Wpadłam do najbliższego pokoju, słysząc za sobą kroki. Byli tuż za mną, a
ja nie miałam gdzie uciec. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Okno!
Podeszłam szybko i stanęłam na parapecie. Szykowałam się do skoku, gdy
oni wywarzyli drzwi. Posłałam im złośliwy uśmiech, zasalutowałam i
rzuciłam się do tyłu. Jęknęłam gośno, leżąc rozwalona na workach ze
śmieciami.
-A ty co? Myślałaś, że wylądujesz jak na poduszce?-rozległ się rozbawiony głos.
-Przelecisz mnie, czy tylko będziesz się naśmiewał -powiedziałam podnosząc się.
-Pierwsza propozycja kusząca, ale wybieram pierwszą-powiedział Silver.-Poza tym, nie ruszam byłych dziewczyn moich kumpli.
-Czyli obecne... Uuuuuuuuu powiem o tym James'owi. Niech uważa na Ninę,
bo po tej twojej deklaracji. Ale na pewno nie przyszedłeś, bo się
stęskniłeś. Co jest?
-Może lepiej jak sama zobaczysz...
Spojrzałam na niego, lecz milczałam. Szliśmy w kierunku budynku, w
którym się ukrywalimy. Mieszkaliśmy tam w cztery osoby. Ja, Mike, James i
Nina. To był stały skład, jednak przewinęło się tu dziesiątki osób.
Najczęściej pomagaliśmy rannym po zakończeniu wojny. Niedługo nasze
drogi miały się rozejść. James i Nina zakładali rodzinę, Silver też
wpadł na jakiś "genialny " pomysł... Tylko ja nie wiedziałam co dalej.
W drzwiach czekał już na nas James.
-I jak tam nasz pacjent?-zaśmiał się Silver.
-Nina jeszcze go nie udusiła, jeśli o to pytasz. Avis, jeszcze cała, czy czekasz w kolejce?
-Jestem cała. O kim mowa, że wątpicie w wytrzymałość psychiczną
Niny?-zapytałam, ale gdy usłyszałam znajomy krzyk, wszystko stało się
jasne.-Alexy nas nawiedził?
-Nawiedził to dobrze powiedziane. Dwie kulki, złamany nos i żebro oraz na osłodę obitą lewą nogę.
-Dopiszesz jeszcze napuchnięty policzek, złamaną szczękę i ból
sam-wiesz-czego, jak z nim skończę-powiedziałam, a chłopaki popatrzyli
po sobie z rozbawieniem.- Co ta ciota odstawiła?
-Marcus dowiedział się, że to Corvus sprzątnął Grega, a tamten coś mu
zwinął i myślał, że Alex to przejął. A ten idiota poszedł to wyjaśnić. A
to efekt wyjaśnień-powiedział James wchodząc do pokoju.
Podeszłam do Alexy'ego i wymierzyłam mu siarczysty policzek.
-Ciesz się że siedzisz. Miałeś odzywać się, a ostatni raz kontaktkwałeś się ze mną rok temu cioto.
-Też się cieszę, że cię widzę Amy.
-Znowu zwiałeś? -zapytał Silver.
-Nie powiedziałem, że muszę wyjaśnić sprawę z debilem z urojeniami.
-Nina, ile to cielę będzie tu siedzieć?-zapytałam, a za mnie odezwało się "Ja to słyszę!".
-Jego to trzeba pilnować do samego zagojenia ran, bo sobie krzywdę zrobi.
-Ja zabieram się i wracam do obozu.
-Nie ma mowy. Ostatnio jak cię puściłam jeszcze szybciej wróciłeś, bo zachciało ci się z Ann...
-Ale tak było kiedyś, a teraz jest... teraz. Muszę wracać.
Dyskutował jeszcze przez chwilę z Niną, aż w końcu dała spokój. Obóz
ocalonych... To mogłabyć moja szansa. Nina skończyła go opatrywać, a on
miał już wychodzić, podeszłam do niego.
-Mówiłeś o tym obozie. Czy mogłabym pójść z tobą? Ekipa się sypie, a ja nie mam gdzie się podziać .
-Jasne, jak chcesz to chodź.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Ale nie myśl, że ci wybaczyłam to, że się nie odzywałeś.
Wzięłam swoje rzeczy i ruszyliśmy. Alexy gdyby nie nastawiony nos i
krzywienie się przy każdym oddechu był by w nienaruszonym stanie. Plus
moja odciśnięta dłoń na prawym policzku. Szliśmy rozmawiając o
wydarzeniach z tego roku i dogryzając sobie. Opowiedział mi trochę o
obozie i dziewczynie imieniem Natalia. Ja opowiedziałam mu trochę o
moich dziwnych przygodach i paru "ciekawych" osobistościach. W końcu
dotarliśmy do obozu.
<Natalia? Jak widzisz jeszcze go nie zabiłam >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz