To co usłyszałam bardzo mnie zmartwiło. Czyli wszystko to moja wina!
Gdybym tylko nie wyszła z tego lasu i nie spotkała ludzi! Nie musiałby
się martwić!
-Wszystko ma jakiś sens... -szepnęłam na pocieszenie,ale nie udało mi
się go pocieszyć, a chyba zdołowałam go jeszcze bardziej. Było mi
strasznie głupio, że jednak o to zapytałam.
-Tsa... -mruknął złośliwie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, wiec
milczałam. On też nic nie mówił. Słońce dalej świeciło. Nagle Jonatan
odwrócił się i zaczął odchodzić.
-Zaczekaj! -krzyknęłam i ruszyłam za nim.
-Muszę pobyć sam. -w oczach chyba miał łzy.
-Ja Cię kocham! -krzyknęłam zatrzymując go.
Jonatan?
<wybacz, że takie krótkie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz