-Przepraszam, ale... muszę iść do tego... DEBILA... -krzyknęłam.
-Przyjdź
jutro. Wiesz gdzie nas szukać. -pożegnaliśmy się i szybko pobiegłam za
Jonatanem. Zachowywał się jak mały chłopczyk i jeszcze mi obciach robi!
Wygarnę mu to.. z tą dziwkarską rudą zdzirą!! Po kilku minutach biegu
zobaczyłam Jonatan, kota i Red'a. Nie byłam zmęczona. po tym targaniu
grubasa już forma mi wróciła. Usłyszłam, że Jace chce dać zjeść kota
swojemu wielkiemu. Skręciłam w krzaki i wyleciałam z nich krzycząc, że
nie może go dać na pożarcie.
-Nie zrobisz tego i koniec! KROPKA! -krzyknęłam i wydarłam dosyć ciężkiego kotka z rąk brutala.
-Ale mój koteczek jest głodny... -pogłaskał Red'a.
-Trzeba
było zostać z nim w obozowisku. Dostał by tam jedzenie. -warknęłam i
spojrzałam w niebo. Nadal było ciemno, jak w grobie.
-Z tymi pajacami? -spytał oschle i zaczął iść z powrotem do naszego obozu.
-Swoją dziwkę nazywasz "pajacem"? -zapytałam złośliwie. Jonatan zatrzymał się i podszedł bliżej.
-Mówisz o sobie mam rozumieć?! -zaśmiał się wrednie.
-Słyszałeś o kim. -poczułam pieczący ból w nodze. Mogła wdać się jakieś zakażenie.
-Odwal się! -szturchnął mnie. Poczułam się urażona.
-Ja wracam do Alexa. -odparłam i ruszyłam z kociakiem w stronę obozowiska. Nagle ból się nasilił i upadłam na ziemię.
Jonatan? :D byhahaha
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz