-Dorwę tych skurwieli- syknąłem zaciskając zęby i popędzając konia. Wyciągnąłem sztylety z pochwy i rzuciłem jednym perfekcyjnie w oponę. Samochód zatrzymał się z piskiem opon. Bandyci wysiedli z samochodu i spojrzeli na mnie. Kinga szarpała się na tylnym siedzeniu.
-No dajecie. Ja się was nie boję- powiedziałem wyzywająco
-Jak chcesz- odparli i zaczęła się walka. Wszyscy wyciagneli pistolety i zaczęli strzelać. Robiłem unik za unikem aż skończyła się im aminucja. Podbiegłem do tego co miał moją katane i poderżnąłem mu gardło. Koleś padł na ziemię chwytajac się za gardło. Schowałem sztylety do pochwy i chwyciłem za moją katanę. Szybko( bo w ciagu 30 minut) rozprawiłem się z pozostałymi 3 facetami i uwolniłem Kingę
-Nic ci nie zrobili?-spytałem obejmujac ją
-Nie...nic mi nie jest- odparła
-To dobrze...Mili farta że mam lepszy dzień- powiedziałem z lekkim uśmiechem
Kinga??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz