Byłam przerażona. Biedne zwierze musiało się męczyć pod takim ciężarem.
Krzyczałam przerażona, a Jonatan tylko się śmiał. Musiał mieć niezły
ubaw. Po zaledwie może dwóch minutach miałam obolały tyłek i chciałam
już zejść. Próbowałam zeskoczyć, ale Jace mnie trzymał. wolałabym żeby
mnie wychłostali niż męczyć moje krocze i biednego byka. Jak Jonatan to
wytrzymywał? Przecież on ma jeszcze bardziej.. czułe krocze. A co jeśli
go nie ma i jest jakimś... dziwolągiem? Na tą myśl przeszedł mnie
dreszcz i zaczęłam się miotać na zwierzęciu. Byk też był już zmęczony,
więc zwolnił. Nagle poczułam, że nic mnie nie trzyma i zeskoczyłam.
upadłam na ziemie na twarz. syknęłam z bólu.
-Nigdy.. więcej... -powiedziałam do siebie powoli wstając i otrzepując
się z ziemi. Jonatan podszedł bliżej i zaczął się śmiać. Na całe
szczęście pozwolił uciec bykowi.
-Mam nadzieje, że była to wystarczająca kara? -spytał szyderczo.
-Domyśl się, patafianie! -mruknęłam łapiąc się za bolące pośladki.
-Patafianie powiadasz? -zapytał i zrobił minę jakby miał mnie zaraz zabić. Stwierdziłam, że żartuje.
-Słyszałeś. -syknęłam masując krocze.
(Jonatan? Ty patafianie ^.^ )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz