Poczułam jego ciepło i zrobiło mi się bardzo przyjemnie. Niestety poje
uczucia były mieszane. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, co zrobić.
-Szkoda... -szepnęłam oplatając rękami szyję Jonatana i lekko go
całując. Sama nie wiedziałam czy go kocham, ale... przecież nic złego
nie robię?
-Naprawdę nie chciałabyś wiedzieć.... -odszepnął.
-Chciałabym... -uśmiechnęłam się. Widać było, że nie osiągnę celu, a
sprawia mu to ból. Widocznie miał bardzo zaplątaną przeszłość skoro te
wspomnienia wywołują takie uczucia.
-A może powiesz coś o sobie, twojej rodzinie? -zapytał, głaszcząc mnie po policzku.
-No nie wiem... nie lubię mówić o swojej przeszłości. -uśmiechnęłam się
wrednie. To była prawda, ale sam nie chciał mi nic powiedzieć, więc
czemu ja mam mu mówić? Tak, wiem. Jestem egoistką.
-Oj no nie fochaj się. -zaśmiał się.
-No dobra, no. Ale kiedyś jeszcze wrócimy do tego tematu. -szturchnęłam
go, a ten przytaknął przewracając oczami. Dałam mu całusa.
-No więc... Ciekawe to nie jest. Nigdy nie poznałam swoich rodziców i
wychowywałam się w domu dziecka... -przerwałam. Dom dziecka zawsze
wywoływał u mnie obrzydzenie.
-Sierota?... -szepnął. Uśmiechnęłam się.
-Nie... Właśnie nie! Matka i ojciec mnie po prostu porzucili, bo woleli
robić karierę. Nienawidzę ich! -mruknęłam cała wściekła.
-Fajnie się denerwujesz. -zaśmiał się i pogłaskał mnie po policzku.
-Ha ha ha. -przewróciłam oczami. - A w wieku czternastu lat uciekłam.
Potem przyszła zagłada... I teraz jestem chyba tu. -uśmiechnęłam się,
uspokajając.
-Robi się ciemno... Wracajmy... -powiedział nagle. Noc bywa bardzo niebezpieczna w tych czasach.
-Racja. -odparłam, a ten wziął mnie na ręce i zaczęliśmy iść w stronę
obozowiska. Objęłam rękami jego szyję i pocałowałam go długo i
namiętnie. Chciałam go pokochać, ale moje uczucia były jakieś takie
mieszane... Po namiętnym pocałunku, usnęłam w cieple jego ciała.
Jonatan?
<Wybacz, ale uczucia Kingi są bardzo zmienne ;/ wybaczzz>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz