Kinga usnęła w moich ramionach...Wziąłem ją na ręce i zacząłem iść w stronę obozu. Myślałem o tym wszystkim...o całym dzisiejszym dniu. Koło mnie szedł Red pomrukując co jakiś czas. Wpadłem po uszy...Czy ja ja naprawdę kocham czy to tylko kolejna przelotna panna której am nadzieję a potem wystawie do wiatru? Westchnąłem cicho gdy wszedłem w krąg blasku ognia. Pozostali spojrzeli na mnie zdziwieni a Natalia uśmiechnęła się jakby coś mi sugerowała
-Nawet na to nie licz! Mieliśmy rodeo i małą potyczkę- powiedziałem na dzień dobry
-Z rodeo to nie wiem ale co do walki to widać- odparła. Zaniosłem Kingę do mojego miejsca na nockę i położyłem ją. Otuliłem kocem i wskoczyłem na drzewo i usiadłem. Obserwowałem ją i okolicę z góry czekając aż coś się wydarzy . Nim się obejrzałem sam przysnąłem...
*Wczesny Ranek*
Obudziłem się gdy słońce ledwo wychynęło z za horyzontu. Spojrzałem w dół i zobaczyłem że Kinga jeszcze śpi. Ogarnąłem się szybko i poszedłem upolować małe śniadanie. Dzisiaj padło na dzikiego kurczaka. Upolowałem go i szybkim ruchem oprawiłem i upiekłem na ogniu. Nałożyłem porcję na Kingi i poszedłem jej zanieść. Usiadłem obok i uśmiechnąłem się. Kinga spała rozwalona na całe posłanie
-Śpiąca królewno wstawaj na śniadanie- zaśmiałem się i szturchałem ją w bok
Kinga??
piątek, 3 kwietnia 2015
Od Kingi cd Jace'a
Poczułam jego ciepło i zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Niestety poje
uczucia były mieszane. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, co zrobić.
-Szkoda... -szepnęłam oplatając rękami szyję Jonatana i lekko go całując. Sama nie wiedziałam czy go kocham, ale... przecież nic złego nie robię?
-Naprawdę nie chciałabyś wiedzieć.... -odszepnął.
-Chciałabym... -uśmiechnęłam się. Widać było, że nie osiągnę celu, a sprawia mu to ból. Widocznie miał bardzo zaplątaną przeszłość skoro te wspomnienia wywołują takie uczucia.
-A może powiesz coś o sobie, twojej rodzinie? -zapytał, głaszcząc mnie po policzku.
-No nie wiem... nie lubię mówić o swojej przeszłości. -uśmiechnęłam się wrednie. To była prawda, ale sam nie chciał mi nic powiedzieć, więc czemu ja mam mu mówić? Tak, wiem. Jestem egoistką.
-Oj no nie fochaj się. -zaśmiał się.
-No dobra, no. Ale kiedyś jeszcze wrócimy do tego tematu. -szturchnęłam go, a ten przytaknął przewracając oczami. Dałam mu całusa.
-No więc... Ciekawe to nie jest. Nigdy nie poznałam swoich rodziców i wychowywałam się w domu dziecka... -przerwałam. Dom dziecka zawsze wywoływał u mnie obrzydzenie.
-Sierota?... -szepnął. Uśmiechnęłam się.
-Nie... Właśnie nie! Matka i ojciec mnie po prostu porzucili, bo woleli robić karierę. Nienawidzę ich! -mruknęłam cała wściekła.
-Fajnie się denerwujesz. -zaśmiał się i pogłaskał mnie po policzku.
-Ha ha ha. -przewróciłam oczami. - A w wieku czternastu lat uciekłam. Potem przyszła zagłada... I teraz jestem chyba tu. -uśmiechnęłam się, uspokajając.
-Robi się ciemno... Wracajmy... -powiedział nagle. Noc bywa bardzo niebezpieczna w tych czasach.
-Racja. -odparłam, a ten wziął mnie na ręce i zaczęliśmy iść w stronę obozowiska. Objęłam rękami jego szyję i pocałowałam go długo i namiętnie. Chciałam go pokochać, ale moje uczucia były jakieś takie mieszane... Po namiętnym pocałunku, usnęłam w cieple jego ciała.
Jonatan?
<Wybacz, ale uczucia Kingi są bardzo zmienne ;/ wybaczzz>
-Szkoda... -szepnęłam oplatając rękami szyję Jonatana i lekko go całując. Sama nie wiedziałam czy go kocham, ale... przecież nic złego nie robię?
-Naprawdę nie chciałabyś wiedzieć.... -odszepnął.
-Chciałabym... -uśmiechnęłam się. Widać było, że nie osiągnę celu, a sprawia mu to ból. Widocznie miał bardzo zaplątaną przeszłość skoro te wspomnienia wywołują takie uczucia.
-A może powiesz coś o sobie, twojej rodzinie? -zapytał, głaszcząc mnie po policzku.
-No nie wiem... nie lubię mówić o swojej przeszłości. -uśmiechnęłam się wrednie. To była prawda, ale sam nie chciał mi nic powiedzieć, więc czemu ja mam mu mówić? Tak, wiem. Jestem egoistką.
-Oj no nie fochaj się. -zaśmiał się.
-No dobra, no. Ale kiedyś jeszcze wrócimy do tego tematu. -szturchnęłam go, a ten przytaknął przewracając oczami. Dałam mu całusa.
-No więc... Ciekawe to nie jest. Nigdy nie poznałam swoich rodziców i wychowywałam się w domu dziecka... -przerwałam. Dom dziecka zawsze wywoływał u mnie obrzydzenie.
-Sierota?... -szepnął. Uśmiechnęłam się.
-Nie... Właśnie nie! Matka i ojciec mnie po prostu porzucili, bo woleli robić karierę. Nienawidzę ich! -mruknęłam cała wściekła.
-Fajnie się denerwujesz. -zaśmiał się i pogłaskał mnie po policzku.
-Ha ha ha. -przewróciłam oczami. - A w wieku czternastu lat uciekłam. Potem przyszła zagłada... I teraz jestem chyba tu. -uśmiechnęłam się, uspokajając.
-Robi się ciemno... Wracajmy... -powiedział nagle. Noc bywa bardzo niebezpieczna w tych czasach.
-Racja. -odparłam, a ten wziął mnie na ręce i zaczęliśmy iść w stronę obozowiska. Objęłam rękami jego szyję i pocałowałam go długo i namiętnie. Chciałam go pokochać, ale moje uczucia były jakieś takie mieszane... Po namiętnym pocałunku, usnęłam w cieple jego ciała.
Jonatan?
<Wybacz, ale uczucia Kingi są bardzo zmienne ;/ wybaczzz>
czwartek, 2 kwietnia 2015
Od Jace'a cd Kingi
-Ja...ja po prostu zostałem doświadczony przez życie i tyle- odparłem niepewnie
-A w jaki sposób? -nie ustępowała Kinga
-W różny...na prawdę różny -westchnąłem
-A na...-zaczęła
-Musisz drążyć temat?- spytałem oschle
-Nie ale...no chcę wiedzieć i tyle- odparła smutno
-Ja...przepraszam ale naprawdę nie lubię gadać o sobie- odparłem przytulając ją delikatnie
Kinga??
-A w jaki sposób? -nie ustępowała Kinga
-W różny...na prawdę różny -westchnąłem
-A na...-zaczęła
-Musisz drążyć temat?- spytałem oschle
-Nie ale...no chcę wiedzieć i tyle- odparła smutno
-Ja...przepraszam ale naprawdę nie lubię gadać o sobie- odparłem przytulając ją delikatnie
Kinga??
Od Kingi cd Jace'a
Poczułam lekki dreszcz na całym ciele, ale bardzo przyjemny dreszcz.
-Przepraszam... Nie chciałem. -mruknął speszony. Nie mogłam nic odpowiedzieć. Kompletnie nic. Byłam zamurowana, dosłownie. Uśmiechnęłam się lekko.
-Nic.. się nie stało... -mruknęłam. Również byłam zawstydzona. Po chwili odwzajemniłam lekko pocałunek. Zawsze wyobrażałam sobie ten moment, a nigdy jeszcze nie miałam okazji nikogo całować tak nie po przyjacielsku. Po chwili wtuliłam się w klatę Jonatana i ruszyliśmy do głównego miejsca obozu. -Zaczekaj. -"wyszłam" z rąk Jonatana i stanęłam przed nim.
-Tak? -spytał dalej zawstydzony.
-Sama nie wiem... -szepnęłam, a do oczu znów napłynęły mi łzy. Poczułam się jak nieudacznica.
-Nie płacz... Ja nie chciałem... -powiedział Jonatan i już chciał mnie pogłaskać po policzku, ale cofnął rękę.
-To nie przez Ciebie! -szepnęłam i złapałam go za rękę. -Ja tak czasem mam...
-No nie wiem... Czuje się winny...
-To ja Ci mówię, żebyś nie był! - W odpowiedzi usłyszałam tylko cichy jęk, na wznak rezygnacji. -tak w ogólę, to nie odpowiedziałeś na moje pytanie. -uśmiechnęłam się do niego.
-Jakie? -udawał, że nie pamięta.
-Czemu jesteś taki... no...chamski,sarkastyczny...czemu chcesz odpychać wszystkich?-było mi trochę wstyd tego pytać, ale chciałam wiedzieć. Złapałam go za dłoń i przysunęłam bliżej.
Jonatan?
<Kinga trochę się zawstydziła XD>
-Przepraszam... Nie chciałem. -mruknął speszony. Nie mogłam nic odpowiedzieć. Kompletnie nic. Byłam zamurowana, dosłownie. Uśmiechnęłam się lekko.
-Nic.. się nie stało... -mruknęłam. Również byłam zawstydzona. Po chwili odwzajemniłam lekko pocałunek. Zawsze wyobrażałam sobie ten moment, a nigdy jeszcze nie miałam okazji nikogo całować tak nie po przyjacielsku. Po chwili wtuliłam się w klatę Jonatana i ruszyliśmy do głównego miejsca obozu. -Zaczekaj. -"wyszłam" z rąk Jonatana i stanęłam przed nim.
-Tak? -spytał dalej zawstydzony.
-Sama nie wiem... -szepnęłam, a do oczu znów napłynęły mi łzy. Poczułam się jak nieudacznica.
-Nie płacz... Ja nie chciałem... -powiedział Jonatan i już chciał mnie pogłaskać po policzku, ale cofnął rękę.
-To nie przez Ciebie! -szepnęłam i złapałam go za rękę. -Ja tak czasem mam...
-No nie wiem... Czuje się winny...
-To ja Ci mówię, żebyś nie był! - W odpowiedzi usłyszałam tylko cichy jęk, na wznak rezygnacji. -tak w ogólę, to nie odpowiedziałeś na moje pytanie. -uśmiechnęłam się do niego.
-Jakie? -udawał, że nie pamięta.
-Czemu jesteś taki... no...chamski,sarkastyczny...czemu chcesz odpychać wszystkich?-było mi trochę wstyd tego pytać, ale chciałam wiedzieć. Złapałam go za dłoń i przysunęłam bliżej.
Jonatan?
<Kinga trochę się zawstydziła XD>
Od Jace'a cd Kingi
-Ej...Młoda ale co jest?-spytałem siadając obok i obejmując ja ramieniem...to był mój pierwszy w miarę ludzki odruch od jakiś...10 lat?
-Nic...ja tylko...-szlochnęła
-Ej...Kinga...ale spokojnie przecież cię nie zjem- powiedziałem cicho
-Bo chodzi o to ze...że ja nie potrafię zabić zwierzęcia- powiedziała cicho
-Eh...No niestety ale jeśli będziesz chciała żyć będziesz musiała się nauczyć. Nie zawszę będę mógł cię obronić- odparłem
-Wiem ale...ja...nie wiem czy będę umiała- szlochnęła znowu
-Dasz radę...będziesz musiała- powiedziałem wstajac. Otrzepałem się i wziałem Kingę na ręce
-Zaraz...Ale co ty...-zaczęła
-Hej...spokojnie...nie zjem cię- powiedziałem i tak jakoś wyszło...że ją pocalowałem...
Kinga?
<Tak jakoś mi wyszło...No sorry xD>
-Nic...ja tylko...-szlochnęła
-Ej...Kinga...ale spokojnie przecież cię nie zjem- powiedziałem cicho
-Bo chodzi o to ze...że ja nie potrafię zabić zwierzęcia- powiedziała cicho
-Eh...No niestety ale jeśli będziesz chciała żyć będziesz musiała się nauczyć. Nie zawszę będę mógł cię obronić- odparłem
-Wiem ale...ja...nie wiem czy będę umiała- szlochnęła znowu
-Dasz radę...będziesz musiała- powiedziałem wstajac. Otrzepałem się i wziałem Kingę na ręce
-Zaraz...Ale co ty...-zaczęła
-Hej...spokojnie...nie zjem cię- powiedziałem i tak jakoś wyszło...że ją pocalowałem...
Kinga?
<Tak jakoś mi wyszło...No sorry xD>
Od Kingi cd Jace'a
Byłam przerażona widząc te lwy.
-A nie lepiej.. wiać? -zapytałam chowając się za Jonatanem. Bo jakie inne miałam wyjście skoro nie lubiłam zabijać zwierząt?
-No jasne... Żeby ściągnąć ich na resztę i wywołać piekło. Bardzo dobry pomysł. -odparł sarkastycznie.
-Czyli... musimy je zabić? -do oczu napłynęły mi łzy. Jak ja nie lubiłam takich scen.
-Musimy. a teraz się łaskawie zamknij i mi pomóż. -mówił oschle i sucho. Wysunęła się zza jego pleców i wyciągnęłam miecz z pochwy na plecach. Jonatan walczył z lwami, a ja podbiegłam do lwic. Sami przecież nie damy rady. Spojrzałam w popłochu na Jonatana i zobaczyłam jak wbija broń w jednego z lwów. Otarłam łzę i spojrzałam na lwice. w ich oczach widziałam, że boją się nas. Mój mistrz uczył mnie by walczyć z ludźmi a nie ze zwierzętami... Gdy jedna z lwic podeszła bliżej mnie kot Jonatana rzucił sie na nią, a w tym samym momencie Jonatan powalił drugiego lwa. Krzyknęłam chcąć niechcąc z przerażenia, a gdy Jace podbiegł do lwic te uciekły z powrotem w głąb krzaków.
-Czemu tylko stałaś? -wydarł się na mnie Jonatan. Spojrzałam na niego. był cały we krwi i oddycha ciężko po stoczonej walce.
-Nie mogłam walczyć! -krzyknęłam i się rozbeczałam. Usiadłam na ziemi i zatkałam oczy rękami.
Jon?
< nowa ksywka :> >
-A nie lepiej.. wiać? -zapytałam chowając się za Jonatanem. Bo jakie inne miałam wyjście skoro nie lubiłam zabijać zwierząt?
-No jasne... Żeby ściągnąć ich na resztę i wywołać piekło. Bardzo dobry pomysł. -odparł sarkastycznie.
-Czyli... musimy je zabić? -do oczu napłynęły mi łzy. Jak ja nie lubiłam takich scen.
-Musimy. a teraz się łaskawie zamknij i mi pomóż. -mówił oschle i sucho. Wysunęła się zza jego pleców i wyciągnęłam miecz z pochwy na plecach. Jonatan walczył z lwami, a ja podbiegłam do lwic. Sami przecież nie damy rady. Spojrzałam w popłochu na Jonatana i zobaczyłam jak wbija broń w jednego z lwów. Otarłam łzę i spojrzałam na lwice. w ich oczach widziałam, że boją się nas. Mój mistrz uczył mnie by walczyć z ludźmi a nie ze zwierzętami... Gdy jedna z lwic podeszła bliżej mnie kot Jonatana rzucił sie na nią, a w tym samym momencie Jonatan powalił drugiego lwa. Krzyknęłam chcąć niechcąc z przerażenia, a gdy Jace podbiegł do lwic te uciekły z powrotem w głąb krzaków.
-Czemu tylko stałaś? -wydarł się na mnie Jonatan. Spojrzałam na niego. był cały we krwi i oddycha ciężko po stoczonej walce.
-Nie mogłam walczyć! -krzyknęłam i się rozbeczałam. Usiadłam na ziemi i zatkałam oczy rękami.
Jon?
< nowa ksywka :> >
Od Matta
Wędrowałem sobie to tu to tam nudząc się jak nigdy. Od 3 lat nie było do kogo zastrzępić językiem ani nic z tych rzeczy...Nagle usłyszałem krzyki. Chwytajac za broń pobiegłem w tamta strone. Jakaś dziewczyna "bawiła" się uciekajac przed rozwścieczonym waranem z komodo
-Fajny smok...Umie latać?- zażartowałem atakujac zwierza
-Na szczęście nie...Ale skubaniec szybko biega- odparła dysząc. Szybko zabiłem gada i stanęłem koło niej
-A przy okazji jestem Matt-przedstawiłem się
-Camille- odparła
-Miło poznać...Co to za miejsce?-spytałem
Camille?
-Fajny smok...Umie latać?- zażartowałem atakujac zwierza
-Na szczęście nie...Ale skubaniec szybko biega- odparła dysząc. Szybko zabiłem gada i stanęłem koło niej
-A przy okazji jestem Matt-przedstawiłem się
-Camille- odparła
-Miło poznać...Co to za miejsce?-spytałem
Camille?
Subskrybuj:
Posty (Atom)