niedziela, 5 kwietnia 2015

Od Kingi CD Jace'a

-On nie może!! -krzyknęłam i spojrzałam błagalnym wzrokiem na Natalię. Ta tylko uśmiechnęła się zachęcająco i puściła oko. Potem przeniosłam wzrok na Alexa. Ten również się uśmiechnął. -Zajmij się Dropsem, proszę.- przytaknął, a ja ruszyłam za Jonatanem do zagrody. Wpadłam jak burza do Dragona i wskoczyłam. Jace był już daleko, ale widziałam jego i konia sylwetkę. Popędziłam delikatnie Dragona. Byłam pełna łez... Przytuliłam się do grzywy ogiera, a ten gnał... Wszystko mnie bolało, ale to serce nie mogło już wytrzymać. -Zaczekaj! -krzyknęłam i zeskoczyłam z konia, upadając przed Rastę. Szybko wstałam i otrzepałam się z ziemi. Spojrzałam błagalnie na Jonatana.
-Proszę! Ja Cię kocham! -trzymałam konia, a Jace próbował go ruszyć. Ogier stanął dęba i ruszył kłusem przed siebie. Wskoczyłam na Dragona . Dogoniliśmy ich. Jonatan nic nie mówił... To bolało.
-Odpieprz się... -palną sucho.
-A co jeśli tego nie zrobię, bo Cię kocham?! -krzyknęłam, a ten tylko zaśmiał się.
-Kochasz mnie... Fajnie... -rzucił. -Wybacz, ale ja już Cię nie... -zawahał się...
-To wróć chodziarz do obozu! -błagałam.
-Żeby być tam z Tobą?! Chyba żartujesz. -przyśpieszył Rastę.
-Czyli ty mnie nie kochałeś... -zatrzymałam konia. Jonatan również się zatrzymał i popatrzył nareszcie na mnie.
-Ja Cie kochałem, a ty wszystko spieprzyłaś... -spuścił wzrok i znów pogonił konia. Nie ruszyłam za nimi... Stałam i patrzyłam się jak odjeżdżają... Zobaczyłam, że Jonatan się odwraca i jeszcze raz na mnie spogląda. Czyli mnie kocha...
-Dam mu czas... -szepnęłam schodząc z konia. Ten szturchnął mnie pocieszająco. Stwierdziłam, że wrócę do obozu i opowiem wszystko Natalii. Może ona mnie zrozumie i pomoże? Szłam obok konia, rozmyślając. Po prawie godzinnym marszu (był to bardzo wolny marsz...) doszliśmy. Usiadłam pod budynkiem i spojrzałam w niebo. Słońce było w zenicie.
-I co? -spytał Alex, siadając obok.
-Odjechał... -szepnęłam wycierając łzy.
-To prawda o tym... że chciałaś się ze mną przespać? -zaśmiał się i szturchnął mnie w żebra.
-Auć! -syknęłam. -Możliwe, a co?
-Nic.. -objął mnie ramieniem, a ja oparłam głowę o jego prawy bok. -Kochasz go?
-Kocham... -odparłam po chwili zawahania. Nie byłam pewna czy to coś zmieni. Ja już się dla niego nie liczę. -Co ja mam zrobić? -szepnęłam i zamknęłam oczy. Usnęłam.

*Późnym wieczorem*

-Wstawaj! -szepnął mi do ucha Alex.
-To ty dalej tu? -spytałam przecierając oczy.
-Muszę wracać... Drops siedzi u Natalii. Odwiedź mnie kiedyś. Twój wraca... -wskazał na drogę i pocałował mnie lekko w policzek. Uśmiechnęłam się.
-Odwiedzę, na pewno! -potwierdziłam i usłyszałam stukot końskich kopyt. Spojrzałam na drogę i zobaczyłam Rastę, a obok szedł Jonatan. Natalia wyszła z domku.
-Wraca... -zwróciła się do mnie.
-I co ja mam mu powiedzieć? -szepnęłam sama do siebie. Podeszłam na spokojnie do Jonatana i wzięłam głęboki oddech. Obok szła z nim jakaś dziewczyna. Poczułam się dosyć zazdrosna, by rzucić się na nią i wydłubać jej oczy. -Co mam zrobić? Co mam zrobić żebyś mi... wybaczył?-przyznałam się do błędu. Bo przecież to była.. BYŁA moja wina. Jace ominął mnie bez słowa z kamienną twarzą, a za nim ta lalunia. Wyciągnęłam mały nóż i przecięłam sobie żyłę wzdłuż. Krew powoli się wydostawała, kropla po kropli. Położyłam się na środku drogi czekając na śmierć. -Czekam... -szepnęłam do niej. Wiatr zawiał mocniej, a ja zamknęłam oczy.

Jonatan? WYBACZ MI ;=; Umrę jeśli nie wybaczyszzz :(((

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz