Siedziałam na łóżku. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. Na początku
nie zwróciłam na to uwagi. Wszyscy jeszcze spali... Usłyszałam huk i
zbiegłam na piętro. Weszłam do pokoju rodziców... Wszystko było zalane
krwią, a nieruchome ciała leżały bezwładnie porzucone na podłodze...
Oczy zaszły mi łzami. Odgłos kroków odbijał się od ścian. Morderca się
zbliżał. Zaczęłam uciekać... Pędziłam ile sił w nogach, a on mnie gonił.
Nie widziałam wyraźnie jego twarzy, zaczął coś krzyczeć, ale zagłuszały
to odgłosy wojny dochodzące z miasta... Wbiegłam na wysoką górę, ciągle
podążał moim śladem. Nagle zahaczyłam o korzeń i w jednej chwili
znalazłam się na ziemi. Wstałam, ale był za blisko... i wtedy zobaczyłam
konia bez siodła i uprzęży. Wskoczyłam na niego i ruszył galopem...
Teraz było mi wszystko jedno gdzie mnie zawiezie... byle by jak najdalej
od tych huków, trupów i hałasów... wtuliłam głowę w białą grzywę konia.
- będziesz się nazywał Front - powiedziałam.
Nagle poczułam, że coś mnie liże po twarzy. Obudziłam się...
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
No tak..znowu ten koszmar, a raczej wspomnienie...
- Zjeżdżaj Tron! - powiedziałam i odepchnęłam tygryska. Zamruczał wciąż nie urażony i skory do zabawy.
- Dobra, dobra wstaje! - westchnęłam, już nie było co liczyć na dłuższy sen... Otworzyłam oczy.
- eee... A kim ty? - spytałam zauważając, że jakaś dziewczyna mi się przypatruje...
<Ktokolwiek? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz