-Tak w ogóle mam na imię Columbiana .-Powiedziałam do dziewczyny która
odziwo nadążała za Etanem. Motran owinął się w okół mojej tali i patrzył
przed siebie nagle złapał jakiegoś ptaka w locie. Co? Przecież on
takiego czegoś nie umie.
-Zaskakujesz mnie nie raz.-Powiedziałam do węża.
-Co?-Zapytała Patrycja.
-Nie ważne,musimy uciekać.-Powiedziałam do Patrycji.
-Co to jest?-Zapytała.
-Gdybym sama to wiedziała to...coś dawno by się jeż
wykrwawiło.-Odpowiedziałam na jej pytanie.Pogoniłam bardziej Etana by
dziwne stworzenie nie dogoniło nas.
-Zaczekaj! -Krzyknęła do mnie Patrycja zatrzymałam konia i spojrzałam za Patrycję to coś już tu było.
-Uciekaj! -Krzyknęłam do niej i pogoniłam konia.
Patrycja?
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
czwartek, 9 kwietnia 2015
Od Patrycji do Columbiany
-Patrycja...-powiedziałam niepewnie, zbliżając się do dziewczyny.
-Nie podchodź bliżej!-krzyknęła.
-Spokojnie nic ci nie zrobię...-odparłam łagodnym głosem i rzuciłam broń na ziemię.
Dziewczyna podeszła do mnie bliżej, wraz z jej wężem i koniem, który był zaciekawiony moją osobą (albo moją klaczą ;p). Nastała chwila ciszy, która nie była zbyt krótka.
-Co to było!?-odparłam, gdyż usłyszałam jakiś krzyk.
-To co mnie goniło-odpowiedziała, wsiadając na konia.
Po chwili obie galopowaliśmy przed siebie, a za nami biegła moja psinka, która chwilami wyglądała jakby chciała powiedzieć-a gdzie my w ogóle jedziemy?, lecz nie znałam odpowiedzi i galopowałam za nieznajomą dziewczyną...
Columbiana?
-Nie podchodź bliżej!-krzyknęła.
-Spokojnie nic ci nie zrobię...-odparłam łagodnym głosem i rzuciłam broń na ziemię.
Dziewczyna podeszła do mnie bliżej, wraz z jej wężem i koniem, który był zaciekawiony moją osobą (albo moją klaczą ;p). Nastała chwila ciszy, która nie była zbyt krótka.
-Co to było!?-odparłam, gdyż usłyszałam jakiś krzyk.
-To co mnie goniło-odpowiedziała, wsiadając na konia.
Po chwili obie galopowaliśmy przed siebie, a za nami biegła moja psinka, która chwilami wyglądała jakby chciała powiedzieć-a gdzie my w ogóle jedziemy?, lecz nie znałam odpowiedzi i galopowałam za nieznajomą dziewczyną...
Columbiana?
wtorek, 7 kwietnia 2015
Od Kingi CD Jace'a
Pocałunek był długi i namiętny... Coś było w nim innego... Poczułam ciepło w środku, a po ciele przeszedł mi przyjemny dreszczyk. Złapałam go za szyję i pocałowałam mocniej. Moje usta były spragnione jego, a ciało chciało więcej. Cały ból ustąpił. To było coś wyjątkowego i nie chciałbym tego znowu spieprzyć.
-Przepraszam... -szepnęłam podczas nabierania powietrza. Byłam na niego... prosto mówiąc napalona. Nie odpowiedział nic, a wziął mnie na ręcę i zaczął nieść pod domek, a gdy już doszliśmy odłożył mnie na ziemię. Przestaliśmy się całować, a on usiadł naprzeciwko. Mogłam widzieć go. Był spokojny i się nie wściekał. Usiadłam mu na kolanach i założyłam ręce na szyi. Patrzyłam mu w oczy. Ten złapał mnie za brzuch. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, aż nagle przyleciał mój kot.
-Drops! -pogłaskałam malca, a ten miauknął. Jonatan spojrzał na niego pytająco.
-To ten co mi spadł na ręce? -spytał. Słychać było, że uczucia dalej nim targają, ale jest już mniej.. wściekły.
-Tak... -przytaknęłam i wzięłam małego tygrysa na ręce.
-Obiecaj mi, że nigdy już nie zrobisz mi czegoś takiego! -rozkazał łamanym głosem.
-Obiecuję... -pocałowałam go lekko w usta. -Obiecuję... -powtórzyłam raz jeszcze.
-Jak ręka? -spytał zatroskany i złapał mnie delikatnie za dłoń.
-Żyje... -jęknęłam, ale nie z bólu. Ja na prawdę chciałam odejść. -Muszę z Ci coś.. wyjaśnić.
-Słucham? -spytał lekko podejrzliwie.
-No bo... Alex zaprosił mnie do jego obozu, a ja obiecałam, że do niego przyjdę. Muszę mu podziękować.-uśmiechnęłam się niemrawo.
-Masz za co? -spytał.
-Bardzo go polubiłam! Jest na prawdę fajny!-mruknęłam. -Chodź ze mną... -przypomniał mi się obraz Jonatana całującego się z tą lafiryndą.
Jonatan?
<dziękuję za wybaczenie :3 !!>
-Przepraszam... -szepnęłam podczas nabierania powietrza. Byłam na niego... prosto mówiąc napalona. Nie odpowiedział nic, a wziął mnie na ręcę i zaczął nieść pod domek, a gdy już doszliśmy odłożył mnie na ziemię. Przestaliśmy się całować, a on usiadł naprzeciwko. Mogłam widzieć go. Był spokojny i się nie wściekał. Usiadłam mu na kolanach i założyłam ręce na szyi. Patrzyłam mu w oczy. Ten złapał mnie za brzuch. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę, aż nagle przyleciał mój kot.
-Drops! -pogłaskałam malca, a ten miauknął. Jonatan spojrzał na niego pytająco.
-To ten co mi spadł na ręce? -spytał. Słychać było, że uczucia dalej nim targają, ale jest już mniej.. wściekły.
-Tak... -przytaknęłam i wzięłam małego tygrysa na ręce.
-Obiecaj mi, że nigdy już nie zrobisz mi czegoś takiego! -rozkazał łamanym głosem.
-Obiecuję... -pocałowałam go lekko w usta. -Obiecuję... -powtórzyłam raz jeszcze.
-Jak ręka? -spytał zatroskany i złapał mnie delikatnie za dłoń.
-Żyje... -jęknęłam, ale nie z bólu. Ja na prawdę chciałam odejść. -Muszę z Ci coś.. wyjaśnić.
-Słucham? -spytał lekko podejrzliwie.
-No bo... Alex zaprosił mnie do jego obozu, a ja obiecałam, że do niego przyjdę. Muszę mu podziękować.-uśmiechnęłam się niemrawo.
-Masz za co? -spytał.
-Bardzo go polubiłam! Jest na prawdę fajny!-mruknęłam. -Chodź ze mną... -przypomniał mi się obraz Jonatana całującego się z tą lafiryndą.
Jonatan?
<dziękuję za wybaczenie :3 !!>
Od Jace'a cd Kingi
Zacząłem wracać do obozu gdy zobaczyłem Kingę na drodzę a wokół niej powiększającą się kałużę krwi.
-Cholera dziewczyno co ty odwalasz!- krzyknąłem podbiegając natychmiast. Szybko zacząłem hamować krwawienie
-Zostaw mnie! -krzyknęła
-Nigdy! Jak chcesz możesz się ze mną męczyć do usranej śmierci!- odparłem
-Czyli do teraz- szepnęła
-Czyli do starości- odparłem kończąc bandażując ranę. Spojrzałem na nią i pocałowałem...W tym pocałunku było coś więcej...Wyrażał miłość,tęsknotę i ból...
Kinga??
-Cholera dziewczyno co ty odwalasz!- krzyknąłem podbiegając natychmiast. Szybko zacząłem hamować krwawienie
-Zostaw mnie! -krzyknęła
-Nigdy! Jak chcesz możesz się ze mną męczyć do usranej śmierci!- odparłem
-Czyli do teraz- szepnęła
-Czyli do starości- odparłem kończąc bandażując ranę. Spojrzałem na nią i pocałowałem...W tym pocałunku było coś więcej...Wyrażał miłość,tęsknotę i ból...
Kinga??
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
Od Ember
Szłam z Bajką przez jakieś ruiny. Nic ciekawego. Wszędzie szkoło, i takie tam. Nagle zauważyłam nie za bardzo zniszczony dom. Ciekawe jak wytrzymał? Ale szczegół. Zaczęłam do niego podchodzić. Weszłam do środka rozglądając się. Nagle ktoś wrzasnął:
- Ej, co ty za jedna?! Wyjdź jeżeli życie ci miłe!-
Odwróciłam się. W drzwiach stał jakiś chłopak.
- Dobra, już idę. Zginąć jeszcze nie mam zamiaru.- zaśmiałam się
Pociągnęłam Bajkę za ucho i wyszłyśmy z domu.
- Żegnaj, przybyszu. A może ja jestem przybyszem?- znów zaczęłam się śmieć
Bajka stała obok mnie, patrząc na chłopaka. Wyglądał jakby wrzał ze złości. Ale ja go chyba nie rozdrażniłam?
Jonatan?
Od Patrycji
Cały dom stanął w ruinach, a w nich mogłam i ja, więc zaczęłam biec
przed siebie bezmyślnie, ale i tak było to lepsze niż czekanie, aż cały
sufit runie... Za mną biegła Molly, która starała się nie zgubić,
chociaż nie było to łatwe z powodu dymu jaki wywoływał palący się dom.
Nagle obie zobaczyliśmy światło słońca, a przed nami stanęła moja
szkapa-Kira. Wsiadłam na nią z psiakiem, lecz nie było łatwo zapanować
nad wiercącą się sunią..., ale gdzie moja siostra?!Czekałam jeszcze ze
łzami w oczach 10 minut, aż zdałam sobie sprawę z najgorszego, ale nie
traciłam jeszcze nadziei..., stanęłam na wzniesieniu, gdzie widać było
płonący dom...Nagle coś mnie dotknęło, zobaczyłam jakąś dłoń...
Nie płacz-usłyszałam cichy szept.
Obróciłam się i dostrzegłam niewyraźne rysy, więc przetarłam oczy i dostrzegłam...
Ktoś?
Nie płacz-usłyszałam cichy szept.
Obróciłam się i dostrzegłam niewyraźne rysy, więc przetarłam oczy i dostrzegłam...
Ktoś?
niedziela, 5 kwietnia 2015
Od Camile cd Matta
- mów za siebie, ja już wolę zjeść jakiegoś gada, przynajmniej można go
upiec. Ale proszę bardzo jeśli wolisz trawkę to mogę sobie popatrzeć jak
wcinasz - zażartowałam - przynajmniej nie umrę z głodu tylko ze śmiechu
- raczej jeszcze długo ci to nie grozi - odpowiedział
- co? Czyli jednak zrezygnowałeś ze swojej diety cud? A szkoda, bo umrę z nudów
- za dużo tu umierania... same czarne scenariusze - zażartował
- no właśnie - westchnęłam teatralnie
Matt?
- raczej jeszcze długo ci to nie grozi - odpowiedział
- co? Czyli jednak zrezygnowałeś ze swojej diety cud? A szkoda, bo umrę z nudów
- za dużo tu umierania... same czarne scenariusze - zażartował
- no właśnie - westchnęłam teatralnie
Matt?
Subskrybuj:
Posty (Atom)