środa, 25 listopada 2015

Od Kingi CD Camille

Nigdy nie mogłam pojąć co ma wiek do... wszystkiego. Czy to coś zmienia? Czy młodsi mniej cierpią? Złapałam ją za rękę i odwróciłam gwałtownie w moją stronę. Przyłożyłam sztylet do jej klatki piersiowe. Spojrzałam na nią oschle. Chciałam być miła, ale nie wyszło.
-Tylko nie małolato. Z tego co widzę. -przeleciałam ją wzrokiem.-Nie masz wcale więcej ode mnie. -uśmiechnęłam się lekceważąco.
-Więcej przeżyłam, to wystarczający argument. -mruknęła oschle i złapała mnie za rękę, odsuwając sztylet. Nie próbowałam się z nią siłować lecz odpuściłam i uśmiechnęłam się sztucznie.
-Dobrze wiedzieć. -syknęłam przez zęby i schowałam broń.

Camille? <Wena stwierdziła, że należy jej się urlop i gdzieś sobie poszła ;-;>

Od Camille CD Kingi

Spojrzałam na dziecko z nie chęcią. Chłopiec. U naszych stóp leżał chlopiec... Krew spływała z czoła. U podstawy karku znajdowała się wielką, otwarta rana po strzale. Strzał w tył głowy. Zaśmiałam się z goryczą. Co to II wojna światowa, żeby w ten sposób postępować? Dziewczyna spojrzała na mnie blada. Kopnęłam ciało dziecka, aby odwrócić je na plecy. Nagle zalała mnie fala gorąca... Mój zaginiony braciszek... Nie zapłakałam. Widziałam jak mordują rodziców, mojego starszego brata... Po tym jak zabili mojego wuja zobojętniłam. Prawda była taka, że osoby z mojej rodziny od wielu pokoleń były po prostu mordowane. Bardziej lub mniej sadystycznie, ale były. Nikt nie wiedział dlaczego. Ukleknelam przy chłopaczku i zamknęła mu oczy. Zrobiłam znak krzyża i odwróciłam się w strone lasu.
- Co robisz!? - krzyknęła zbulwersowana dziewczyna.
- Trzeba skończyć tą wojnę - powiedziałam - odejdz.
Ona jednak uparcie szła za mną. Odwróciłam się.
- Nie rozumiesz!?? Uciekaj puki możesz małolato!

Kinga?

Od Kingi CD Camille

Spojrzałam na nią i przewróciłam oczami.
-Wiek nie ma tu chyba nic do rzeczy. -uśmiechnęłam się i spojrzałam na jej twarz. Miała piękne oczy i usta. Zauważyłam jednak ślady po płaczu.
-Ma. -podeszła bliżej. Zauważyłam jak zaciska pięści i przyjmuję pozycję do ataku. Zaśmiałam się cicho.
-Będziesz mnie atakować? -spytałam patrząc się na nią podejrzliwie. Znałam swoje umiejętności, ale nie potrafiłam określić jej umiejętności. 
-Chyba się nie boisz... -uśmiechnęła się złośliwie. Miałam jej coś powiedzieć, ale kłótnię przerwał strzał. Wybiegłam na zewnątrz i zauważyłam leżącego na ziemi martwego człowieka. Ciało należało do jakiegoś dziecka. Spojrzałam na czerwony śnieg. -Co tu się wyrabia? -krzyknęłam, ale nie dostałam odpowiedzi.

Camille? <lekki bark weny xD>

Od Camille CD Kingi

Słysząc osły głos dziewczyny w pierwszej chwili chciałam zerwać się do ataku, ale w jednej chwili uświadomiłam sobie, że na mom karku spoczywa sztylet. Nie odzywałam się przez dłuższy czas.
- No gadaj! - ponagliła dziewczyna. Westchnęłam ciężko jednocześnie zgniatając w dłoni kartkę papieru i modląc sie, aby dziewczyna nie zobaczyła śladów łez na moich polikach. Aż ciarki mnie przechodziły, kiedy pomyślałam jak słaba jestem.
- Nie ponajesz swoich? - spytałam z pogardą, no sorry, nie miałam najmniejszej ochoty do żartów.
- Skąd mam wiedzieć, że jesteś z obozu? - spytała, ale zabrała sztylet.
- Zdradzasz swoje położenie - mruknęłam wciąż nie odwracając się do dziewczyny. Uświadomiłam sobie, że skoro nie mam już śmiertelnej broni przy karku, mogę śmiało ją zaatakować. Może to jakiś sposób na wyładowanie agresji?
- Co tu robisz? - spytała.
- Dobra, zjeżdżaj młoda, okay? - no może nie było to zbyt feir z mojej strony, przecież była ode mnie może o rok młodsza, nie więcej. Ale przecież życie nie jest feir, a ja... Cóż, ja byłam tego najlepszym przypadkiem.

Kinga?

Od Kingi CD Camille

Stałam na dachu zniszczonego budynku i wpatrywałam się w przestrzeń zniszczonego miasta. Wszędzie rozpościerał się przykry widok zawalonych budynków i gruzu. Śnieg pokrył teraz wszystko i nadał temu pewnego uroku. Rozglądając się tak zauważyłam jakąś postać, która weszła do jednego z budynku.
-Ciekawe... -szepnęłam i zsunęłam się po śniegu z dachu. Wyciągnęłam sztylet i założyłam kaptur, by intruz mnie nie rozpoznał. Powoli weszłam do środka. Zauważyłam młodą dziewczynę, która siedziała obok kominka trzymając jakąś kartkę. Czasami słyszałam cichy płacz. Podeszłam po cichu i przyłożyłam sztylet do jej karku. -Co tu robisz? -spytałam oschle.

Camille?

wtorek, 24 listopada 2015

Od Camille

Szłam ulicami miasteczka... No dobra, jego szczątkami. Weszłam do budynku, który kiedyś był moim domem. Ostatnio coś sobie przypomniałam... Tydzień przed zagładą miałam robione badania. W sumie rodzice nie chcieli mi powiedzieć na co konkretnie, ale się zgodziłam. Potem... Strasznie rozpaczali, mówili, że diagnoza nie przyszła, że lekarze zgubili wyniki badania. 
Podeszłam do nieczynnego kominka. Tron zaczął mruczec niezadowolony. Zlekceważyłam to. Odgarnęłam popiół, a moim oczom ukazał się niedopalony kawałek papieru...
" Camille Blacker
Diagnoza: Nowotwór serca"
Znajdował się na niej jeszcze podpis lekarza oraz dopisek " masz pół roku życia córeczko, przeżyj go dobrze, całusy, mama"...
Osunęłam się na kolana...
Miałam wadę serca, małą, niegroźną... A teraz...

P. S. Historia inspirowana moim życiem


Dokończy ktoś?

Od Kingi CD Isabelle

Popatrzyłam się na nią lekceważąco i próbowałam powstrzymać śmiech. Jace objął mnie i oparł podbródek o moje ramiona.
-Chcesz się ze mną przespać? -uśmiechnęłam się zalotnie. Cały czas usiłowałam powstrzymać wybuch.
-Śmieszne. -odpowiedziała sarkastycznie i przewróciła oczami. W końcu nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Odwróciłam się do Jonathana i zaczęłam go namiętnie całować. Dziewczyna weszła gwałtownie do mieszkania i złapała Jace'a za rękę zbliżając się i całując.
-Trójkącik? -zaśmiałam się i patrzyłam jak Jace się z nią siłuje. Oczywiście wygrywał. Mocno szarpnął ją i wypchał wyrzucając na zewnątrz. Zamknął drzwi na klucz.
-Z nią nigdy. -usłyszałam odpowiedź.
-Chyba muszę Cię bardziej pilnować... -podeszłam i wtuliłam się w niego.

Issabelle? Jace?