Nie wiedziałam czy ja się przesłyszałam, czy on na prawdę to powiedział!
Teraz to ja miałam wątpliwości co do moich uczuć i czy chce być z nim,
ale... nie mogę przecież odmówić.
-Tak! -krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyję.
-Nie gniewaj się na mnie za tamto wcześniej.... -zaczął i lekko mnie pocałował.
-Chyba się nie gniewam... -odparłam, a ten wsadził mnie z powrotem na
ogiera, a potem sam wszedł. Ruszyliśmy stępem do obozu. Nikt z nas się
nie odezwał ani słowem co było dziwne. W pewnym momencie wjechaliśmy w
jakąś aleję. Było tam mega pięknie. Nagle zza krzaków wyszło czterech
facetów. Nie mieli kominiarek, ale mieli broń. Muszę przyznać, że byli
bardzo przystojni i umięśnieni. Jonatan powoli zszedł z Rasty i stanął
przed koniem.
Ja również zeszłam z ogiera.
-Dawać konia i broń! -zażądał rudy.
-Spieprzajcie stąd! -Jonatan wyciągnął broń. Złapałam go za rękę.
-Nie idź tam... Oni mają pistolety! -szepnęłam. Niestety nikt z nas nie
miał pistoletu. Jon został na miejscu i uśmiechnął się złośliwie. Nagle
poczułam, że mam coś przystawionego do pleców i gardła. Chciałam się
obrócić, ale ktoś kurczowo mnie trzymał. -Jonatan! -jęknęłam przerażona.
Jon odwrócił się moją stronę
-Puść ją! -zażądał.
-Najpierw koń i broń! -zaśmiał się złoczyńca. Pokiwałam przecząco głową,
ale ten przystawił mi mocniej nóż do gardła. Jonatan oddał powoli broń i
konia. Niestety nie zamierzali mnie oddać. Szybko mnie związali i
weszli na samochód. Rasta zdołał się uwolnić, a Jonatan szybko na niego
wsiadł i zaczął jechać za nami.
Jonatan?
<heu heu :> >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz