-Nie chcę Cię stracić... -szepnęłam, gdy dojeżdżaliśmy do obozu.
-Nie stracisz... -odszepnął i ruszyliśmy kłusem. Cały czas myślałam o
nieboszczykach. Dlaczego ja jestem taka wrażliwa? Nie mogę tego
zrozumieć. Po chwili dojechaliśmy do miejsca, gdzie rano się obudziłam.
Było późne popołudnie, a słońce nadało pomarańczowy odzień całemu niebu.
Jonatan pomógł mi zejść.
-Idę schować Rastę. -uśmiechnął się. -Idziesz ze mną? -spytał po chwili.
-Chyba... tak... -zawahałam się. Chciałam zostać sama i wszystko przemyśleć, ale Dragon na pewno się niecierpliwi.
-Co Ci jest? -spytał widząc moją dziwną minę.
-Nic. -wymusiłam uśmiech, a Jace objął mnie ramieniem, a w drugiej ręce
prowadził konia. Po chwili doszliśmy na miejsce. Dragon zaczął rżeć na
powitanie. Od razu podbiegłam do niego i weszłam na mini wybieg. -I co
ja mam zrobić? Może... uciekniemy?-spytałam ogiera i zerknęłam na
Jonatana jak żegna się ze swoim rumakiem. Dragon zakwiczał, nie zgadzał
się. Chyba było mu tu dobrze. Pogłaskałam go pomiędzy uszami.
-Wracamy? -spytał Jonatan.
-Ty już idź... Ja Cię dogonię. -uśmiechnęłam się. Chłopak był trochę
zdziwiony, ale nie męczył mnie i odszedł. Wtuliłam się w szyję Dragona i
zaczęłam gorzko płakać. Wiedziałam, że się nad sobą użalam, ale dobrze
mi z tym. Usiadłam na trawie, a Dragon położył się obok. Patrzyłam jak
zachodzi słońce i robi się ciemno... Postanowiłam wracać. Pożegnałam się
z Dragonem i dałam mu kawałek przedwczorajszej marchewki. Ah... wtedy
było inaczej. Tylko ja i mój koń. Sami... Nie potrafiłam powiedzieć czy
jest mi teraz lepiej. Wkurzona na samą siebie za te całe wątpliwości
biegiem udałam się do Jonatana. Wytarłam jeszcze resztki po głupim
płaczu, a gdy dobiegłam Jonatan siedział i czekał. Usiadłam obok niego i
położyłam głowę na jego kolana, mając widok na gwiazdy. Jace pogłaskał
mnie po policzku. Po chwili wstałam i spojrzałam głęboko w oczy mojego
chłopaka. Jonatan pocałował mnie i wziął na kolana.
-Kocham Cię, wiesz? -szepnął mi do ucha i mocniej objął, wywracając na ziemie i "kładąc się" na mnie.
-Wiem... -odszepnęłam i pocałowałam go długo i namiętnie. - Chce mi się spać...-dodałam, a mężczyzna położył się już obok.
-W takim razie dobranoc. -zaśmiał się. Zamknęłam oczy, ale nie mogłam
spać. Patrzyłam w niebo jak gwiazdy zmieniają swoje pozycje i widziałam
jak niektóre gasną, a inne spadają na ziemie... Okrutną ziemie...
Leżałam tak póki nie upewniałam sie, że Jonatan śpi. Potem po cichu
wstałam i chciałam zabrać swój mały plecaczek, ale poczułam, że coś
łapie za rękę.
-Gdzie się wybierasz? -spytał niepewnie Jace.
-Nie śpisz? -zapytałam spłoszona.
-Muszę być zawsze czujny... Co się dzieje? Chciałaś uciec? -spytał poważnym tonem.
-Nieee... Znaczy się... Nie wiem... Nie. Chciałam siku. -plątałam się w wypowiedzi. Uśmiechnęłam się speszona.
Jonatan?
<hyhhyy ; ) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz