Byłam przerażona widząc te lwy.
-A nie lepiej.. wiać? -zapytałam chowając się za Jonatanem. Bo jakie inne miałam wyjście skoro nie lubiłam zabijać zwierząt?
-No jasne... Żeby ściągnąć ich na resztę i wywołać piekło. Bardzo dobry pomysł. -odparł sarkastycznie.
-Czyli... musimy je zabić? -do oczu napłynęły mi łzy. Jak ja nie lubiłam takich scen.
-Musimy. a teraz się łaskawie zamknij i mi pomóż. -mówił oschle i
sucho. Wysunęła się zza jego pleców i wyciągnęłam miecz z pochwy na
plecach. Jonatan walczył z lwami, a ja podbiegłam do lwic. Sami przecież
nie damy rady. Spojrzałam w popłochu na Jonatana i zobaczyłam jak wbija
broń w jednego z lwów. Otarłam łzę i spojrzałam na lwice. w ich oczach
widziałam, że boją się nas. Mój mistrz uczył mnie by walczyć z ludźmi a
nie ze zwierzętami... Gdy jedna z lwic podeszła bliżej mnie kot Jonatana
rzucił sie na nią, a w tym samym momencie Jonatan powalił drugiego lwa.
Krzyknęłam chcąć niechcąc z przerażenia, a gdy Jace podbiegł do lwic te
uciekły z powrotem w głąb krzaków.
-Czemu tylko stałaś? -wydarł się na mnie Jonatan. Spojrzałam na niego. był cały we krwi i oddycha ciężko po stoczonej walce.
-Nie mogłam walczyć! -krzyknęłam i się rozbeczałam. Usiadłam na ziemi i zatkałam oczy rękami.
Jon?
< nowa ksywka :> >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz