Przyjżałem się zwierzęciu.
-Może i twój, ale nigdy nie wiadomo, co takiemu odbije.
-Ja mu ufam-powiedziała patrząc mi w oczy.
-Abyś tego nie pożałowała-powiedziałem, ale sam nie byłem pewny czy wciąż mówię o koniu, a nie o zaufaniu do mnie.-Późno już. Może lepiej wracajmy.
Zaczynało się powoli ściemniać, a my ruszyliśmy do obozu. Nie było dobrze. Właśnie łamałem swoje postanowienia, o trzymaniu WSZYSTKICH na dystans. Jeden dzień z Natalią, a ja już nie byłem pewny, czy uda mi się trzymać ją z dala od siebie, a z drugiej... Czy do końca życia mam unikać ludzi? I to z własnego wyboru. Zobaczę, co z tego wyniknie.
Kilka następnych dni spędziłem na penetracji terenów wokół obozu. Wcześnie rano wyruszałem, a późnym wieczorem wracałem, ale zawsze to coś. Z Natalią widziałem się w ciągu dwóch tygodni, za ledwie ze cztery razy. Nie żebynm jej unikał, ale musiałem złapać dystans do tego, co się wydarzyło. Przyłączenie się do Obozu Ocalonych i Natalii... Tego, że za blisko ją dopuściłem. Jednak podczas samotnych wędrówek, pogodziłem się z myślą, że sarkazm i obojętność, przy Natalii zginie. Tego dnia postanowiłem zostać w obozie. Krążyłem bez większego celu, kiedy zobaczyłem Natalię. Podszedłem do niej.
-Cześć, pomóc w czymś?-zapytałem jej.
Natalia? Tak wiem... Zlinczować i zabić, ale po miesiącu przerwy wracam z weną :-D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz