To wszystko wydawało mi się takie niewiarygodne. Czy różnica wieku aż
tak mu przeszkadza? Chciało mi się płakać, ale się powstrzymałam. Tak na
prawdę to powinnam zrobić Jonatanowi krzywdę za to, że dał mi nadzieje.
Może ja zrobiłam to samo? Wina chyba leży po obu stronach. Jechaliśmy
galopem w totalnej ciszy. Po kilkunastu minutach dojechaliśmy. Jon
zszedł i pomógł mi zeskoczyć. Ogier odszedł jeść trawę. Stanęliśmy przed
starym domem. Trzymał się chodziarz wyglądał na bardzo 'zmęczonego',
ale mi się spodobał. Potrzebuje tylko trochę remontu i tyle.
-Ładny... -uśmiechnęłam się.
-Ale co się w nim działo... -złapał mnie za dłoń. Przytuliłam się do niego.
-Nie możesz żyć przeszłością... Pomyśl o tym co będzie! -szepnęłam, ale
Jonatan stał niespokojnie. Wspomnienia nim targały jak potężny wiatr
małymi drzewkami.
-Nie umiem. Rozumiesz? -mruknął zły. Nie odpowiedziałam nic. W końcu
razem z Jonatanem weszliśmy do środka. Gdzieniegdzie stały jeszcze
meble. Usiadłam na dosyć dobrym stole, a Jon podszedł do mnie i zaczął
mnie całować. Robił to namiętnie, a ja poczułam jego dłonie na swoim
brzuchu i na piersiach. Nie uciekałam, a ten złapał mnie za nogi. Nagle
usłyszeliśmy jakiś krzyk. Obje szybko wstaliśmy. Za nami stała jakaś
blondynka i patrzyła się na nas trochę przestraszona. Jonatan patrzył
się na nią jak na... starą piękną miłość. Nie chciałam o tym myśleć.
-Jonatan! -krzyknęła i rzuciła mu się na szyję całując w policzek. Jace
odwzajemnił uścisk i pocałunek. Stałam wściekła i patrzyłam się na
powitanie starych kochanków.
Jonatan?
<wyobraźnia mnie poniosła : D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz