piątek, 3 kwietnia 2015

Od Kingi cd Jace'a

Nie wiedziałam czy ja się przesłyszałam, czy on na prawdę to powiedział! Teraz to ja miałam wątpliwości co do moich uczuć i czy chce być z nim, ale... nie mogę przecież odmówić.
-Tak! -krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyję.
-Nie gniewaj się na mnie za tamto wcześniej.... -zaczął i lekko mnie pocałował.
-Chyba się nie gniewam... -odparłam, a ten wsadził mnie z powrotem na ogiera, a potem sam wszedł. Ruszyliśmy stępem do obozu. Nikt z nas się nie odezwał ani słowem co było dziwne. W pewnym momencie wjechaliśmy w jakąś aleję. Było tam mega pięknie. Nagle zza krzaków wyszło czterech facetów. Nie mieli kominiarek, ale mieli broń. Muszę przyznać, że byli bardzo przystojni i umięśnieni. Jonatan powoli zszedł z Rasty i stanął przed koniem.
Ja również zeszłam z ogiera.
-Dawać konia i broń! -zażądał rudy.
-Spieprzajcie stąd! -Jonatan wyciągnął broń. Złapałam go za rękę.
-Nie idź tam... Oni mają pistolety! -szepnęłam. Niestety nikt z nas nie miał pistoletu. Jon został na miejscu i uśmiechnął się złośliwie. Nagle poczułam, że mam coś przystawionego do pleców i gardła. Chciałam się obrócić, ale ktoś kurczowo mnie trzymał. -Jonatan! -jęknęłam przerażona. Jon odwrócił się moją stronę
-Puść ją! -zażądał.
-Najpierw koń i broń! -zaśmiał się złoczyńca. Pokiwałam przecząco głową, ale ten przystawił mi mocniej nóż do gardła. Jonatan oddał powoli broń i konia. Niestety nie zamierzali mnie oddać. Szybko mnie związali i weszli na samochód. Rasta zdołał się uwolnić, a Jonatan szybko na niego wsiadł i zaczął jechać za nami.

Jonatan?
<heu heu :> >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz