-Zaczekaj! -krzyknęłam za odchodzącym powoli Jonatanem.
-Ruszaj swój zacny tyłek, bo ja nie lubię czekać. -uśmiechnął się
szyderczo. Nie odpowiedziałam nic tylko zawołam Dragona, który szedł
razem ze mną. Jonatan zwolnił. całą drogę pogwizdywał i czasem zerkał to
na swojego 'kota' to na mnie. Spuściłam głowę patrząc na ziemię.
Wyglądała dość... uroczo. Nagle wpadłam na Jonatana.
-Hej! -zaśmiał się. -Ktoś tu na mnie leci. -udawał zszokowanego. Mogę się założyć, że miał niejedną dziewczynę.
-Przepraszam... zamyśliłam się... -powiedziałam pośpiesznie zawstydzona. Poczułam, że na policzkach pojawiają mi się rumieńce.
-Dobra. Tutaj znajduje się zagroda i mała wiata dla koni. Możesz tutaj
zostawić swojego rumaka. -wskazał na dość dużą ogrodzoną polanę oraz na
małą wiatę.
-Aha... -szepnęłam i złapałam ogiera. Razem z Jonatanem podeszliśmy do zagrody.
-Na co czekasz? Wpuść go i chodźmy bo całego dnia to ja nie mam. -szturchnął mnie w żebro. Syknęłam, bo nie było to przyjemne.
-Ale.. jest mały problem. On nie może być z innymi końmi, bo.. łagodnie mówiąc się z nimi bije. -pogłaskałam Dragona.
-No to... stój tu. -Jonatan wszedł do zagrody i wyciągnął z niej
pastuch. Ogrodził nim mały skrawek trawy wraz z wejściem do jednego z
boksów. Patrzyłam się na jego mięśnie, które napinały się i wracały z
powrotem na wcześniejszą pozycję.
-Proszę. Teraz go tam dawaj i chodźmy.
-Dziękuję.. -szepnęłam i wpuściłam Dragona na jego skrawek trawy.
Pożegnałam się i wróciłam do Jonatana. Ten był już gdzieś daleko.
Musiałam, więc biec by go dogonić.
-Nie... mogłeś... zaczeka? -mówiłam zdyszana. Moja kondycja trochę zmalała.
(Jonatan?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz