sobota, 4 kwietnia 2015

Od Kingi cd Jace'a

Byłam jeszcze lekko w szoku. Stałam na środku drogi wtulona w ramiona Jonatana, a obok nas leżeli ludzie... martwi ludzie. Obok nich były kałuże krwi. Wszystko działo się szybko i było przerażające.
-To... jest.. okropne... -ledwo wydusiłam z siebie te słowa.
-Mogli nie zaczynać. -uśmiechnął się i założył mi kosmyk włosów za ucho, a potem lekko pocałował.
-A ja mogłam jakoś uciec! Przecież po to uczyłam się walczyć! -krzyknęłam odsuwając się od Jonatana. Podeszłam do jednego z martwych ciał i kucnęłam zamykając mu oczy.
-Nie mogłaś nic zrobić. -próbował mnie pocieszyć, ale czułam się winna ich śmierci. Każdy musi teraz ze sobą walczyć, by nawet cokolwiek zjeść!
-Mam do Ciebie prośbę... -wstałam i podeszłam bliżej Jonatana.
-Tak? -spytał.
-Możemy ich chodziarz pochować? Proszę... Czuje się winna ich śmierci. -po policzku spłynęła mi łza. Pośpiesznie ją wytarłam i popatrzyłam błagalnie na Jonatana.

Jonatan?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz