Już nie mogłam wytrzymać tego napięcia rosnącego pomiędzy nami. Rozryczałam się - co miałam w zwyczaju. Jestem beksą!
-A idź. Ja tu zostaje i pozwolę się zjeść... -szlochałam, a Jonatan stał i się śmiał. Czy to było takie zabawne.
-To pa. -pożegnał się i zaczął odchodzić.
-Ej! -krzyknęłam i podniosłam się z ziemi i zaczęłam iść za nim. Niestety potknęłam się i wpadłam na Jonatana.
-Uważaj jak chodzisz! -jęknął wstając. Czekałam aż mi pomoże, ale wielki mecenas mi nie pomógł.
-Stój! -wstałam i złapałam go za rękę. Stanął i popatrzył się na mnie.
-Masz mi wytłumaczyć ten pocałunek!? -zażądałam i walnęłam go w męskie klejnoty.
Jonatan?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz