarłem. W nocy spakowałem rzeczy i uciekłem. Bez słowa wyjaśnienia. Nie byłbym w stanie powiedzieć jej prosto w oczy, że muszę odejść, ponieważ zaczynało mi na niej zależeć. Odeszłem, zostawiając ją z myślą, że zobaczymy się rano nad rzeką. Jak tchórz.
***** kilka miesięcy później *****
-Wypuść mnie, a przyniosę ci wszystko czego chcesz - rozległ się ponowny szloch spod ściany.
Siedziałem rozwalony na fotelu bawiąc się sztyletem. Spojrzałem w stronę głosu. Od ścianą siedziała młoda blond włosa dziewczyna. Ręce miała związane nad głową, a po policzkach płynęły strumienie łez. Podeszłem do niej i przyklęknąłem tak, aby spojrzeć jej w oczy. Ona nie widziała moich ukrytych w cieniu kaptura.
-Słońce, ja nic od ciebie nie chce.
Spojrzała na mnie, nie rozumiejąc
-To dlaczego mnie tu trzymasz?
-Nie rozumiesz? Przez twojego brata. Mam z nim pewne rachunki do wyrównania, a on się przede mną chowa. Bardzo nie ładnie. A mi się znudziła zabawa w kotka i myszkę, więc postanowiłem zrobić zasadzkę. Kilku jego ludzi z "małą" pomocą powiedziało, że tylko ty się dla niego liczysz. Niestety musiałem ich po zabijać, bo już nie nadawał się do niczego. Teraz rozumiesz, skarbie? Jesteś tylko przynętą.
-Więc to ty jesteś Corvus. Człowiek, którego szuka.
-Bingo.
Usłyszałem hałas, informujący, że przybył mój ostatni cel. Po chwili do pomieszczenia, znajdującego się na piętrze opuszczonego budynku wszedł łysy mężczyzna około czterdziestki. W rękach trzymał karabin. Postawiłem szybko dziewczynę na nogi i przyłożyłem jej sztylet do szyi.
-Nareszcie Greg. Już myślałem, że nie obchodzi cię los siostry.
-Corvus, tak myślałem, że to ty. Kruk przyleciał do kata, co? Kiedyś propnowałem, ci współpracę, ale ty odmówiłeś. Ja nie przyjmuję odmowy, dlatego musiała być kara. Szkoda, bo ładne były...
Krew zagotowała mi się w żyłach. Przycisnąłem sztylet mocniej do szyi dziewczyny, aż popłynęła kropla krwi po jej bladej cerze.
-Wykop karabin pod ścianę, to ją puszczę, ale każda minuta zwłoki kosztuje kolejną kroplę-wysyczałem.
Wykonał moje polecenie, a ja doskoczyłem do niego powalające go na ziemię.
-Wiesz co będzie teraz? Nie bez przyczyny nazwałeś mnie Corvus-odwróciłem głowę do przerażonej dziewczyn. - Lepiej nie patrz.
Powoli przejechałem sztyletem po brzuch gościa, otwierając głęboką ranę, przez którą było widać wnętrzności, a na koniec wbiłem mu ostrze w gardło. Krzyki ofiary ucichły, lecz nadal było słychać płacz dziewczyny. Ustałem patrząc na moje "dzieło" pustym wzrokiem. Zabójca mojej siostry i dziewczyny zginął. Wyznaczył wcześniej sporą nagrodę za moją głowę.
-Jesteś potworem-doszedł mnie cichy głos pełen cierpienia.
Odwróciłem głowę w jego kierunku. Dziewczyna patrzyła na mnie z bólem i złością.
-Nigdy nie powiedziałem, że nim nie jestem-odwróciłem do wejścia, gdzie było słychać hałasy. Pewnie ludzie Łysego.
Wyskoczyłem przez okno.
**********
Wróciłem do swojej kryjówki. Pochyliłem się nad miską z wodą, aby zmyć z siebie krew. Spojrzałem na swoje odbicie. Włosy miałem do ramion, a na twarzy widoczny zarost. Od czasu mojej ucieczki połowałem na drania, który zabił dwie ważne dla mnie osoby, abym mógł żyć w spokoju. Dziś skończyła się moja misja.
-Silver naprawdę myślisz, że cię nie słyszę? Tobie może doruwnać tylko stado słoni jeśli chodzi o twój chód.
Za mną stał chłopak, o srebrnych włosach. Mike, jedyny przyjaciel i pomocnik w zbrodniach w ostatnich latach.
-Wiesz co Alexy....
-Nie nazywaj mnie tak-przerwałem mu.- Alexy zginął, gdy pierwszy raz zabiłem.
-No dobra, dobra. Corvus, stary, powiem ci, że byłeś dla niego niesamowicie delikatny. Porównując do "przekonywania" jego ludzi aby ci powiedzieli co chciałeś, to było nic. I co dalej zamierzasz?
-Nie wiem.
-Wrócisz tam, czy dalej będziesz się "tylko przyglądał z daleka"?
Po odejściu, często wracałem niezuważony, aby poobserwować co dzieje się w Obozie Ocalałych. Brakowało mi szczególnie jednej osoby, której poświęcałem najwięcej czasu. Teraz po wszystkim bałem się wrócić. Znowu tchórzem. Jak miałem spojrzeć jej w oczy, po tym jak odszedłem bez słowa i co wyrabiałem przez te kilka miesięcy. Bałem się, że mi nie wybaczy. Jednak postanowiłem spróbować. W końcu nie mam nic do stracenia.
Dotarłem na miejsce obozu i zacząłem szukać Natalii. Znalazłem ją nad rzeką, gdzie łowiła ryby z pomocą łuku. Siedziałem na drzewie obserwując ją. "Jeśli się odezwiesz,nie będzie odwrotu. Do tego na pewno dostaniesz po pysku."
-Kannibalka przeżuciła się ryby?-odzywając się i nawiązując do naszych pierwszych rozmów.
Dziewczyna odwróciła się jak rażona prądem. "Oj jak nic dostaniesz po pysku". Ściągnąłem kaptur i zeskoczyłem z drzewa. Spojrzałem na dziewczynę.
-Cześć Lia.
<Natalia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz